sobota, 27 czerwca 2020

Na obrzeżach x Radio Kapitał 23 VI 2020




Trudno to uwierzyć, ale zaraz minie rok Na obrzeżach na falach Radia Kapitał. 26 audycji, co dwa tygodnie. Czas na zmiany - od lipca audycja przenosi się na środy o 19, również co dwa tygodnie, to się akurat nie zmienia. Będę nadawał na zmianę z Reisefieber Zosi Borysiewicz, jedną z moich ulubionych audycji w Kapitale. Zosia rozmawia o przemieszczaniu, podróżach, mieszkaniu w innych miejscach niż polska. Oboje lubimy podobną muzykę, interesują nas podobne tematy i planujemy ze sobą współpracować. Pierwsze efekty naszej współpracy już 1 lipca, porozmawiamy o naszych radiowych początkach i przygodach. Kolejne Na obrzeżach 15 lipca. 

W ostatniej wtorkowej audycji posłuchaliśmy idealnych piosenek na początek lata.

1. Da Souza - Pedres i pals (Salsa agredolça)
2. Da Souza - Un punt blau (Salsa agredolça)
3. Mauvais Œil - Mektoub (Mektoub)
4. MLDVA - Gul Ahmet (Gul Ahmet)
5. Los Bitchos - Turkish Delight (The Link is About to Die)
6. Firewater - Strange Life (International Orange)
7. Romano - MaNiya (رومانو)
8. Nu Guinea - Ddoje Facce (Nuova Napoli)
9. Owiny Sigoma Band - I Made You/You Made My (Nyanza)
10. Balkan Beat Box - Kabulectro (Blue Eyed Black Boy)
11. Riff Cohen - Marrakesh (À la menthe)
12. débruit/Alsarah - Jibal Alnuba (Aljawal)
13. débruit - Kaciyorum (débruit & Istanbul)
14. A Hawk and a Hacksaw - No Rest for the Wicked (Cervantine)
15. Menahan Street Band - The Contentder (Make the Road By Walking)

poniedziałek, 15 czerwca 2020

Na obrzeżach x Radio Kapitał 9 VI 2020



10 tysięcy kilometrów po Afryce - tyle mniej więcej zrobiliśmy w ostatniej audycji. Od Malawi przez Dżibuti po Mali. 10 tysięcy kilometrów - to tyle ile z Warszawy do Władywostoku. Posłuchamy różnych stylów, rytmów i epok. Bo Afryka to nie monolit, ale fascynujący, złożony i różnorodny kontynent. Sama muzyka, bez zbędnych słów.

1. WILD/LIFE - Kolega (Maloto/Dreams)
2. Gasper Nali - Olemera (Zoona Malawi)
3. Madalitso Band - Mita (Wasalala)
4. Groupe RTD - Uurkan Kaadonaya (I Want You) (Dancing Devils of Djibouti)
5. Sahra Halgan - Hiddo (Waa Dardaaran)
6. Sahra Halgan - Caaqil (Waa Dardaaran)
7. Kwi Bamba & L'orchestre de Gama Berema - Logouno ka nougé (Kwi Bamba & L’orchestre de Gama Berema)
8. Idrissa Soumaoro et l'Eclipse de L'I.J.A. - Fama Allah (Le Tioko Tioko)
9. Gyedu-Blay Ambolley - Ignorance (11th Street, Sekondi)
10. Isaac Birituro and The Rail Abandon - Yesu Yan Yan (Kalba)
11. Le Kéné-Star de Sikasso - Hodi Hu Yenyan (Le Kéné-Star de Sikasso)

piątek, 5 czerwca 2020

To jest ten dzień, kiedy trzeba wydać pieniądze



Kolejny dzień, w którym Bandcamp zrzeka się swojej prowizji (będzie jeszcze taki jeden, w pierwszy piątek lipca) i co za tym idzie, kolejny przewodnik po płytach, na które warto wydać swoje ciężko zarobione pieniądze.

Czerwcowy Bandcamp Day jest wyjątkowy również dlatego, że w Stanach trwają masowe protesty przeciwko brutalności policji i systemowemu rasizmowi. 19 czerwca Bandcamp cały swój przychód przekaże na organizacje działające na rzecz równości rasowej, ale - i bardzo dobrze - wielu artystów i wytwórni zaangażowało się także dzisiaj, przekazując swoje zyski na rozmaite NGOsy. Nie tylko Amerykanie biorą w tym udział, chyba połowa polskich mikrolabeli także (ich pełną listę znajdziecie tutaj). Ich warto wesprzeć w pierwszej kolejności.

A teraz wyliczanka, którą zaczynamy od Bongo Joe, którzy wypuścili specjalną kompilację pomocową, singiel YIN YIN, kasetową wersję kompilacji z raï z lat 90. (i doprawili to również kasetowym mikstejpem). Coastline Northern Cuts wydali nowy album Tropical Soldiers in Paradise i jeśli przeczytaliście moją recenzję, wiecie, co macie robić. Nową płytę wydał jeden z moich ulubionych polskich duetów, Borowski/Miegoń. Tym razem w trio, z pomocą Joanny Kucharskiej i przenoszą się znad morza do polskich lasów i puszczy. Jak już jesteśmy przy duetach, które grają w trójkę, Diomede z Hubertem Zemlerem nagrali wspaniałe Przyśpiewki

Sarmacja przeniosła się z Astigmatic Records do Byrd Out, a Jazda Polska jest jeszcze lepsza niż Tutejsi. Skoro mowa o Astigmatic, może jeszcze zdążycie kupić footworkowy mikstejp Bennelux. Sahel Sounds do kolejnego mikstejpu Mdou Moctara dorzucają preorder nagrań rytualnej muzyki z południowego Nigru. Crammed Discs dzisiaj wydali taneczny debiut Zenobii, palestyńskiego duetu elektro, a na za tydzień zapowiadają Nihiloxikę, zespół łączący ugandyjskich bębniarzy i brytyjskich producentów - obie płyty warto mieć. Basy Tropikalne wchodzą w singeli dzięki epce Maria Swaggi i DJa Silili. Mój ulubiony Urugwajczyk, Juan Wauters, wyciągnął z szuflady piosenki, które nie zmieściły się na La Onda de Juan Pablo. Patryk Zakrocki już wychodzi z pandemii

Wspieranie Canary RecordsOred Recordings i Sahel SoundsNaszych Nagrań, Nagrań Somnabulicznych i 1000Hz to nie tylko przyjemność, ale i obowiązek, to już jednak powinniście wiedzieć.


czwartek, 4 czerwca 2020

Nadwiślańskie tropiki


Jednym z ważniejszych dla mnie trendów ostatnich lat jest "fałszywa egzotyka", budowanie odległych, powidokowych obrazów tropików, wszczepianie niezachodnich rozwiązań w zachodnią muzykę, tworzenie glokalnego (globalnego i lokalnego jednocześnie) amalgamatu. Wiodą w tym Francuzi i Holendrzy, u nas jest z tym trochę gorzej - poza Gaijin Blues i solowymi nagraniami Naphty czy Javvą nie bardzo jest w czym wybierać.

Do tego skromnego grona dołączył dwa lata temu warszawski sekstet Tropical Soldiers in Paradise i na tej wąskiej ławce rozpychają się coraz szerzej. Debiutancka kaseta, wydana w Dreamland Syndicate sygnalizowała, że to może być bardzo dobra ekipa. Na żywo widziałem ich raz, gdy supportowali Sun Araw. Był luty, a oni grali tak, jakby lipiec nigdy się nie skończył.

Od takich zespołów, jak YIN YIN czy równie tropikalne Los Bitchos Tropikalsów różnią fundamenty. O ile ci pierwsi swoje geograficzne peregrynacje opierają na psych rocku, o tyle u źródeł muzyki warszawiaków leży oldskulowy hip hop z ciężką stopą i retro soul w duchu Menahan Street Band. Dlatego jest to muzyka muzyka jednocześnie tropikalna i wielkomiejska. Powolna i pełna życia. Przed oczami mam pełne, nadwiślańskie bulwary, duchotę miejskiej dżungli, monsunowe deszcze, ciepłe lipcowe noce na Placu Grzybowskim.

Tropikalsi konsekwentnie budują swoją opowieść na II, nigdy nie przywiązują się do żadnego konkretnego miejsca czy lokalnego stylu. Są między Port of Spain, Harlemem, Warszawą a Akrą. Ksylofon kieruje skojarzenia w kierunku muzyki zachodnioafrykańskiej, podobnie jak charakterystyczne frazowanie gitary w Delcie. Ten utwór to zresztą Tropikalsi w pigułce - jest i karaibskie bujanie, soulowe dęciaki, jest i miejsce na psychodeliczny odlot. Równie emblematyczna jest Kodama, która tytuł bierze od japońskich duchów zamieszkujących stare drzewa, niespieszna, prowadzona przez meandrująca partię trąbki. W Greenland w pewnym momencie pojawiają krakeby, kojarzone przede wszystkim z marokańską gnawą. I tak plotą z różnych elementów swoją opowieść-podróż.

Nie może być jednak zbyt pięknie, cała podróż kończy się na Wielkiej Pacyficznej Plamie Śmieci, jakby chcieli podkreślić, że nie ma miejsca na Ziemi, które nie byłoby dotknięte choćby w pośredni sposób przez działalność człowieka. Dziewicza natura to tylko miraż, rozpływający się, gdy tylko wybierzemy się do "niezdobytych" miejsc, na krańce świata. To prawdziwy smutek tropików.