piątek, 16 lutego 2024

Wspinaczka na Sosnową Górę


Zanurzeni w muzyce Południowej i Południowowschodniej Azji Holendrzy przygotowują danie kuchni fusion - mieszają style, gatunki i kraje. Jak zwykle? Nie do końca.

Tym razem wyruszają w podróż w całkiem odmienionym składzie. Odszedł Yves Lennertz, który od samego początku tworzył zespół z Keesem Berkersem. Osamotniony perkusista doprosił członków scenicznego wcielenia YĪN YĪN - Remy’ego Scherena, Robberta Verwijlena i Erika Bandta, by - po raz pierwszy - nie tylko weszli z nim do studia, ale też wspólnie pracowali nad kompozycjami.

To nowe otwarcie zaczyna się jednak powrotem do przeszłości. The Year of the Rabbit brzmi jak wyjęte z debiutu, The Rabbit that Hunts Tigers - inspirowany złotymi latami muzyki psychodelicznej z Indonezji, Tajlandii i Kambodży i twórczością Ennio Morricone. Wydany dwa lata temu The Age of Aquarius kierował się w stronę Indii, muzyki syntezatorowej, zdarzyło im się nawet zapuścić w okolice muzyki afgańskiej. Te elementy nadal są obecne, ale schodzą na dalszy plan. Najważniejsze są filmy z Bruce’em Lee, wymyślona Azja, dość stereotypizowana. Podobnie grali na swoich albumach Gaijin Blues, tylko że dla nich najsilniejszym źródłem inspiracji była Japonia. YĪN YĪN idą dużo szerzej, ale ten klimat pastelowych gier pojawia się w prawie każdym dźwięku.

Co może zaskakiwać, a przynajmniej mnie zaskoczyło dość mocno to fakt, że Holendrzy momentami brzmi jak lounge’owy zespół przygrywający do apres-ski albo letniej imprezki na włoskiej riwierze. Tylko mniej jałowo i bardziej wyraziście. Taki jest Pia Dance, który razem z Shiatsu for Dinner kieruje myśli w stronę pierwszych nagrań The Mauskovic Dance Band, czyli kwaśnych, latynoskich tropików. White Storm w warstwie rytmicznej odwołuje się afrobeatu.

To jednak krótkie wycieczki, bardzo szybko wracają z nich w okolice delty Mekongu. Sięgają po wietnamskie, tajskie i kambodżańskie instrumenty albo też je zręcznie emulują i wychodzą im takie śliczności, jak Komori Uta (która, przysięgam, brzmi zupełnie, jak z II Gaijin Blues). Nie zapomnieli o disco i funku, pulsacja napędza ich muzykę chyba jeszcze silniej niż kiedykolwiek wcześniej. Nóżka chodzi sama i to dla takiego zespołu największy komplement.

Tytułowa Matsu to oczywiście fikcyjny szczyt. Mount Matsu, czyli Góra Sosnowa, a sosna jest w tradycji japońskiej symbolem odrodzenia i nadziei. Na razie jeszcze YĪN YĪN stoją trochę w rozkroku, nie odcinają się od przeszłości, ale odważnie szukają nowego kierunku.

wtorek, 30 stycznia 2024

Natchniona wspólnota


Tym, co łączy wszystkie nurty, które są obecne w muzyce Hizbut Jámm jest właśnie natchnienie i wspólnotowość. Muzycy grają tak zręcznie, tak blisko siebie, tak są spleceni w tej wspólnocie, że czasem trudno odróżnić, kto gra jaką partię. Bezustanny dialog Raphaela Rogińskiego, Mamadou Ba i Noumsa Dembele na solidnym fundamencie zapamiętałej, lecz nienachalnej gry Pawła Szpury jest po prostu fascynujący. Partie przeplatają się, przenikają. Tworzą intrygującą opowieść o podróży – może to być rejs po Nigrze czy Senegalu, może to być przejażdżka mazowieckimi bezdrożami i polami, ale też migracja ptaków, dla których ludzkie granice są nic nieznaczące.

W Radiowym Centrum Kultury Ludowej piszę o przekraczającym granice albumie Hizbut Jámm.


poniedziałek, 29 stycznia 2024

Taniec na nieheblowanej desce

Przez cały album Lumpeksu przewija się motyw zabawy, ale też wytańcowywania traum, zmęczenia ciała w takim stopniu, by zapomniało o krzywdach. Taniec wyzwala, bo na krótką chwilę unieważnia istniejący porządek - w Dwutygodniku obszernie piszę o drugiej płycie polsko-francuskiego zespołu grającego freejazzowe oberki.

sobota, 13 stycznia 2024

2023: podsumowanie


Kolejny rok, który zleciał nie wiadomo, kiedy. Na szczęście znalazłem chwilę, by się zastanowić, jakie było te 12 miesięcy. Przesłuchałem ponad 400 płyt z 2023 roku, w topie znalazło się ponad 60. Napisałem trochę mniej tekstów niż obiecałem (przepraszam wszystkich, którym nie dowiozłem), ale i tak było dość intensywnie i sporo po angielsku, pootwierały się nowe drzwi. Dość już o mnie. Dobry to był rok dla muzyki, dla Taylor Swift jeszcze lepszy, ale nie będę o niej tutaj pisał, bo przecież wszyscy wiecie, co u niej. Dla artystów, szczególnie tych mniejszych, już nie tak dobry. Dla pisania o muzyce… a też sami wiecie.

Starałem się te 365 dni jakoś ułożyć, o niczym nie zapomnieć, ale pewnie się nie udało.

poniedziałek, 8 stycznia 2024

Madhuvanti Pal i jej rudra veena



Jeszcze w zeszłym roku porozmawiałem z Madhuvanti Pal, jedną z niewielu indyjskich muzyczek grających na rudra veena, instrumencie o kilkutysiącletniej historii. Madhuvanti opowiada mi, o tym, jak zmieniało się postrzeganie tego instrumentu, pozycji kobiet w klasycznej muzyce indyjskiej, o swoim uporze w dążeniu do celu i o tym, jak to się stało, że Sublime Frequencies wydali jej winyl. Do poczytania w Bandcamp Daily.