środa, 20 listopada 2013

Kaseciarz - Motorcycle Rock and Roll


Ciężka, krakowska zima.

Dużo zmian u Kaseciarza. Z jednoosobowego projektu Maćka Nowackiego przekształcił się w prawdziwy zespół. Trio konkretnie, z Piotrem Lewickim na bębnach i Łukaszem Cegiełką na basie. Nie wydaja się sami, pod swoje skrzydła przygarnęła ich jedna z najciekawszych niezależnych oficyn, krakowski Instant Classic. No i najważniejsze, Nowacki zaczął śpiewać.

Z tym ostatnim można powiązać większą piosenkowość materiału na „Motorcycle Rock and Roll”. „The Greatest Hit” zgodnie z nazwą kusi przebojowymi melodiami, podobnie „Runnin’ Low”. Nie przeszkadza w tym zupełnie fakt, że wokal Maćka jest nagrany niewyraźnie, z nałożonym przesterem i jeszcze na dodatek schowali go głęboko w miksie. Jego chropawość tylko dodaje atrakcyjności kompozycjom. W bardziej rozbudowanych utworach, jak „Roadog” wokal pełni jedynie rolę miłego ozdobnika.

Śpiew jest, za surfu jakby mniej. Surowe i depresyjne warunki ciężkiej krakowskiej zimy, połączone ze smogiem trapiącym to miasto mocno wpłynęły na brzmienie drugiego albumu Kaseciarza. Jest brudniej, ciężej, mroczniej nawet. Depresyjną aurę przerywa promyk słońca w postaci wspomnianego już „The Greatest Hit”, któremu całkiem blisko jest do nowszych dokonań Pearl Jam (ach ta solóweczka). „Drive” to już spojrzenie w przeszłość, w stronę the Doors. „Le Sabre” od rockowego uderzenia przechodzi w jam jako żywo przypominający kyussowe „50 Million Year Trip (Downside UP)”. Chłopaki poprawili też produkcję, choć gitary skrzą się od przesterów, to całość brzmi dużo selektywniej i profesjonalniej. Nie znaczy to jednak, że zatracili swój charakterystyczny, zachęcający do rozróby sznyt.


„Motorcycle Rock and Roll” świata nie zmieni, oblicza rocka również. Pomoże za to przetrwać nadchodzącą zimę w miejskich warunkach. I porozpycha się w końcoworocznych podsumowaniach, niewiele wyszło lepszych gitarowych płyt w ciągu mijających dwunastu miesięcy.


poniedziałek, 18 listopada 2013

Nierówno pod sufitem



Czym jest wolna improwizacja? Co z niej wynika? Czy zupełna wolność dla muzyki jest czymś dobrym? Co daje rytualność? Jak mocno można zatracić się w muzyce? Dlaczego niepowtarzalność występów jest ważniejsza od rutyny? Próbą odpowiedzi na te pytania jest kolejny bootleg (album, nagranie, koncert) Mszy świętej w Altonie, czyli kIRka i Wojtka Kwapisińskiego.

Kompakt można kupić tu.

piątek, 15 listopada 2013

Osobno

Josh Homme - 19.06.2005
Nick Oliveri - 17.06.2007
Brant Bjork - 31.03.2010
John Garcia -12.11.2013

Do reaktywacji Kyussa po ostatnich sądowych starciach już nie dojdzie, jedyne, co pozostało, to zobaczyć byłych muzyków oddzielnie. Mnie zajęło to osiem lat.

Nad pięknym, modrym Dunajem

Z czym kojarzy się Wiedeń? Z walcem, kawą, rogalikami, bokobrodami Franciszka Józefa, dawno minioną chwałą. Z muzyką alternatywną? Raczej nie. Niegdysiejsza stolica europejskiej kultury na kilka długości przegrywa choćby z Berlinem. Nie znaczy to jednak, że największe miasto Austrii nie ma muzycznie nic do zaoferowania.
Napisałem o debiucie Fijuka. 

wtorek, 29 października 2013

Bunt wciąż się tli

Piosenki buntu towarzyszyły protestom w Egipcie, Libii, Algierii, Syrii, Turcji. Początek obecnej dekady był nad wyraz  urodzajny w społeczne rozruchy, a gdzie one, tam są też muzycy. Czy wszędzie? Na Zachodzie część obserwatorów utyskuje, że dzisiaj nikt nie pisze protest songów (za wyjątkiem Springsteena), podobny pogląd na łamach T-Mobile Music prezentował Maciek Piasecki w tekście „Tu już nie będzie rewolucji”.  Nie mają racji.
Głosem młodego pokolenia targanej kryzysem Portugalii został folkowy kwartet Deolinda, założony w 2006 roku. Dwa pierwsze albumy zespołu odniosły sukces, lecz apogeum przyszło pięć lat później, w styczniu 2011, podczas czterech wyprzedanych koncertów w największych salach Porto i Lizbony. Wśród nowych piosenek zespół zaprezentował porywające Que parva que eu sou (Jakimże jestem głupcem). W ciągu czterech minut wokalistka Ana Bacalhau rozlicza się ze wszystkimi bolączkami swoich rówieśników – wiecznymi stażami, niespłaconymi kredytami, ciągłym pomieszkiwaniem u rodziców. „Jakiż to głupi świat, gdzie by zostać niewolnikiem, trzeba skończyć studia” – śpiewa w refrenie, by pod koniec wyrzucić z siebie „Jestem z pokolenia <<Nie zniesiemy tego więcej>> / już nie jestem głupia”. Nagrywany komórkami utwór z miejsca stał się viralem w portugalskim Internecie i nieformalnym hymnem protestów, które wybuchły w marcu tego samego roku.
Na fali społecznego niezadowolenia wypłynął również braterski duet „Homens da Luta” , który zaczynał od parodiowania piosenek poprzedniej portugalskiej rewolucji z 1974 roku. Bracia Vasco i Nuno Duarte pojawiali się na protestach, ogrywali swoje piosenki i zdobywali popularność. Dwukrotnie pokusili się o start w krajowych eliminacjach do Eurowizji, za drugim razem je wygrali z piosenką „A Luta e alegria” (Walka jest radością). Pod płaszczykiem kabaretowości Homens da Luta wzywają Portugalczyków do wyjścia na ulicę i wzięcia sprawy w swoje ręce, jednocześnie odżegnując się od użycia przemocy. Nowoczesna rewolucja ma być pokojowa. Nie wszędzie taka jest. Protestujący w Grecji w przerwach między zamieszkami zasłuchiwali się nie tylko w „To Tragoudi Tis Plateias” weterana Vasilisa Papakonstatinou do słów żyjącego sto lat temu poety Giorgiosa Sourisa. Ważnym głosem społeczeństwa był rap. Ateńska ekipa Soul System pojawiała się na większości demonstracji w stolicy, a ich najgłośniejsza piosenka „Flame On” doskonale oddaje bojowe nastroje rodaków.
Kiedy parlament Quebeku, by ukrócić zeszłoroczne studenckie protesty, przegłosował Ustawę 78 czasową zawieszająca m. in. prawo do zgromadzeń, demonstracje przybrały na sile, uaktywnili się też muzycy. Montrealska wokalistka Ariane Moffat nagrała nową wersję własnego utworu „Le mai 17”. Wykorzystała ją organizacja studencka FECQ w swojej zajawce demonstracji przeciwko niesławnej ustawie, a potem kanadyjski Internet wypełnił się udostępnieniami tej piosenki. Moffat pierwotny tekst o banalności tematów dominujących się w mediach zamieniła na opis protestów i działania władzy, kończąc wersem „Dzisiaj, 17 maja rano, sprzeciwiam się tej ustawie”. Inni muzycy poświęcali swoje piosenki ruchowi Occupy. Tak zrobili na przykład CerAmony, duet interesujący również z powodu zaangażowanie w emancypację Indian czy znany z Broken Social Scene Jason Collett. Do muzyki zaangażowanej w postaci „Youth Without Youth” wrócili Metric, a kawałek zilustrowali niepokojącym teledyskiem.
Równie bezpośredni był przekaz Plan B, brytyjskiego rapera. W 2012 roku wydał politykujący album „Ill Manors”, z którego najgłośniejszym echem odbił się utwór tytułowy, przez Independent (przyznajmy to, na wyrost) nazwany jednym z najważniejszych protest songów. Ben Drew (tak naprawdę nazywa się muzyk) krytykuje rządową politykę społeczną, upatrując w niej jedną z przyczyn zamieszek z 2011 roku. „Tym, co wymaga naprawy jest system/ nie witryny w Brixton”. Mocne słowa padały także na Islandii. Ten wyspiarski kraj stanął na skraju bankructwa podczas kryzysu finansowego sprzed pięciu lat. Indie popowy muzyk Toggi w niewybrednych słowach nawoływał do rozprawienia się z bankierami i politykami na ich usługach w „Let Them Bleed”.
Świat zachodni powoli wychodzi z kryzysu, protest songów w tym roku też jakby mniej. Nie znaczy to jednak, że nadszedł dla nich koniec historii. Wiele jeszcze zostało do zrobienia, a tam, gdzie społeczne niezadowolenie, jest i muzyka buntu.

T-Mobile Music, październik 2013