poniedziałek, 1 lutego 2016

Brodata charyzma


To był mój szósty koncert Bena Caplana. Pierwszy raz widziałem brodatego Kanadyjczyka na Green Zoo Festivalu w Krakowie, prawie cztery lata temu. Grał w witrynie Bomby na Placu Szczepańskim, a publiczność była zgromadzona na placu. Od razu uderzyła mnie jego charyzma i umiejętność porwania tłumu.

Na tym samym festiwalu widziałem Bena w Betelu, gdzie porwał jeszcze więcej ludzi. I tak było za każdym następnym razem (już w Warszawie). Na koncertach Bena pojawiała się coraz liczniejsza publiczność spragniona fantastycznych piosenek podpartych barytonem, celnymi dowcipami i brodatą charyzmą. Za każdym razem Ben występował sam, jedynie z towarzyszeniem gitary (i raz, w Powiększeniu, pianina).

Teraz jednak było inaczej, Caplan wreszcie przywiózł do Europy swój zespół, The Casual Smokers. Wreszcie, bo to zespół świetny. Sekcja rytmiczna szalona, wokalistka wyśpiewująca prześliczne harmonie z Benem i wspomagająca go na klawiszach i melodice. Piosenki, szczególnie te z nowej płyty zabrzmiały wspaniale, z polotem i potęgą brzmienia. Najbardziej zachwycił pijacki Stranger, bluesowe Down the River i wreszcie I Got a Woman, znane z poprzednich koncertów, ale wreszcie brzmiące potężnie, tak jak powinno. A gdy Ben zostawał sam, wracała intymna atmosfera.

Ludzi przyszło jeszcze więcej niż ostatnim razem, jakby trzyletnia przerwa zaostrzyła apetyt na brodate dźwięki. Caplan żartował, że następnym razem zagra na Narodowym. Może nie, ale w Kulturalnej pewnie się już nie zmieści.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza