niedziela, 26 września 2010

Brodka - "Granda"



Jeszcze ze dwa tygodnie temu, gdyby ktoś mi powiedział, że napiszę tekst o Brodce i jej nowej płycie, uznałbym to za grandę. A jednak młoda góralka się tu pojawia właśnie dziś, ze swoją "Grandą".

Przyczyną mojego hipotetycznego niedowierzania jest przede wszystkim gapiostwo. Brodka, zwyciężczyni: Idola, szybko, szybciutko trafiła do grupy: "źle wykorzystany potencjał vel zawiedzione nadzieje". I przestałem w ogóle o niej myśleć. Przypomniałem sobie przy okazji "Tesli" Silver Rocket, gdzie wypadła całkiem nieźle. Nadal jednak nie zaprzątałem sobie nią głowy. Błąd. Gdyby nie RYM-owa zawierucha nad singlem "W pięciu smakach" nie zaprzątałbym sobie nadal. I byłby to błąd jeszcze większy.

Bo "Granda" to płyta bardzo solidna. Spójna brzmieniowo, ciekawa, z dobrymi melodiami, bez wszystkich wad toczących nasz mainstream. Brodka po dwóch płytach ma wreszcie pomysł na siebie i swoją artystyczną kreację, co dołącza ją do niezal popowych pań, jak Gabriela Kulka, czy (solowa) Nosowska. Wokalnie bliżej jej do Nosowskiej, słownie do Kulki (ale pamiętajmy, słowa na "Grandzie" to przede wszystkim sprawka Radka z Pustek i Budynia, więc o semantycznej mieliźnie nie ma mowy). Muzycznie - muzycznie mamy tu mnóstwo odniesień do świeżych nurtów w zagramanicznym niezal popie.

Czyli mieszamy: elektronikę z góralskimi skrzypkami, akordeony z bitami, piosenkę francuską z polskim temperamentem, orient z szalonym disco. "Bez tytułu" to bezpośrednie (może nawet za bardzo) odniesienie do drugiej płyty Mum. Z jednej strony, jak kraść, to od najlepszych, a przecież "Finally We Are No One" to moja lista lat zerowych. Z drugiej, mogłaby to zrobić mniej ostentacyjnie. Minutowy "Hejnał" może wydawać się niepotrzebny, ale przypomina o baśniowości tego krążka. "Szysza" zaczyna się od góralskich wokaliz, które mogłyby się znaleźć u Kapeli ze wsi Warszawa, co od razu robi mi dobrze. Jednak największy wybuch zajebistości to właśnie "W pięciu smakach", w którym mamy, i wietnamskie bary, i Skaryszaka i warszawskie mosty, i szalone, imprezowe rytmy, i górali. Czekam na pierwsze klubowe remiksy. Tym, którym się wydaje, że Brodka nic nie robi, tylko zrzyna z Nosowskiej, polecam "KO". Wszelkie wątpliwości powinny być rozwiane.

Fakt, pod koniec tempo trochę siada, może się to nie podobać. Mnie nie przekonuje nudnawa "Syberia", ale wynagradzają mi to "Kropki i kreski", które tekstowo zostały porównane już do Wiraszki, a ja nie wiem, czy to dobrze czy źle, bo Wiraszkowe momenty - zdecydowanie tak, Wiraszkowa całość - już niekoniecznie. Samiutka końcówka zaskakuje, Brodka śpiewa po francusku. Bez żenadki. Kolejna zaskoczka na tej płycie pełnej zaskoczek.

To ja zapętlam sobie "Grandę" i jadę w miasto.Zdecydowanie polecam.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza