środa, 18 listopada 2020

Na obrzeżach x Radio Kapitał 18 XI 2020

Niger jak bumerang rozciąga się po Zachodniej Afryce. Zaczyna swój bieg w Gwinei, kończy w Nigerii, w rozległej delcie. Niger jest szlakiem handlowym, migracyjnym, cudem natury, jednym stabilnym źródłem wody na Sahelu. Po drodze do ujścia mija wielkie metropolie, legendarne miasta, których nazwy przywodzą o dreszcze ekscytacji, małe, ale żywotne miasteczka. Posłuchaliśmy muzyków, którzy mieszkają właśnie nad tą "rzeką rzek", mają nam dużo do powiedzenia.


1. Songhoy Blues - Barre (Optimisme)
2. Songhoy Blues - Badala (Optimisme)
3. Afel Bocoum - Sambu Kumba (Linde)
4. Afel Bocoum - Bombolo Lillo (Linde)
5. Amadou & Mariam - La Confusion (La Confusion)
6. Amadou & Mariam - Femmes du monde (La Confusion)
7. Oumou Sangare - Yere faga (feat. Tony Allen) (Mogoya)
8. Orchestre de Gao - Wotti Bayen (Panorama du Mali)
9. Tal National - Entente (Tantabara)
10. Star Feminine Band - Femme africaine (Star Feminine Band)

piątek, 6 listopada 2020

Wy już dobrze wiecie co


W kolejnych krajach wracają lockdowny, pogoda piękna, mam deja vu z marca, od rana spływają kolejne mejle i powiadomienia od Bandcampa. Tak w skrócie wygląda pierwszy tydzień listopada. Dzisiaj jego najważniejszy dzień - Bandcamp Friday i tradycyjny już przegląd. Poprzednie znajdziecie tutaj, polecajki się nie zestarzały (najwyżej wyprzedały).

Zaczynamy od albumu, na który długo czekałem. Heather Trost wydała swój drugi album, pierwszy w Third Man Records. Mniej tu greckiego i włoskiego luzu z Agistri, dużo więcej Noweg Meksyku, mnóstwo psychodelii, poukrywanych pięknych melodii. Nie zawiodłem się, a kilka słów więcej już niedługo.

Łukasz Ciszak wreszcie wypuścił całość swojego debiutanckiego albumu (jest i CD) opartego na żydowskich motywach, ale bliżej tu zornowym eksperymentom, Merkabie niż jakiejś klezmerce. Tańce - label dobrego kolegi Łukasza Warny-Wiesławskiego - rozpoczął działalność od EPki Gusła Avtomat, w planach mają chociażby epkę Naphty, a idea jest taka, żeby dać muzyce tanecznej trochę słowiańskiej melancholii. Porządną dawką oldlskulowego emo-post hardcore'u jest płyta Zawodów, która ukazała się wczoraj. No i ma fantastyczny tytuł. Pointless Geometry zapowiadają kasety Julka Ploskiego i Tutti Harp. U Know Me na dziesięciolecie wypuścił split Noona i Normal Bias. Mondoj kończą rok kasetą Jacoba Sachsa-Mishalanie. Czy wspominałem, że Lotto szykują nową płytę na koniec miesiąca?

Co tam za granicą, zapytacie? Bongo Joe przygotowali kolejne siódemki - Lalalar i Chouk Bwa z The Angstromers. Born Bad Records za tydzień wydają debiut Star Feminine Band, fenomenanego skłądu z Beninu (i z poruszającą historią). Koncertówka Juany Moliny to najlepszy sposób, by zapoznać się z tą ikoną argentyńskiego niezalu. Sam nie wierzę, że to piszę, ale System of a Down nie dość, że wydali pierwsze premierowe piosenki od 15 lat, to jeszcze wrzucili je Bandcamp. Wszystko, by zaprotestować przeciw wojnie w Górnym Karabachu. Jeśli nie macie nowej płyty Kukayi i innych rzeczy z 1000Hz, to właśnie jest ten moment, żeby naprawić zaległości.

I na koniec: wspieranie Canary RecordsOred Recordings i Sahel SoundsNaszych NagrańNagrań Somnabulicznych i 1000Hz to nie tylko przyjemność, ale i obowiązek, to już jednak powinniście wiedzieć.

czwartek, 5 listopada 2020

Na obrzeżach x Radio Kapitał 4 XI 2020

Piosenki buntu, niezgody i protestu. Piosenki śpiewane przez kobiety o kobietach. Z Afganistanu, Portugalii, Egiptu, Turcji, Argentyny, Hiszpanii, Iranu, Izraela i oczywiście Polski.

1. Di Libe brent wi a nase Szmate - Tortury Ciało
2. Youssra El Hawary - El Soor
3. Deolinda - Que parva que eu sou (Deolinda no Coliseu dos Recreios)
4. Ann O'aro - Le corps conquis (Ann O'aro)
5. Marion Cousin & Kaumwald - Delgadina (Tu rabo par'abanico)
6. Kefaya & Elaha Soroor - Gole be khar (Songs of Our Mothers)
7. Liraz - Bia Bia (Zan)
8. Gaye Su Akyol - İsyan Manifestosu (Yort Savul: İSYAN MANİFESTOSU!)
9. Renata Lewandowska - Kropla egoizmu (Dotyk)

środa, 21 października 2020

Na obrzeżach x Radio Kapitał 21 X 2020



Poskakaliśmy po mapie i gatunkach. Nowości od moich ulubionych gitarzystów z Sahary, Marokańczyk w Południowych Indiach, Brytyjczyk i Polak w Pakistanie, Szwajcarzy w kosmosie, Polak w wirtualnym raju. Żegnam się też kolejny raz z Mohamadem Rezą Szadżarianem, bo jego niesamowitego głosu będzie mi bardzo brakować.

1. Mohammad Reza Szadżarian - Bidaad
2. Homayoun Szadżarian - Morgh-e Sahar
3. Ammar 808 - Geeta Duniki
4. Tenderlonious - Azadi
5. Cyril Cyril - Al Boustam
6. Cyril Cyril - Petit Destin
7. Mdou Moctar - Chismiten
8. Bombino - Azamane Tiliade
9. Kuba Ziołek - Silver City


poniedziałek, 12 października 2020

Odszedł głos Iranu



W czwartek zmarł Mohammad Reza Szadżarian, postać dla irańskiej kultury i społeczeństwa fundamentalna. To jego głos przez lata obwieszczał koniec dziennego postu podczas Ramadanu. Na wieść o jego śmierci pod teherańskim szpitalem Jams zebrały się tysiące, mimo obowiązujących w Iranie obostrzeń, by pożegnać tego, który był głosem rewolucji i jej zagorzałym krytykiem.

Szadżarian urodził się w 1940 roku w Meszhedzie, w Chorasanie, na wschodzie Iranu, jednym zew świętych miast szyizmu. Wychował się w rodzinie bardzo konserwatywnej. Dla jego ojca, zawodowego recytatora Koranu, każda inna forma muzyki była haram. Mohammad Reza jako dziecko szedł w ślady ojca, zaczął recytować Koran w wieku pięciu lat, ale u bardziej liberalnego wujka po raz pierwszy usłyszał „świecką” muzykę w radiu. Radifów – repertuaru podstawowego perskiej muzyki klasycznej –uczył się początkowo po kryjomu, pierwsze występy dawał pod pseudonimem. W 1959 roku po raz pierwszy wystąpił w lokalnym radiu, niedługo potem przeniósł się do stolicy, by tam się dalej szkolić i później uczyć na uniwersytecie.

Gdy szach wprowadził w 1978 roku stan wojenny, a podczas Czarnego Piątku siły rządowe zabiły 100 osobo, Szadżarian i inny muzycy odcięli od państwowego radia. W tym samym czasie Mohammmad zaczął śpiewać pieśni otwarcie polityczne, sprzeciwiające się władzy szacha i SAWAK, wszechwładnej służby bezpieczeństwa. Gdy jednak fala rewolucji wyniosła do władzy Chomejniego i ajatollahów (o roli kaset w tym procesie fantastyczny tekst napisała Karolina Jakubiak dla Glissanda), Szadżarian wycofał się z życia publicznego – również dlatego, że religijni radykałowie mieli podobny pogląd na muzykę, co jego ojciec. Jego repertuar koraniczny był nadal wykorzystywany przez ajatollahów, a jego interpretacja Rabbany, modlitwy kończącej post podczas Ramadanu, była emitowana przez państwowe radio przez 30 lat. Do publicznych występów Szadżarian wrócił w latach osiemdziesiątych, a jego Bidaad do słów żyjącego w XIV wieku poety Hafiza była tylko lekko zawoalowaną krytyką reżimu. Z czasem krytyka stawała się coraz wyraźniejsza i bardziej dosadna, aż w 2009 roku – podczas kolejnych wielkich protestów – Szadżarian znów wystosował list do władz radia z żądaniem wykorzystywania jego muzyki, z wyjątkiem Rabbany. Władze zdjęły i ją, bo Szadżarian jednoznacznie poparł protestujących. Zakazano mu też występów w kraju. Irańczycy, by obcować z muzyką mistrza jeździli między innymi do Turcji. Szadżarian często grywał w Stanach i Francji. Ostatni koncert zagrał właśnie w Turcji, w Konyi, z okazji rocznicy śmierci Rumiego, najważniejszego perskiego poety. Kilka miesięcy później ogłosił, że od lat zmaga się z rakiem nerek.

Szadżarian był tak skromny, jak wspaniała była jego muzyka. Poruszająca, nie trzeba znać perskiego, by się w niej zakochać. Był niezrównanym wirtuozem, panował nad głosem, jak nikt inny, może tylko Alim Qasimov. Grali z nim najwięksi muzycy irańscy – Hossein Alizadeh, Kayhan Kalhor. Nie ograniczał się tylko do śpiewania, grał na santurze, tworzył nowe instrumenty. Cały czas rozwijał muzykę klasyczną, nie chciał, by stała się skansenem. Przede wszystkim jednak był głosem Irańczyków. Słuchała go diaspora, zasłuchany w nim był cały kraj. I gdy sobie myślę, z kim można go porównać w polskiej muzyce, by choć trochę przybliżyć jego status w Iranie, do głowy przychodzi mi tylko Chopin. Obaj stali się symbolami za życia, obaj uchwycili dusze swoich narodów.

Moje pierwsze spotkanie z głosem Szadżariana to Night Silence Desert, nagrane wspólnie z Kalhorem. To było też jedno z moich pierwszych zetknięć z perską muzyką klasyczną. Od tamtej pory muzyka z Iranu ma u mnie specjalne miejsce. Chyba jeszcze lepszym wprowadzeniem w fenomen Szadżariana jest jego krótki koncert w siedzibie NPR z 2013 roku. 15 minut, jeden utwór, Nowruz, czyli perski Nowy Rok. Mohammad Reza wygląda jak akademik sprzed lat, nienagannie ubrany, skupiony. Zespół gra, on czeka. A gdy już zaczyna śpiewać, to czas się zatrzymuje. 15 minut, które mogłoby trwać i trwać...