Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rebetiko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rebetiko. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 kwietnia 2021

Odczarowanie Nikozji

 

Antonis Antoniou jest niespokojnym duchem. Gra w dwóch odnoszących sukcesy zespołach – Monsieur Doumani i Trio Tekke, z którymi eksploruje różne aspekty greckiego folku. Z tymi pierwszymi muzyki cypryjskiej, z drugimi rebetiko w psychodelicznym wydaniu. To jednak dla niego za mało i zdecydował się na wypowiedź całkowicie solową.

W Radiowym Centrum Kultury Ludowej piszę o "Kkismettin" Antonisa Antoniou.

środa, 16 września 2020

Prawdziwy heros



Marokański żyd mieszkający w Jerozolimie w szczycie izraelskiego szału na grecką muzykę nauczył się śpiewać po grecku i nagrał płytę odwołującą się bardziej do brzmień basenu Morza Egejskiego i Anatolii niż rodzinnego kraju, a potem zniknął w pomroce dziejów. Każde słowo w tym zdaniu jest prawdą. 

W tej historii najbardziej mnie zaskoczył rozmiar tego szału na grecką muzykę w Izraelu. Że warto było się nauczyć greki i nagrać płytę z tsifteteli i innymi greckimi tańcami. Yakov Ben Hammo, znany bardziej jako Koko był perkusistą i wokalistą. Nie wiem, kiedy się urodził, ani gdzie. Przybył do Izraela czy już się w nim urodził? Stawiam na to pierwsze, bo na okładce swojego debiutu z 1977 roku przypomnianego przez Fortuna Records wygląda na dojrzałego faceta. Spogląda z niej prawdziwy twardziel, choć w dzwonach i kolorowej koszuli oraz obowiązkowym zarostem na klacie i wielkim wisiorem w kształcie gwiazdy Dawida. A może Koko wygląda bardziej jak amant-twardziel, bliskowschodni odpowiedni Seana Connery’ego, tylko występujący w filmach kasy B.

Klasy B nie jest z pewnością muzyka, którą grał. Może sprawdziłaby się w takich produkcjach, ale jest fantastyczna. Koko nie bawi się w kokieterię, od pierwszych dźwięków zaprasza na psychodeliczną, taneczną imprezę gdzieś na Krecie, a może szemranych przedmieściach Aten i Salonik. Nie jest to rebetiko, ono w tamtych czasach było już skansenem, ale słychać podobieństwa. Muzyka Koko jest równie mocno zanurzona w Anatolii i Bliskim Wschodzie, tym ogólniejszym. Organy ślizgają się po ćwierćtonach, brzmienie gitary bardzo przypomina Omara Khorshida, tego egipskiego geniusza. Koko gra na bardzo skromnym zestawie perkusyjnym, chyba nie ma w nim stopy, tylko tomy, werbel i bębny kielichowe. Bas chodzi jak zaklęty, co jakiś czas odezwie się klarnet. I to już właściwie wszystkie instrumenty odpowiedzialne za tę tawernianą orgię dźwięków. 

To nie jest muzyka ludowa, ale nie jest do rock’n’roll. Koko podąża za trendami z tamtych lat - ma być lokalnie i globalnie. Obie formy - grecko-arabsko-turecka i amerykańska - spotykają się w połowie drogi. Buja ta muzyka trochę funkowo, trochę egejskimi rytmami. Jasne, takie połączenie sprawdza się prawie zawsze, trudno je zepsuć, ale u Koko brzmi to wyjątkowo dobrze. Do tego wszystkiego trzeba dołożyć głos naszego bohatera. Głęboki i przejmujący. Jakby wraz z nauką greckiego, wziął sobie do serca mitycznych herosów, którzy robią wszystko z godnym bogów rozmachem. On też. Gdy (jak podejrzewam) przeżywa nieszczęśliwą miłość w Katogiri, to cierpi bardziej niż cały zastęp Romeów. Jego głos mógłby poruszyć skały, może dlatego stoi obok miniatury twierdzy. Gdy bawi się, to jest cesarzem imprez, na których ouzo i raki leją się strumieniami. 

Yakov nie doczekał tej reedycji, nie będzie triumfalnego powrotu na scenę na tę jedną, ostatnia trasę. Zmarł w 2018 roku, gdy Fortuna Records przekonali go w końcu do swojego pomysłu na wznowienie jego debiutu. Dzień przed planowanym podpisaniem umowy dostał ataku serca.


wtorek, 4 lutego 2020

Na obrzeżach x Radio Kapitał 4 II 2020


Wyzwolone kobiety, podejrzani mężczyźni. Kieliszki raki i nargile z haszyszem. Portowe dzielnice Stambułu, Smyrny, Aten i Nowego Jorku. Buzuki, gitary, zawodzące skrzypce i cymbały. Nieznośny ból serca. Te wszystkie elementy dają razem rebetiko. Często porównywane do bluesa, ale bliżej mu do rzewnego fado, choć i to jest krzywdząca opinia. Rebetiko to niezwykła mieszanka muzyki europejskiej, greckiej, tureckiej i arabskiej. Sięgnąłem do jej korzeni, przyjrzałem się, jak zmieniała się w Ameryce, sprawdziłem też, jak rezonuje w dzisiejszej muzyce greckiej.

1. Marika Papagika - Sta Vervena Sta Giannena (The Further the Flame, the Worse It Burns Me: Greek Folk Music in New York City 1919-1928)
2. Rita Abatzi - Μη με στέλνεις μάνα στην Αμερική (I'm Burning, I'm Burning)
3. Jorgos Katsaros - Ο ντοκτορ (George Katsaros: Greek Blues in America, Vol. 1)
4. Dimitris Mystakidis - Ο ντοκτορ (Amerika)
5. Kostas Dousas - Μανωλις ο Χασικλης (Kostas Dousas: Greek Blues in America, Vol. 2)
6. Dimitris Mystakidis - Μανωλις ο Χασικλης (Amerika)
7. A. Kostis - Giannis Hasiklis (The Jail's a Fine School)
8. A. Kostis - I Fylaki Einai Scholeio (The Jail's a Fine School)
9. Marika Ninou - I Ached in My Heart (The Sun is Setting on the World)
10. Yiota Lydia - Badworld (The Sun is Setting on the World)
11. Çiğdem Aslan - Vale Me Stin Agalia Sou (Mortissa)


czwartek, 27 czerwca 2019

Strzelasz czy wystawiasz?



Z ojca Grek, z matki marsylczyk, z wyboru paryżanin, Johan Papaconstatino gra muzykę równie skomplikowaną jak jego pochodzenie. Z jednej strony inspirują go trap i electro pop, stąd te powolne, bujające tempa, z drugiej wychował się na rebetiko, stąd buzuki i te charakterystyczne, bliskowschodnie rytmy.

Jak on to łączy? Bardzo zgrabnie ułożył tę epkę, która zaczyna się od najbardziej współczesnych kawałków, by z każdym kolejnym dodawać coraz więcej rebetiko, coraz więcej egejskiego słońca. Kulminacją tego jest instrumentalny Tsiftetelix, oparty na tytułowym rytmie tańca. Pod koniec Lundi nawet śpiewa po grecku. Fille love to ukłon funku, młodzieńczej fascynacji Johana. Połączenie elektroniki, pop rapu i rebetiko wypada wybornie. Jest w tym świeżość, przewrotność, dowcipność.

Wydawało się, że rebetiko to raczej pieśń przeszłości, skostniały gatunek, który przemawia tylko do starszych. A tu wchodzi Papaconstantino cały na biało i pokazuje, że można pogrywać sobie na buzuki i być ucieleśnieniem coolness. Porty Pireusu i Salonik zamieniają się w banlieues Marsylii - zresztą dawnej, greckiej kolonii - i Paryża. Współgra z tym wizerunkiem muzyka. Papaconstantino wygląda jak bohater Nienawiści, który przerodził się w kochającego kolory dandysa. I zawsze ma buzuki pod pachą. Istny spadkobierca smyrneńskich rebetes z lekkim cieniem słowiańskich dresiarzy.

Strzelasz czy wystawiasz? To zdanie pada podczas jednej z moich ulubionych scen w serii o Asteriksie - dwóch graczy zastanawia się co zrobić podczas partii w bule na marsylskiej ulicy. Bo nie da się zrobić tych dwóch rzeczy na raz. Papaconstantino strzela i wystawia jednocześnie, bo w podwójności jest mistrzem.



poniedziałek, 19 marca 2018

Dźwięk podobny do deszczu


Białe łzy Hariego Kunzru można odczytywać na wiele sposobów. Zapowiadająca się jako zwykła historia o dwóch chłopakach zakochanych w muzyce z Nowym Jorkiem w tle, powieść brytyjskiego pisarza wraz z biegiem fabuły staje się krytyką amerykańskiego, systemowego rasizmu, zawłaszczenia kulturowego, pojawia się także marksowska akumulacja pierwotna i fortuny zbudowane na przemocy. Muzyka - przedwojenny blues ze starych sfatygowanych szelakowych dziesięciocalowych siedemdziesiątekósemek - jest osią i głównym medium tej opowieści. Od niej się zaczyna i na niej się kończy.

Kunzru zagłębia się w historię bluesa, jego krwawe początki i korzenie. Swoich bohaterów wysyła w tę samą podróż, w którą udaje się Matana Roberts w swojej serii Coin Coin - na Południe. To stamtąd pochodziła większość legendarnych, pierwszych bluesmanów, to tam rozgrywała się tragedia czarnej ludności. Tam na targu niewolników sprzedano przodków Roberts, o czym śpiewa w pierwszej części swojego cyklu. Kunzru głównemu bohaterowi, Sethowi, każe przeżyć niesłuszne oskarżenie o morderstwo, policyjną brutalność i wreszcie egzekucję na krześle elektrycznym. Powracający duch przeszłości, którego nieświadomie budzą postaci uzupełnia ten obraz o swoje własne wspomnienia, by później krwawo zemścić się na potomkach swoich ciemiężców.

Przy okazji, w swoistym epilogu Białych łez Kunzru napisał chyba najlepszy i najtrafniejszy opis starych nagrań, nie tylko bluesowych:

Gdy słucha się starej płyty, nie można mieć złudzeń, że jest się obecnym podczas wykonania. Słucha się przez szarą mżawkę zakłóceń, dźwięk podobny do deszczu. Nie sposób zapomnieć, jak daleko człowiek się znajduje. Zawsze to słychać - dźwięk oddalania w czasie. Ale co w takim razie łączy słuchacza i muzyka? Czy to ważne, że jeden jest żywy, a drugi martwy?

Czego ja właściwie szukam w takich nagraniach? Co sprawia, że po nie sięgam, że słucham kompilacji o mających wzbudzić poczucie tajemniczości tytułach i o nich piszę? Częściowo na to pytanie odpowiedziałem w krótkim tekście o I’m Always Crying Niñii de la Puebla. Za tym deszczopodobnym szumem szelaku, wzmacnianym przez kolejne szumy winylu czy taśmy magnetofonowej kryje się okienko do dawno minionego świata. Obcowanie z głosem z przeszłości - to cenię najbardziej. To naiwne, wiem, ale może jest w tych głosach ukryta wiedza, jak ci ludzie żyli przed stoma laty. Słychać, jak świat zmienił się od tamtej pory, jak muzyka się zmieniła. W ciągu ostatniego wieku świat tak przyspieszył, że sto lat to nie jedna, a kilka epok.

Przypominam sobie ten opis, gdy słucham dwóch kaset dokumentujących rebetiko w USA, czyli ten gatunek z przeszłości, który mnie pociąga najmocniej. Na taśmach wydanych przez - nota bene - Death Is Not The End uwaga skupia się na dwóch wykonawcach, Kostasie Dousasie i Jorgosie Katsarosie, którzy rebetiko grają na gitarach, a nie najmocniej kojarzonym z “greckim bluesem” bouzouki. W tej muzyce są kawiarnie, w których wąsaci mężczyźni popijają kawę w małych czarkach, grają w tryktraka, wieczorami palą haszysz i piją ouzo. Tylko ich miastem nie są Saloniki, Stambuł ani Smyrna, a Manhattan. To lata jeszcze przed Wielkim Kryzysem, kiedy prawie każda w miarę liczna grupa etniczna miała nie tylko swoje własne miejsca spotkań, ale wytwórnie wydające płyty w rodzimych językach, z muzyką przypominającą stary kraj. Ten mozaikowy świat, o którym z pasją opowiadał mi dwukrotnie Ian Nagoski (z jednej strony bardzo podobny do kolekcjonerów z Białych łez, a z drugiej ich kompletne przeciwieństwo, bo nie chce zachować muzyki tylko dla siebie, wręcz przeciwnie) też odszedł. A może nie tyle odszedł, ile radykalnie się zmienił.

Za częściowo te same piosenki zabrał się Dimitris Mistakidis na swojej zeszłorocznej płycie Amerika, na której, jak łatwo się domyślić, gra rebetiko greckiej diaspory za Oceanem. Odarte z “mżawki zakłóceń”, krystalicznie brzmiące utwory w zasadzie nie tracą nic ze swojego uroku. Oczywiście, Mystakidis interpretuje je inaczej, inaczej sobie akompaniuje, inaczej śpiewa - słowem słychać, że to wiek XXI, a nie początek XX. A może, gdyby przybrudzić, zaszumić te nagrania, tak jak zrobili to Seth i Carter, to przeszłość by się zmaterializowała?

poniedziałek, 18 stycznia 2016

"W kilka tygodni miałam już cały zespół" - wywiad z Ritą Bragą

mat. prasowe

Zjeździła całą Europę, nagrywała w Brazylii, mieszkała w Kłodzku. Prawie ciągle w trasie ze swoim ukulele jako towarzyszem. Nie udało się po koncercie w Chmurach, ale Rita Braga znalazła w listopadzie chwilę, by ze mną porozmawiać.

Dlaczego zaczęłaś grać stare piosenki?

Chyba po prostu dlatego, że słucham dużo takiej muzyki. Zbudowanie repertuaru na nich przyszło mi całkiem naturalnie. Mieszkałam w Polsce, kiedy zaczęłam występować na żywo, więc śpiewałam tez po polsku, ale i po portugalsku, angielsku, francusku. I tak też zaczęłam sięgać po piosenki w kolejnych językach.

Czy w takim razie zbierasz stare nagrania?

Nie mam dużej kolekcji płyt. Przeprowadzałam się w swoim życiu już tyle razy, że nauczyłam się nie przywiązywać do rzeczy. Teraz bardzo dużo rzeczy znajduję w internecie.

Jak ich szukasz?

Słucham muzyki prawie cały czas. Podczas pracy, w domu, na ulicy. Lubię internetowe radia, które puszczają stare i nieznane piosenki. Kiedy podróżuję, staram się poznawać muzykę miejsc, do których trafiam. Czasem znajomi z różnych krajów podrzucają mi ciekawe piosenki. Teraz jednak jestem bardziej skupiona na własnych piosenkach, ale mój repertuar zaginionych perełek i klasyków cały czas rośnie.

Porozumiewasz się w tych wszystkich językach?

W większości wypadków nie, po prostu śpiewam. Staram się dowiedzieć, o czym jest piosenka i pytam znajomych, czy dobrze wymawiam słowa. Znam podstawy polskiego, niemieckiego i serbskiego, ale nie powiedziałabym, że się w nich swobodnie porozumiewam. Raczej umiem tylko zapowiadać piosenki na koncertach.

Dlaczego przyjechałaś mieszkać do Polski?

To było bardzo dawno temu. Zgłosiłam się do Europejskiego wolontariatu, mając 19 lat. Chciałam mieszkać za granicą. Jednocześnie nie chciałam jechać gdzieś blisko, do Hiszpanii, Włoch czy Francji, jak większość moich znajomych. Sprawdziłam, jakie programy oferują Polska i Czechy i w Kłodzku znalazłam interesujący mnie program.

Jak się tam mieszkało?

Specjalnie szukałam małego miasta, chciałam odpocząć od Lizbony i poszerzyć swoje doświadczenie. Niestety, trafiłam na barierę językową, więc większość czasu spędzałam z innymi wolontariuszami.

Jednocześnie, dużo jeździłam po Polsce i okolicach. Bardzo mi się to podobało, bo z Portugalii wszędzie jest bardzo daleko. Tutaj co weekend wsiadałam w pociąg, by zobaczyć nowe miejsca.

Mieszkałaś także w Brazylii.

Tak, to było coś w rodzaju rezydencji artystycznej dwa lata temu. Na początku poleciałam do Sao Paulo, gdzie spotkałam wielu muzyków. Dwóch – basista i perkusista – zaproponowało mi wspólne granie, więc założyliśmy zespół. Potem zespół rozrósł się do pięciu osób, mieliśmy nawet vana, którym jeździliśmy na koncerty. A wszystko wydarzyło się bardzo szybko, w kilka tygodni miałam już cały zespół.

Dlaczego ukulele stało się twoim głównym instrumentem?

Uczyłam się kiedyś gry na pianinie, gram na gitarze, a ukulele jest dla mnie idealne, bo bardzo łatwo je zabrać wszędzie ze sobą. Na koncercie w Warszawie miałam tez banjolele, połączenie ukulele z banjo. Zaczynam też grać na syntezatorach, ale ich nie biorę w trasy, tylko pożyczam na miejscu.

Zaczęłaś pisać muzykę do filmów.

To prawda. Jestem nowa na tym polu. Na razie piszę muzykę do filmów tylko na zamówienie znajomych i do ich projektów.

Prawie cały czas jesteś w trasie, zjeździłaś prawie całą Europę, Ameryki. W jakich dziwnych miejscach zdarzało Ci się grać?

(śmiech) Grałam w wielu dziwnych miejscach. Jednak, jak się zastanowić, to najczęściej dziwność sytuacji wynikała z tego, że nie pasowałam do tych miejsc. Kiedyś grałam w małej górskiej wiosce we Włoszech. Wszędzie było pełno dzieciaków, przyszli tez starsi mieszkańcy. Atmosfera była bardzo swobodna i przyjazna. Następnego dnia grałam w Wenecji, ale nikt nie powiedział mi, że na zamkniętej imprezie ELLE. Było zupełnie inaczej, wszyscy napuszeni, bardzo modni, a ja czułam się, jakbym występowała na weselu.

Innym razem byłam w trasie po Bałkanach, a musisz wiedzieć, że to jedyny region, gdzie mam własnego agenta, wszędzie indziej załatwiam sobie koncerty sama. Zorganizował mi koncert w małym miasteczku Seroki Breg. Na miejscu powiedzieli mi, że jestem pierwszą osobą spoza miasta, która tam gra!

Mieszkasz teraz w Porto, gdzie przeprowadzisz się następnym razem?

Dobrze mi w Porto, ale jak byłam w Polsce kilka tygodni temu, pomyślałam sobie, że czas na Warszawę (śmiech). Znam podstawy języka, słucham polskiej muzyki, interesuję się polskim kinem i sztuką. Tylko tym razem zamieszkam w dużym mieście (śmiech).

niedziela, 3 lutego 2013

Uskudar 3 II 2013

1. Babadag - Bare Fet, Dirt Road
2. Babadag - Clay
3. Klezmafour - Meshuggah
4. Klezmafour - 5th Element
5. Marika Papagika - Stos Arkadias ton Platano
6. Marika Papagika - Kremetai i kapoto
7. Marika Papagika - Sta Vervena Sta Giannena
8. L'Orchestre Sidi Yassa de Kayes - Lali

niedziela, 2 grudnia 2012

Uskudar 2 XII 2012

1. A Hawk and a Hacksaw - Xeftilis
2. Dimitris Mistakidis - Mes' Ton Teke Tis Marigos
3. Marika Papagika - Sta Vervena sta Giannena
4. Marika Papagika - Stis arkadis to platono
5. Le Mystere Jazz de Tombouctou - Leli
6. L'Orchestre Kanaga de Mopti - N'do N'do
7. Guelewar - Sama Yaye Demma N'dar
8. Kukumbas - Respect

piątek, 19 października 2012

Uskudar 14 X 2012

1. Krist Stassinopolou & Stathis Kalyviotis - Matia San Kai Ta Dika Sou
2. Kristi Stassinopolou & Stathis Kalyviotis - Neratzoula Fountomeni
3. Mike Coope & Viv Corringham - Yathia Mesanichta
4. Andy Moor & Yannis Kyriakides - A School Burnt Down
5. Kirika - Kaba Saz
6. Soap Kills - Herzan
7. Darnakes- Aghela
8. Darnakes - Strange Words
9. Yemen - Once in the Desert
10. Julio y Agosto - Vals