środa, 8 lipca 2020

12 minut z 71 lat


Jest rok 1932. Na Gibraltar przybywa dwudziestotrzyletni Azizullah Abdurrahman Balouch. Przypłynął z odległego krańca Imperium Brytyjskiego, z położonego w dzisiejszym Pakistanie Sindhu (ale urodził się w Beludżystanie, na pograniczu Pakistanu, Afganistanu i Iranu). Na półwysep Iberyjski wybrał się za pracą, zatrudnił go jeden z hajdebaradzkich kupców. Jednak młodzieńca od handlu bardziej interesuje coś zupełnie innego - flamenco. Balouch studiował w ojczyźnie arabski, perski, recytował Koran i śpiewał ludową muzykę Sindhu. Jeszcze w Azji poznał z nagrań flamenco, w którym zakochał się od pierwszych chwil, i które przypominało mu muzykę, na której się wychował. 

Pierwszy rok na skale Gibraltaru Balouch spędził na żmudnej i ciężkiej pracy, dopiero po kilkunastu miesiącach udało mu się wyrwać do sąsiedniej La Linei na koncert. Tego wieczoru występował między innymi Pepe Marchena. Aziz był tak zachwycony występem, że z pomocą znajomych zaprosił artystów na wizytę w jego domu następnego dnia. Teraz była kolej na Beludża, by zachwycił swoich gości. Z akompaniamentem harmonium zagrał nie tylko sindhijskie i sufickie pieśni, ale też flamenco, w końcu twierdził, że to prawie to samo. Marchena z miejsca zaprosił Aziza na gościnny występ podczas gibraltarskiego koncertu i zaproponował mu terminowanie u siebie. Balouch szybko zyskał pseudonim Marchenita - mały Marchena, podbijał madryckie sceny. Był tak dobry, że wielu mu nie wierzyło, że nie jest Andaluzyjczykiem. To w Madrycie nagrał swoją jedyną epkę, Sufi Hispano-Pakistani, którą w tym roku przypomniała londyńska oficyna Death Is Not the End. 

Balouch szczególnie upodobał sobie canto jondo, według jego słów najczystszą i najpoważniejszą formę tego gatunku. To w nim słyszał najwięcej podobieństw do transowej muzyki i hymnów sufickich. Potwierdzają to te jedyne nagrania, w których miesza swobodnie perski, arabski, hindi i hiszpański. Pełne melizmatów linie wokalne naturalnie kierują w stronę muzyki islamskiej, ale przecież dokładnie takie same środki występują we flamenco. Balouch gra na gitarze, jakby całe życie spędził w Andaluzji. Z tych nagrań bije taka pewność, że nie dziwię się, że dziennikarze prosili go o pokazywanie paszportu. Jego flamenco pełne jest smutku i powagi, ascezy, jakby było skargą na niesprawiedliwy los. Balouch twierdził, że tylko w tych najbardziej przejmujących formach przetrwał prawdziwy, suficki duch flamenco. Krytykował hiszpańskich muzyków za rozwiązły styl życia, który nie pozwalał im dotknąć sedna muzyki.

Balouch do pewnego stopnia miał rację. Romowie, z którymi najczęściej utożsamia się flamenco do Europy przybyli właśnie z Indii, w tym z Sindhu. Utrzymali przez stulecia swoją odrębność kulturową, muzykę również. Spotkanie się Cyganów z Moryskami najprawdopodobniej było katalizatorem do powstania flamenco. Islam i Indie, stąd najpewniej wypływają źródła tego gatunku. 

Aziz, ranny podczas hiszpańskiej wojny domowej, przeniósł się do Londynu, gdzie założył towarzystwo sufickie i promował kulturę flamenco, o którym napisał kilka książek. W latach 50. i 60. znów zamieszkał w Madrycie, na zaproszenia ambasadora Pakistanu, zorganizował koncert swojego mentora Pepa Marcheny w Karaczi, stolicy Sindhu. Balouch zmarł pod Londynem w 1978 roku, pochowano go w nieoznakowanym grobie.

12 minut, 4 nagrania, kilka zdjęć. Tyle zostało po tym niezwykłym człowieku, który usłyszał pokrewieństwo w muzyce z dwóch różnych krańców świata.

Korzystałem z tekstu Aziz Balouch Stefana Williamson Fa.

piątek, 3 lipca 2020

To już ostatni taki piątek?



Wszystko wskazuje na to, że to już ostatni (przynajmniej na razie) Bandcamp Friday, czyli dzień, w którym Bandcamp zrzeka się swojej prowizji. Wartych uwagi premier jest jeszcze więcej niż zwykle.

Astigmatic Records i The Very Polish Cut Outs połączyli siły i razem z Polskim Radiem wydają zaginiony album Renaty Lewandowskiej sprzed ponad czterdziestu lat. Soul, Aretha Franklin, Janis Joplin, troche Opole, naprawdę warto. Po kasecie z zeszłego roku, muzyka Rüstəma Quliyeva, azerskiego wirtuoza gitary, doczekała się winylowego wydania, dzięki moim ulubionym Szwajcarom z Bongo Joe, którzy przygotowali też kolejną siedmiocalówkę, parującą Guess What z Porest, zespołem Marka Gergisa. Kuduro z karaibskiej Siant Lucii przygotowali Nyege Nyege (dorzucając przy okazji reedycje kilku wyprzedanych już kaset i winyli, w tym Jako Marona, o którym pisałem już na blogu). Death Is Not The End przypominają postać Aziza Baloucha, pakistańskiego muzyka, który po przeprowadzce do Hiszpanii, postanowił połączyć flamenco z muzyką suficką. Kilkadziesiąt niezależnych wytwórni bierze udział w akcji Independent Label Market i przygotowało specjalne pakiety, zniżki, limitowane wydawnictwa. Całość możecie sprawdzić tutaj, ja nie dałem rady, tyle tego. 

Cloud Nothings w kwarantannie nagrali cały album (który brzmi bardziej jak ich radosne początki), Deerhoof wygrzebali z archiwów koncert z Waadada Leo Smithem (wszystkie przychody zespół przekazuje na BLM). Ored Recordings wydali album Jrpej i jest to ich pierwsza studyjna produkcja, a nie nagranie terenowe. Jrpej grają post-tradycyjną muzykę czerkieską i już sam ten opis jest intrygujący (muzyka na szczęście również) TOPS przygotowali singiel z nowymi wersjami piosenek z ostatniej płyty, Evripidis & His Tragedies wypuścił dwie sekretne piosenki. Oba wydawnictwa są dostępne tylko i wyłącznie dzisiaj.

Z rzeczy, które wyszły niekoniecznie dzisiaj, swoje pieniądze warto wydać na drugą wspólną epkę Mohammada Rezy Mortazaviego i Burnta Friedmana, bo to po prostu przepiękna sprawa. We Want Sounds dają zniżkę 20% na wszystko (kod: wewantsounds), dużo dobra mają. Bardzo dobry tercet kaset wydali Pointless Geometry, chyba jeszcze im zostały. Debiut Bananagun to złoto (i na takim winylu można go od dzisiaj kupić). Chris Menist z The Paradise Bangkok Molam International Band w maju wydał bardzo ciekawy, elektroniczno-tropikalny debiut.

Wspieranie Canary RecordsOred Recordings i Sahel SoundsNaszych NagrańNagrań Somnabulicznych i 1000Hz (tym bardziej, że wydali w środę absolutnie fantastyczne nagrania z vimbuzą) to nie tylko przyjemność, ale i obowiązek, to już jednak powinniście wiedzieć.

sobota, 27 czerwca 2020

Na obrzeżach x Radio Kapitał 23 VI 2020




Trudno to uwierzyć, ale zaraz minie rok Na obrzeżach na falach Radia Kapitał. 26 audycji, co dwa tygodnie. Czas na zmiany - od lipca audycja przenosi się na środy o 19, również co dwa tygodnie, to się akurat nie zmienia. Będę nadawał na zmianę z Reisefieber Zosi Borysiewicz, jedną z moich ulubionych audycji w Kapitale. Zosia rozmawia o przemieszczaniu, podróżach, mieszkaniu w innych miejscach niż polska. Oboje lubimy podobną muzykę, interesują nas podobne tematy i planujemy ze sobą współpracować. Pierwsze efekty naszej współpracy już 1 lipca, porozmawiamy o naszych radiowych początkach i przygodach. Kolejne Na obrzeżach 15 lipca. 

W ostatniej wtorkowej audycji posłuchaliśmy idealnych piosenek na początek lata.

1. Da Souza - Pedres i pals (Salsa agredolça)
2. Da Souza - Un punt blau (Salsa agredolça)
3. Mauvais Œil - Mektoub (Mektoub)
4. MLDVA - Gul Ahmet (Gul Ahmet)
5. Los Bitchos - Turkish Delight (The Link is About to Die)
6. Firewater - Strange Life (International Orange)
7. Romano - MaNiya (رومانو)
8. Nu Guinea - Ddoje Facce (Nuova Napoli)
9. Owiny Sigoma Band - I Made You/You Made My (Nyanza)
10. Balkan Beat Box - Kabulectro (Blue Eyed Black Boy)
11. Riff Cohen - Marrakesh (À la menthe)
12. débruit/Alsarah - Jibal Alnuba (Aljawal)
13. débruit - Kaciyorum (débruit & Istanbul)
14. A Hawk and a Hacksaw - No Rest for the Wicked (Cervantine)
15. Menahan Street Band - The Contentder (Make the Road By Walking)

poniedziałek, 15 czerwca 2020

Na obrzeżach x Radio Kapitał 9 VI 2020



10 tysięcy kilometrów po Afryce - tyle mniej więcej zrobiliśmy w ostatniej audycji. Od Malawi przez Dżibuti po Mali. 10 tysięcy kilometrów - to tyle ile z Warszawy do Władywostoku. Posłuchamy różnych stylów, rytmów i epok. Bo Afryka to nie monolit, ale fascynujący, złożony i różnorodny kontynent. Sama muzyka, bez zbędnych słów.

1. WILD/LIFE - Kolega (Maloto/Dreams)
2. Gasper Nali - Olemera (Zoona Malawi)
3. Madalitso Band - Mita (Wasalala)
4. Groupe RTD - Uurkan Kaadonaya (I Want You) (Dancing Devils of Djibouti)
5. Sahra Halgan - Hiddo (Waa Dardaaran)
6. Sahra Halgan - Caaqil (Waa Dardaaran)
7. Kwi Bamba & L'orchestre de Gama Berema - Logouno ka nougé (Kwi Bamba & L’orchestre de Gama Berema)
8. Idrissa Soumaoro et l'Eclipse de L'I.J.A. - Fama Allah (Le Tioko Tioko)
9. Gyedu-Blay Ambolley - Ignorance (11th Street, Sekondi)
10. Isaac Birituro and The Rail Abandon - Yesu Yan Yan (Kalba)
11. Le Kéné-Star de Sikasso - Hodi Hu Yenyan (Le Kéné-Star de Sikasso)

piątek, 5 czerwca 2020

To jest ten dzień, kiedy trzeba wydać pieniądze



Kolejny dzień, w którym Bandcamp zrzeka się swojej prowizji (będzie jeszcze taki jeden, w pierwszy piątek lipca) i co za tym idzie, kolejny przewodnik po płytach, na które warto wydać swoje ciężko zarobione pieniądze.

Czerwcowy Bandcamp Day jest wyjątkowy również dlatego, że w Stanach trwają masowe protesty przeciwko brutalności policji i systemowemu rasizmowi. 19 czerwca Bandcamp cały swój przychód przekaże na organizacje działające na rzecz równości rasowej, ale - i bardzo dobrze - wielu artystów i wytwórni zaangażowało się także dzisiaj, przekazując swoje zyski na rozmaite NGOsy. Nie tylko Amerykanie biorą w tym udział, chyba połowa polskich mikrolabeli także (ich pełną listę znajdziecie tutaj). Ich warto wesprzeć w pierwszej kolejności.

A teraz wyliczanka, którą zaczynamy od Bongo Joe, którzy wypuścili specjalną kompilację pomocową, singiel YIN YIN, kasetową wersję kompilacji z raï z lat 90. (i doprawili to również kasetowym mikstejpem). Coastline Northern Cuts wydali nowy album Tropical Soldiers in Paradise i jeśli przeczytaliście moją recenzję, wiecie, co macie robić. Nową płytę wydał jeden z moich ulubionych polskich duetów, Borowski/Miegoń. Tym razem w trio, z pomocą Joanny Kucharskiej i przenoszą się znad morza do polskich lasów i puszczy. Jak już jesteśmy przy duetach, które grają w trójkę, Diomede z Hubertem Zemlerem nagrali wspaniałe Przyśpiewki

Sarmacja przeniosła się z Astigmatic Records do Byrd Out, a Jazda Polska jest jeszcze lepsza niż Tutejsi. Skoro mowa o Astigmatic, może jeszcze zdążycie kupić footworkowy mikstejp Bennelux. Sahel Sounds do kolejnego mikstejpu Mdou Moctara dorzucają preorder nagrań rytualnej muzyki z południowego Nigru. Crammed Discs dzisiaj wydali taneczny debiut Zenobii, palestyńskiego duetu elektro, a na za tydzień zapowiadają Nihiloxikę, zespół łączący ugandyjskich bębniarzy i brytyjskich producentów - obie płyty warto mieć. Basy Tropikalne wchodzą w singeli dzięki epce Maria Swaggi i DJa Silili. Mój ulubiony Urugwajczyk, Juan Wauters, wyciągnął z szuflady piosenki, które nie zmieściły się na La Onda de Juan Pablo. Patryk Zakrocki już wychodzi z pandemii

Wspieranie Canary RecordsOred Recordings i Sahel SoundsNaszych Nagrań, Nagrań Somnabulicznych i 1000Hz to nie tylko przyjemność, ale i obowiązek, to już jednak powinniście wiedzieć.