czwartek, 10 kwietnia 2014

Podobieństwo

Mammane Sani i Hailu Mergia, mimo dzielących ich kilometrów mają wiele ze sobą wspólnego. Obaj są ważnymi postaciami dla muzyki swoich krajów, Nigru i Etiopii, obaj jako jedni z pierwszych zaczęli eksperymentować z analogowymi syntezatorami w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych (tu nasuwa się też paralela z Charanjitem Singhem). Mammane swoją muzyką ilustrował programy telewizyjne, dorobił się własnej audycji w państwowej stacji, ale nagrał tylko jedną kasetę, która została w zeszłym roku wznowiona przez Sahel Sounds na winylu. Później został nauczycielem. Zaraz światło dzienne ujrzy Taritt, zbiór nagrań z z końcówki lat osiemdziesiątych, ozdobiony fantastyczną okładką:

Hailu Mergia karierę zaczął w Walias Band, zespole przez który przewinął się Mulatu Astatke. W 1981 roku pojechali na krótką trasę po Stanach. Czterech z sześciu muzyków już tam zostało, w tym Hailu. Parał się kilkoma zawodami, najdłużej zahaczył się jako kierowca taksówki w Waszyngtonie. Podobnie, jak Sani czerpał przede wszystkim z muzyki tradycyjnej. Jego kaseta Shemonmuanaye została wznowiona również w ubiegłym roku. Przez Awesome Tapes From Africa. Ciekawostką jest, że obaj nagrali swoje pozycje pod podobnymi nazwami: Mammane Sani et son orge oraz Hailu Mergia & His Classic Instrument. Obaj też przyjeżdżają wkrótce do Europy, Sani już zaraz, jeszcze w kwietniu, Mergia w czerwcu. Różni ich to, że w Polsce zagra tylko Etiopczyk, w trio z Mike'iem Majkowskim i Tonym Buckiem. 5. czerwca w warszawskim Pardon, To Tu. Zapiszcie sobie tę datę w kalendarzykach.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza