Oto pierwszy z zaległych, zapowiadanych bootlegów. BRS zagrali na jakiejś imprezie, mieli grać pół godziny, zagrali normalny koncert. Bardzo fajny koncert, choć publiczność była dość przypadkowa, jak to bywa na darmowych imprezach. Najwięcej było pijanych krawaciarzy, dresików też było sporo, i hipsterów/indie dzieciaków, bo to w końcu 1500m2, a tam wypada być. Fanów zespołu było najmniej, dlatego brawa dość niemrawe. Ale na bisy wyszli. Żenujący pan konferansjer ten sam, co w zeszłym roku na BRMC. Wydawać się może, że nagranie się dość nagle urywa, ale postanowiłem oszczędzić sobie i nie tylko gadki tego pana.
Setlista:
1. It's Getting Boring By The Sea
2. It Is Happening Again
3. I Wish I Was Someone Better
4. Light It Up
5. Say Something, Say Anything
6. Count Me Out
7. This Is Not For You
8. Don't Ask
9. Keeping it Close
10. You Bring Me Down
11. Heartsink
12. Improvisation*
13. Colours Fade
*to numer, w którym Laura-Mary i Steven zamienili się instrumentami, jeśli ma jakiś tytuł, to poproszę o poprawkę.
Zassij
hasło: srututu
Szukaj na tym blogu
niedziela, 5 września 2010
czwartek, 26 sierpnia 2010
Isobel Campbell & Mark Lanegan - "Hawk"
Tekst był pierwotnie przeznaczony do UM!, ale w wyniku problemu z komunikacją, tam pojawił się inny, którego nie polecam.
Już pierwszy rzut oka na okładkę wiele mówi o trzeciej wspólnej płycie Szkotki i Amerykanina.
Spójrzmy, Isobel siedzi za kierownicą starego samochodu. To ona jest szefem. Tak jest w muzyce - 11 z 13 piosenek to jej kompozycje, dwie to covery Townesa Van Zandta. Jednak to Mark, na okładce ukryty w tle, częściej jest głównym aktorem tej płyty, ale to tylko rola przydzielona mu przez Campbell - reżyserkę. Ona często występuje na drugim planie - nucąc pod nosem lub śpiewając w duecie z Laneganem, ale jej głos jest tylko tłem dla przepełnionego tysiącami papierosów i hektolitrami whiskey głosu Amerykanina. Zupełnie, jak na poprzednich dwóch płytach.
Samochód, w którym siedzą wygląda na lata 60., może 70. (niestety, nie jestem motoryzacyjnym ekspertem). I w tych dekadach lokalizuje zawartość "Hawk". "Get Behind Me" to zawadiacki, kowbojsko-gangsterski rock'n'roll (rozciągnięty do ponad pięciu minut, więc męczący), a solówka w "You Won't Let Me Down Again" brzmi, jakby nagrał ją Neil Young między "Everybody This Is Nowhere" a "After The Gold Rush". Na dodatek ów samochód to z pewnością dzieło amerykańskich inżynierów, a "Hawk" to bardzo amerykańska płyta, w czym nie odbiega od poprzedniczek.
Za oknem samochodu widać kawałek farmy na prerii, a na "Hawk" słychać przede wszystkim przestrzeń prerii, która wyraża się poprzez folk i country, muzykę Zachodnich Stanów. Również podobnie, jak na płytach z 2006 i 2008 roku. Jednak "Hawk" jest najbardziej "preryjny" z tej trójki. "Snake Song" czy "Sunrise" mogłyby się znaleźć na ścieżce dźwiękowej do filmu o samotnym kowboju wymierzającym sprawiedliwość w małym miasteczku na Dzikim Zachodzie. Zresztą druga z tych piosenek ma w sobie coś z Ennio Morriconego.
Nie wszystko da się wyczytać z okładki. Na przykład tego, że pojawia się ten trzeci. Willy Mason, folkowy śpiewak wywodzący się z dynastii folkowych śpiewaków. Towarzyszy Campbell zamiast Lanegana w dwóch piosenkach - coverach Van Zandta. Ruch ze strony Szkotki zupełnie nie potrzebny, bo Mason jest obdarzony głosem bardzo podobnym do Marka, niskim i mocnym, ale delikatniejszym i mniej charakterystycznym. Czemu Campbell postanowiła w tych piosenkach zrezygnować z usług Lanegana, zupełnie nie mam pojęcia, bo przecież sprawiłby się równie dobrze. Jeśli Campbell koniecznie chciała się spróbować w innym towarzystwie mogła wybrać kogoś mniej podobnego do byłego wokalisty Screaming Trees.
Wreszcie z okładki można wyczytać, że ta płyta jest dobra. Bo słabe płyty nie mają tak stylowych okładek.
Już pierwszy rzut oka na okładkę wiele mówi o trzeciej wspólnej płycie Szkotki i Amerykanina.
Spójrzmy, Isobel siedzi za kierownicą starego samochodu. To ona jest szefem. Tak jest w muzyce - 11 z 13 piosenek to jej kompozycje, dwie to covery Townesa Van Zandta. Jednak to Mark, na okładce ukryty w tle, częściej jest głównym aktorem tej płyty, ale to tylko rola przydzielona mu przez Campbell - reżyserkę. Ona często występuje na drugim planie - nucąc pod nosem lub śpiewając w duecie z Laneganem, ale jej głos jest tylko tłem dla przepełnionego tysiącami papierosów i hektolitrami whiskey głosu Amerykanina. Zupełnie, jak na poprzednich dwóch płytach.
Samochód, w którym siedzą wygląda na lata 60., może 70. (niestety, nie jestem motoryzacyjnym ekspertem). I w tych dekadach lokalizuje zawartość "Hawk". "Get Behind Me" to zawadiacki, kowbojsko-gangsterski rock'n'roll (rozciągnięty do ponad pięciu minut, więc męczący), a solówka w "You Won't Let Me Down Again" brzmi, jakby nagrał ją Neil Young między "Everybody This Is Nowhere" a "After The Gold Rush". Na dodatek ów samochód to z pewnością dzieło amerykańskich inżynierów, a "Hawk" to bardzo amerykańska płyta, w czym nie odbiega od poprzedniczek.
Za oknem samochodu widać kawałek farmy na prerii, a na "Hawk" słychać przede wszystkim przestrzeń prerii, która wyraża się poprzez folk i country, muzykę Zachodnich Stanów. Również podobnie, jak na płytach z 2006 i 2008 roku. Jednak "Hawk" jest najbardziej "preryjny" z tej trójki. "Snake Song" czy "Sunrise" mogłyby się znaleźć na ścieżce dźwiękowej do filmu o samotnym kowboju wymierzającym sprawiedliwość w małym miasteczku na Dzikim Zachodzie. Zresztą druga z tych piosenek ma w sobie coś z Ennio Morriconego.
Nie wszystko da się wyczytać z okładki. Na przykład tego, że pojawia się ten trzeci. Willy Mason, folkowy śpiewak wywodzący się z dynastii folkowych śpiewaków. Towarzyszy Campbell zamiast Lanegana w dwóch piosenkach - coverach Van Zandta. Ruch ze strony Szkotki zupełnie nie potrzebny, bo Mason jest obdarzony głosem bardzo podobnym do Marka, niskim i mocnym, ale delikatniejszym i mniej charakterystycznym. Czemu Campbell postanowiła w tych piosenkach zrezygnować z usług Lanegana, zupełnie nie mam pojęcia, bo przecież sprawiłby się równie dobrze. Jeśli Campbell koniecznie chciała się spróbować w innym towarzystwie mogła wybrać kogoś mniej podobnego do byłego wokalisty Screaming Trees.
Wreszcie z okładki można wyczytać, że ta płyta jest dobra. Bo słabe płyty nie mają tak stylowych okładek.
środa, 25 sierpnia 2010
Home Sweet Home
1. Wróciłem.
2. W Grecji było dobrze, ale za gorąco.
3. Podczas niezliczonych jazd samochodem oraz przesiadywań w kawiarniach dowiedziałem się jednej rzeczy: grecka muzyka to muzyka turecka śpiewana po grecku. Przynajmniej ta z radia.
4. Wrażenia z oglądania "Lizystraty" Arystofanesa w amfiteatrze w Filippi - bezcenne.
5. Mimo tego, że była to nowoczesna adaptacja i nie rozumiałem ani słowa.
6. W pociągu do Belgradu poznałem chorwackiego Serba, który wprowadził mnie w arkana yugo-rocka. Stay tuned for more.
7. Tak, samo stay tuned na recenzję moich płytowych zdobyczy z Chorwacji.
8. Obiecane bootlegi też się pojawią, nie zapomniałem o nich.
9. Będą też nowe recenzje - ekskluzywnie - tylko na blogu.
2. W Grecji było dobrze, ale za gorąco.
3. Podczas niezliczonych jazd samochodem oraz przesiadywań w kawiarniach dowiedziałem się jednej rzeczy: grecka muzyka to muzyka turecka śpiewana po grecku. Przynajmniej ta z radia.
4. Wrażenia z oglądania "Lizystraty" Arystofanesa w amfiteatrze w Filippi - bezcenne.
5. Mimo tego, że była to nowoczesna adaptacja i nie rozumiałem ani słowa.
6. W pociągu do Belgradu poznałem chorwackiego Serba, który wprowadził mnie w arkana yugo-rocka. Stay tuned for more.
7. Tak, samo stay tuned na recenzję moich płytowych zdobyczy z Chorwacji.
8. Obiecane bootlegi też się pojawią, nie zapomniałem o nich.
9. Będą też nowe recenzje - ekskluzywnie - tylko na blogu.
sobota, 14 sierpnia 2010
Hrvatska - tydzien drugi, Srbija - dzien pierwszy i ostatni
1. Z gory przepraszam za brak polskich znakow, ale takich nie maja Serbowie.
2. W Rijece, ktora podobno wyglada jak Szczecin lat 80. kupilem dwie plyty
3. W Zagrzebiu, ktory wyglada podobno jak polaczenie Budapesztu i Wiednia, a mnie kojarzy sie z Krakowem, tez kupilem sobie dwie plyty. Jest wiec czego sluchac.
4. W Belgradzie, ktory miejscami wyglada jak okolice Zabkowskiej czy innego Stadinu Dziesieciolecia sprzed 15 lat, nie kupilem sobie zadnej plyty, niestety, choc chcialem.
5. Za to posluchalem prawdziwie balkanskiego zespolu. Na ulicy, ale pod centrum kulturalnym i z naglosnieniem, wiec sie nie liczy.
6. Wracam za tydzien.
2. W Rijece, ktora podobno wyglada jak Szczecin lat 80. kupilem dwie plyty
3. W Zagrzebiu, ktory wyglada podobno jak polaczenie Budapesztu i Wiednia, a mnie kojarzy sie z Krakowem, tez kupilem sobie dwie plyty. Jest wiec czego sluchac.
4. W Belgradzie, ktory miejscami wyglada jak okolice Zabkowskiej czy innego Stadinu Dziesieciolecia sprzed 15 lat, nie kupilem sobie zadnej plyty, niestety, choc chcialem.
5. Za to posluchalem prawdziwie balkanskiego zespolu. Na ulicy, ale pod centrum kulturalnym i z naglosnieniem, wiec sie nie liczy.
6. Wracam za tydzien.
sobota, 7 sierpnia 2010
Hrvatska - tydzień 1
1. Jest gorąco, ale czasem pada.
2. Woda jest zaskakująco zimna.
3. Wiem, gdzie będę mieszkał, jak już będę duży i bogaty. W Rabie na Rabie. W Nowym Jorku też.
4. Nowa płyta Stone Temple Pilots nie jest porażką. Co mnie bardzo zdziwiło.
5. Nowa płyta Seven That Spells jest fajna. Ale nie jest moim bałkańskim odkryciem.
6. Kocham Kylie. Wróciłem do "Fever", slucham na okrągło.
7. Wracam za dwa tygodnie.
2. Woda jest zaskakująco zimna.
3. Wiem, gdzie będę mieszkał, jak już będę duży i bogaty. W Rabie na Rabie. W Nowym Jorku też.
4. Nowa płyta Stone Temple Pilots nie jest porażką. Co mnie bardzo zdziwiło.
5. Nowa płyta Seven That Spells jest fajna. Ale nie jest moim bałkańskim odkryciem.
6. Kocham Kylie. Wróciłem do "Fever", slucham na okrągło.
7. Wracam za dwa tygodnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
