środa, 21 kwietnia 2010

Capital w Maszynowni; 19.04.2010

Po kilku problemach typu: -to na pewno po tej stronie ulicy? - na pewno. -o, jednak nie; pomylenie prawej strony z lewą oraz wykazaniu się znikomą znajomością dzielnicy Wola, przyszliśmy ze Sławkiem do Maszynowni o 21, więc myśleliśmy, że będziemy mieli trochę zapasu, w końcu na plakacie było napisane "start 20.00". Zgodnie ze starożytnym zwyczajem co najmniej godzinnego opóźnienia, o 21 to powinni zaczynać Jordy Warsaws. Błąd, bowiem Maszynownia, jak i Powiększenie na przykład ma sąsiadów na górze, więc koncerty muszą się kończyć przed 22, bo potem przyjeżdżają radiowozy. Czyli nie było nam dane obejrzeć kocertu Jordy Warsaws, dobrze, że chociaż Capital nie zaczęli, tylko się rozstawiali, jak zeszliśmy na dół.

A jak zaczęli, to już wiedziałem, że będzie dobrze. Przede wszystkim. Wreszcie było w miarę dobrze słychać wokal, nic nie przerywało, gitary nie zagłuszały wokalistów. Poza tym było podobnie, jak w Lorelei, czyli szybko, do przodu, z post-hardcore'owym wydarciem i grunge'owym brudem. Zagrali jeden zupełnie nowy kawałek, reszta już była grana wcześniej. Oczywiście, nie zabrakło 3 piosenek z majspejsowego dema. I tak samo, jak na poprzednim koncercie, było grubo, choć troszkę za krótko.No, ale wiadomo, lepiej krótko niż dostać mandat.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza