poniedziałek, 21 maja 2012

Poza czasem

mat. prasowe

Czy muzyka folkowa jest poza czasem?

W pewnym sensie tak, ale jednocześnie ciągle się zmienia. To jest to, co w niej kocham. Nie chcę jej konserwować, bo takie muzealnictwo zabija muzykę. To żywa muzyka grana przez prawdziwych ludzi. Nie może być „czysta”, nie ma jednego sposobu, by ją grać. Mody się zmieniają, instrumenty się zmieniają. Muzycy grają dziś na keyboardach Casio, a dwieście lat temu korzystali z najprostszych fletów pasterskich. To nadal jest muzyka ludowa, ale zupełnie inna. Ludzie ciągle wykonują te stare melodie, więc można o niej powiedzieć, że jest poza czasem, ale nie da się zdefiniować jej jednego brzmienia.

Porozmawiałem z Jeremym Barnesem z A Hawk and a Hacksaw po koncercie na OFF Clubie.

czwartek, 17 maja 2012

Ashia Grzesik - Bison Rouge



Wiolonczela, Alicja w krainie czarów, Moulin Rouge i druga wojna światowa.

Jak to często bywa w moim przypadku, z muzyką Ashi Grzesik (zanim zechcecie ją zabić za ponadprzeciętny ładunek pretensjonalności, uprzedzam, że jest Amerykanką) zetknąłem się dzięki koncertowi. Grała w Śnie Pszczoły przed krakowiakami z Vladimirski. Miała tylko wiolonczelę. Ubrana była w czerwoną wieczorową suknię, rękawiczki do łokci (które na pewno mają swoją specjalną nazwę), fikuśny kapelusz. I wszystko jasne. Amerykanka przetwarzała kabaretowe wzorce, łączyła je z folkiem i loopami. Wszytko razem brzmiało całkiem interesująco.

"Bison Rouge" to jej najnowsza EPka. Najnowsza nie znaczy nowa, bo ma już dwa lata. Kabaretowość i knajpianość muzyki podkreśla rozszerzone o akordeon instrumentarium (gdzieniegdzie pojawiają się też nieśmiałe trąbki i perkusja). "Broken Crowns" ucieka w stronę wiedeńskich sal koncertowych z ostatnich lat Franciszka Józefa, "Ode to Bison" zgodnie z tytułem to amerykańska preria."Country Will Do Her Well" z kolei jest trochę baśniowe. W tej mieszance Joanna Newsom może być dobrą wskazówką i odniesieniem, ale Ashia ma od niej głębszy głos, co tylko działa na jej korzyść.

Nie pisałbym o tej przyjemnej płytce, gdyby nie jedna piosenka. "Prosto do nieba" jest przebłyskiem geniuszu. W prostych słowach, łamanym polskim Ashia opowiada historię swojej babci. Życie jej nie było drastycznie różne od rówieśników, najpierw wojna, potem ciężkie lata stalinizmu, każdy ma taką osobę w rodzinie. Nic niezwykłego, ale w prostocie tkwi siła tego utworu. To też jedyny moment, gdy naprawdę słychać zaangażowanie w wokalu Ashi. Fakt, balansuje na granicy zbytniej egzaltacji i teatralności, ale po pierwsze taka jest konwencja, którą obrała, a po drugie, Bogu dzięki, daleko jej do Piotra Roguckiego.

Ashia niedawno rozpoczęła kampanię na kickstarterze, która ma pomóc jej wydać długograja. Jeśli chcecie więcej takich piosenek, jak "Prosto do nieba", która brzmi tak:




wejdźcie tu.

PS. I następnym razem idźcie na jej koncert, bo nie chcę znów być jedną z trzech osób na sali.

Uskudar 13 V 2012

Ostatnia audycja upłynęła pod znakiem wywiadu z A Hawk and a Hacksaw, dlatego dziwnym nie jest, że zdominowali playlistę.

1. A Hawk and a Hacksaw - Laughter in theDark
2. A Hawk and a Hacksaw - Lassu
3. A Hawk and a Hacksaw - Lajtha Lassu
4. A Hawk and a Hacksaw - No Rest for the Wicked
5. John Jacob Niles - Sing We the Virgin Mary
6. Universalia in Re - Pois que dos reys nostro Sennor
7. Ashia Grzesik - Prosto do nieba
8. Josephine Foster & Victor Herrero Band - Puerto de Santa Maria
9. A Hawk and a Hacksaw - In the River

wtorek, 8 maja 2012

Lee Fields & the Expressions - Faithful Man


Dla Lee Fieldsa w życiu liczą się dwie rzeczy. Kobiety i soul. O tych pierwszych śpiewa w rytm drugiego od 1969 roku.

Gdy zaczynał, był w awangardzie i choć pozostał w cieniu tworzył podwaliny pod funk. Dziś sam jest klasykiem, co podkreśla dostojna muzyka na „Faithful Man”. The Expressions tworzą muzycy odpowiedzialni za nowojorskie odrodzenie klasycznych soulowych brzmień. Thomas Brenneck założył Dunham Records, oddział Daptone Records, Leon Michels Truth and Soul, wydawcę albumow Fieldsa. Charakterystyczne gitary to dzieło tego pierwszego, Thomas przez jakiś czas współpracował z Amy Winehouse, stylowe dęciaki - Michelsa, znanego saksofonisty. Pod ich skrzydłami nagrywali chociażby Sharon Jones czy rewelacja ubiegłego roku sześćdziesięciojednoletni debiutant Charles Bradley.

Lee jest w podobnym wieku, ale na szczęście nie los nie doświadczył go tak mocno, jak Charlesa, więc na kolejnych płytach skupia się na swojej prawdziwej miłości. Raz jest skruszonym kochankiem, innym buńczucznie oświadcza, że kozakiem będzie zawsze, nieważne, czy zabierzecie mu zespół, muzykę i co tam jeszcze chcecie, jeszcze innym razem podrywa dziewczyny, a przecież chwilę wcześniej zapewniał o swojej niezłomnej wierności i nie chciał kolejnych kochanek. Pożycza od Jaggera piosenkę o trudach życia w drodze i przerabia ją na soulowy standard. W każdym utworze czuje się swobodnie, słychać jego bogate doświadczenie. Fields nie ma może wielkiego głosu, ale ekspresji i zaangażowania można mu pozazdrościć.

Z zaangażowaniem idą świetne piosenki, klasyczne (słowo dnia), wzruszające, energetyczne i stylowe. „You’re the Kind Girl” słonecznie buja, „Faithful Man” i Still Hangin’ On” kipią żarem. I nawet jeśli momentami zbyt przypominają Otisa Reddinga, to trzeba pamiętać jedno, Lee Fields ma soul we krwi, a jego nie da się tak łatwo pozbyć. 

niedziela, 6 maja 2012

Choban Elektrik - Choban Elektrik


Bałkany na kwasie.

Muzyka bałkańska większości ludzi kojarzy się z charakterystycznym, brawurowym brzmieniem dęciaków. Jedni je kochają, inni wręcz przeciwnie. I właśnie dla wrogów Guczy jest ta płyta.

Choć na debiucie nowojorskiego zespołu prawie wszystkie melodie są tradycyjne (wyjątkiem jest "Steve's Gajda", utwór albańskiego muzyka na stałe mieszkającego w NYC), to nie uświadczycie tam ani grama instrumentów dętych. Jordan Shapiro, Dave Johnsen i Phil Kester są prawie klasycznym power trio: gitara/klawisze, bas i bębny. Instrumenty kojarzone z Bałkanami pojawiają się sporadycznie, jak akordeon w "Ibraim Odza/Pusteno". Większość utworów opiera się na zelektryfikowanym brzmieniu organów Hammonda i  Fendera Rhodes, co w połączeniu z jazzującą sekcją rytmiczną daje dość zaskakujący efekt."Moj Xhemile" i "Çobankat" z wokalnym udziałem Evy Saliny Prinack przywodzą na myśl palenie haszyszu nad Bosforem podczas zachodu słońca (kiedyś to wypróbuję). Czasem jest bardziej garażowo, jak w mocno surf rockowym "Beratche from Prespa", kiedy indziej bardziej funkowo, jak w otwierającym album "Valle E Shqipërisë Së Mesme".  

Wszystko razem, czyli bałkańska treść w zachodniej formie brzmi fantastycznie, z jednej strony wielkomiejsko, z drugiej egzotycznie. Zawsze niezwykle interesująco.