czwartek, 14 marca 2013

Borowski/Miegoń - "Jellyfishes Diary"



Podwodna muzyka.

Zatoka Gdańska nie wydaje się być specjalnie interesującym akwenem. Woda mętna, zielonkawa. Życie, jak na morze, ubogie. I jakoś tak płytko. No, Karaiby czy Pacyfik to z pewnością nie jest. Jednak ma ona swoich wielbicieli, dwóch gdynian, którzy postanowili nagrać o niej płytę.

Bartek Borowski i Michał Miegoń w swojej twórczości poruszają się w rejonach psychodeliczno-ambientowych. Nic dziwnego, że "Jellyfishes Diary" są w całości wypełnione muzyka improwizowaną. Z różnych szumów wyłaniają się szkielety ciekawych kompozycji. Ta nieokreśloność dobrze wpływa na funkcję ilustracyjną. Wystarczy tylko zamknąć oczy, by przenieść się pod wody Zatoki Gdańskiej. A pod jej powierzchnią dzieje się zaskakująco dużo  Tu przepłynie ławica śledzi albo dorszy, tam spoczywa wrak statku, gdzie indziej można natknąć się na foki, a nawet na zupełnie tu niepasującego tuńczyka (co wskazuje zupełnie odstająca od całości króciutka, nawiązująca do country kompozycja o tym tytule). To wszystko bardzo dobrze słychać na tym albumie, tym bardziej, że sami autorzy podrzucają tropy nazywając kompozycje od różnych morskich zwierząt. Borowski i Miegoń nie boją się też wypuszczać na inne, głębsze wody, choćby w ostatnim, bluesującym fragmencie "Peter's Elephantnose Fish". Najbardziej wyróżnia się długaśny "The Best Diver Among the Whales", który rzeczywiście zabiera słuchacza w największe głębiny i hipnotyzuje, jak fale rozbijające się o brzeg. Jak cały ten album zresztą.

Najwcześniej nad morze wybieram się w lipcu, więc wypróbuję "Jellyfishes DiarY" w jej naturalnym środowisku. Na Mazowszu sprawdza się całkiem nieźle.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza