środa, 9 stycznia 2013

Polska 2012: miejsca 10-6

10. Skubas - "Wilczełyko"

Skubas opierając się na akustycznościach, opowiada historie, idąc czasem tropem Toma Waitsa, czasem mocno zagłębiając się w lata 90, w seattlowskim wydaniu. Niepozorny to album i chyba trochę zbyt łatwo go przeoczyć, co byłoby sporą stratą, bo takich barowych przydymionych papierosami nie było lepszych w ubiegłym roku.

wideosesja | Skubas - "Mgła" from Uwolnij Muzykę! on Vimeo.

9. Muchy - "chcecicospowiedziec"

Zdecydowanie najbardziej rockowa propozycja poznaniaków. Odejście Piotra Maciejewskiego i przyjęcie Damiana Pielki skierowały Muchy w mocniejsze rejony, słychać gdzieniegdzie echa QotSA, ale nie stracili nie stracili nic ze swojej taneczności. Wiraszkowe teksty może w całości niezbyt imponujące, ale jak zawsze można wychwycić doskonałe sformułowanie. "Chcecicospowiedziec" jest jednocześnie ich najdzikszą, jak i najdojrzalszą płytą. Nie przeszkadzaj mi, bo tańczę.


8. Płyny - "Vacatunes"

Płyny konsekwentnie mocno podkreślają lokalność w tekstach, zmiękczając ją muzycznym eklektyzmem. Jest i blues rock, i avant-pop, parodia rosyjskich ballad i radiowego popu, indie, Indie, Bitelsi, wszystko rozgrywające się w Warszawie oglądanej z perspektywy Pałacu Kultury, imprezowiczów, wnikliwego antropologa, podwórka na Dobrej... Warszawie rozgrzanej zachodzącym, wakacyjnym słońcem.


7. Maja Kleszcz & IncarNations - "Odeon"

Maja Kleszcz przeszła długą drogą od folku i białego śpiewu w Kapeli ze wsi Warszawa do bluesa i soulu z IncarNations. Porównania do Amy Winehouse są tyleż pochlebne, co niesprawiedliwe. Mai nie trzeba z nikim porównywać, jest na tyle wyrazista i uzdolniona (ten głos!), że to raczej inni powinni równać do niej. Niemała w tym zasługa Wojtka Krzaka nadzorującego sprawy muzyczne i autora tych stylowych, zanurzonych w tradycji piosenek oraz Bogdana Loebla tekściarza zespołu. Bez nich projekt pt. IncarNations nie byłby skazany na sukces, bo samym, nieważne jak zjawiskowym, głosem nie da się go osiągnąć. Potrzebne są jeszcze tak fantastyczne piosenki, jak te.


6. Merkabah - "A Lament for the Lamb"

Żydowski mistycyzm przełożony na język jazz-metalu. Język pokręcony, skomplikowany, fascynujący i perfekcyjny, choć nie pozbawiony odrobiny szaleństwa, w którym łatwo się zatracić. Główną rolę odgrywają w nim nie wściekłe gitary, lecz demoniczny saksofon. Choć wcześniej mieli na koncie parę EPek, to dopiero pełnokrwisty debiut, jakim jest "A Lament for the Lamb" pokazał, że Merkabah to jeden z najbardziej interesujących polskich zespołów. Nie tylko metalowych.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza