wtorek, 30 czerwca 2026

Zmiana klimatu

Tak gorąco jeszcze nie było. Wiatrak chodzi bez przerwy, ale daje tylko niewielkie ukojenie. Naukowcy ostrzegali od dekad i przyszłość w końcu nadeszła. We Francji i Holandii z powodu gorąca odwoływane są koncerty i festiwale, co dotknęło chociażby chłopaków z Burkina Azza, którzy zagrali wyśmienity koncert na warszawskiej Adzie. Idealny na tę pogodę. Upalny, taneczny i… radosny. Tylko że to radość podszyta smutkiem, przeczuciem, że lepiej już było. Dla szczęścia akcjonariuszy planeta płonie.

To właśnie od strony B singla zapowiadającego piąty album Błota wziąłem tytuł tego wpisu. Zarówno Zmiany, jak i Atmosfera nie mają za dużo wspólnego z jazzem, ale to też nie zaskakuje, oddalali się od niego coraz bardziej na każdym kolejnym albumie. Odświeżyłem sobie przy okazji ich dyskografię i ten proces jest bardzo wyraźnie zaznaczony, od eabsowego side-projectu po pełnokrwisty i pełnowartościowy zespół, który wypracował swój charakterystyczny muzyczny język. Gdzieś na wysokości Kwasów i zasad zaczęli sięgać nie tylko po hip hop, ale i elektroniczną muzykę taneczną. Te elementy rozwinęli na Grzybni i Grzybach, jazz był “jedynie” podbudową (a ja tam słyszę spore podobieństwa do Zimy stulecia). Zupełnie nie dziwi, że na Audioriverze zabiorą się za klasyki techno z Detroit.

Może to efekt Zimy stulecia, duetu Latarnika i CancerG, czyli połowy Błota (podobno na horyzoncie majaczą nowe rzeczy od nich). Teraz przyszedł czas na poszerzenie składu, współpracę z kimś z zewnątrz. Wybór padł na Rumunię i producenta i gitarzystę Iona D (w kilku utworach pojawia się klawiszowiec Plevna, a za gramofony odpowiada DJ Eprom), choć nie taki mieli pierwotny pomysł. Latarnik opowiada o tym Aleksandrze Wójcińskiej z Między uchem a mózgiem. Otóż chcieli nagrać album z wokalistą elektro manele Renatem din salajem, ale ponieważ był to projekt współfinansowany przez stronę rumuńską, tamtejsi oficjele postawili weto. Nie można przecież promować kultury rumuńskiej przez muzykę romską (w dużym skrócie, bo dochodzą i kwestie rasowe, i klasowe, i przeglądanie się Rumunów w lustrze innych narodów, co akurat łączy ich z Polakami). W zasadzie, od maneli nie uciekli daleko, Ion D wyprodukował jedyny utwór Renata, sam jest założycielem labelu Future Nuggets, wydającego muzykę post-manelową, a sam 10 lat temu nagrał wyśmienity album z zespołem Steaua de Mare będący hipnagogiczną reinterpretacją maneli. Wprowadzili muzykę romską tylnymi drzwiami i choć jest tylko delikatnym akcentem w kilku utworach, to nie da się tego aspektu pominąć, bo to - kolejna po muzyce pakistańskiej - wycieczka w stronę muzyki niezachodniej.

Błociaki podzielili Atmosferę na dwie kontrastowe części, to u nich tradycja. Tym razem poszli tropem z Kwasów i zasad, przeciwstawiają sobie dobro i zło. Złem jest późny kapitalizm, potransformacyjne, bliźniaczo do siebie podobne patologie Polski i Rumunii. Wieczna praca za minimalną płacę, mobbing przez szefa psychopatę. Strach przed biedą i utratą pracy tak przemożny, że się godzi na te uwłaczające warunki. To niczym nieskrępowana chciwość plutokratów i CEOs, którzy dla krótkoterminowych zysków są gotowi podpalić świat, obalać rządy, manipulować narodami. Błoto z Ionem D malują ich karykaturalnie, w Korupcji nie da się nie usłyszeć tłustych banksterów odpalających cygara studolarówkami. Najmocniejszy na Napiętej atmosferze jest Mobbing ze świetną partią gramofonów DJ Eproma. Wyzysk pobrzmiewa wyobrażonymi Bałkanami i echami In Search of a Better Tomorrow. Strona A jest - zgodnie z tytułem - duszna jak smog oplatający latem Bukareszt, lepka jak mazut, kleista, wibrująca jak roztapiający się asfalt.

Rozluźniona atmosfera to z kolei zapiski z oporu: poszukiwania wspólnoty i budowania alternatywy dla nieludzkiego hiperkapitalizmu. Stosunki międzyludzkie, solidarność klasowa wydają się być sugerowanym rozwiązaniem. Mniej na tej stronie jest automatów perkusyjnych, więcej żywego grania Marcina Raka, w kilku momentach na pierwszy plan wychodzi gitara elektryczna Iona D, wreszcie jest tu prawdziwa, jazzująca saksofonowa solówka Olafa Węgra w moim ulubionym “Pojednaniu”, jednym z dwóch utworów, gdzie bałkańskość wychodzi na pierwszy plan. To strona jaśniejsza, przestrzenniejsza, bardziej ludzka po prostu. Też gorąca, ale to zupełnie inna spiekota - nie duszący smog, a mgiełka nad parującą rzeką, zachód słońca nad plażą, ekstatyczny taniec gdzieś na równinie. Dają nadzieję na lepsze jutro, gdy w końcu uda się pokonać prawdziwych wrogów ludzkości.

Sporo wspominam tu o EABS Meets Jaubi In Search of a Better Tomorrow. Nieprzypadkowo, Atmosfera jest jego (dwujajowym) bliźniakiem. Oba albumy mają podobną historię, na obu muzycy (a przecież Błoto to 4/5 EABSów) wychodzą ze swojej strefy komfortu. Oba też zaczynają się pesymistycznie, by na końcu wyrazić nadzieję na zmianę. Wreszcie, oba zdecydowanie poszerzają muzyczny język, dzięki zderzeniu z inną kulturą. I, last but not least, to ich najlepsze rzeczy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz