czwartek, 2 stycznia 2014

Polska 2013: miejsca 15-11

15. Angela Gaber Trio - "Opowieści z Ziemi"



Sanockie trio pod przewodnictwem Angeli Gaber mającej za sobą epizod w Widymo na Facebooku określa się dość pretensjonalnie jako "polsko-kazchski proces muzyczny". Niemniej jest w tym określeniu sporo racji, utwory na debiutanckim albumie niespiesznie rozwijają się, są niczym tytułowe opowieści. Jednocześnie minimalistyczne, ale brzmiące maksymalnie dzięki nagrywaniu w kościele. Nad przeplatającymi się instrumentami króluje głos Angeli śpiewającej w sześciu językach tradycyjne piosenki. Niezwykle przejmująca płyta.

14. Kixnare - "RED"




Pięknie wydana rzecz, soczyście czerwona okładka, winyl i koperta. No ale nie o tym. W sumie wsytarczyłyby dwa słowa, by uzasadnić jej miejsce w dwudziestce "Gucci Dough", ale album częstochowskiego producenta na każdym kroku czaruje wysmakowanymi bitami.



13. Hokei - "Don't Go"




Pierwszy na liście z ziołkowych projektów. Najbardziej połamany, najbardziej mathrockowy, ale nie najgłośniejszy. Za ideę zespołu odpowiada Piotr Bukowski ze Stworów, ale stoi w cieniu, oddając głos Ziołkowi. Szkoda tylko, że dwie perkusje, za którymi siedzą Igor Nikiforow i Tomek Popowski na płycie tracą trochę mocy znanej z koncertów.



12. Marcin Masecki - "Polonezy"




Już za sam pomysł napisania polonezów na orkiestrę dętą Maseckiemu należą się ogromne brawa. A ponieważ są one skomponowane z charakterystyczną dla niego pozorancką nonszalancję i prawdziwą brawurą, słucha się ich świetnie. Nie można za to za bardzo do nich potańczyć, niemniej za odświeżenie tego skostniałego tańca i sięgnięcie po format orkiestry kojarzony bardziej ze strażakami i cygańskimi orkiestrami niż z filharmonią, czyli sięgnięcie do korzeni, Masecki ma ode mnie ogromne propsy. I lubelskie Kody za zamówienie tego projektu również.

11. Kayah - "Transoriental Orchestra"




Najbardziej w tym roku zaskoczyła mnie Kayah, która zeszłoroczną edycję festiwalu Warszawa Singera przygotowała materiał śladami Żydów. Podobnie, jak Angela Gaber śpiewa w wielu językach i podobnie nie ma w tej wielojezyczności nadekspresji, która trapi nowy album Karoliny Cichej. Na radiowe potrzeby trzy piosenki zaśpiewała po polsku na drugiej płycie, a do tego doliczmy przejmującą wersję "Warszawo ma" (porównywalną z wykonaniem Stanisławy Celińskiej) i przebojowe "EL Eliyahu", a wszystko skąpane w dźwiękach Bliskiego i Środkowego Wschodu. Pobrzmiewa tu Persja, Indie, Turcja, Grecja, Bałkany. Wielki powrót etno do głównego nurtu? Mam nadzieję.


Miejsca 20-16 tu.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza