niedziela, 13 kwietnia 2014

Alsarah & the Nubatones - Silt


W zeszłym roku Alsarah, pochodząca z Sudanu wokalistka i etnomuzykolog, zwróciła moja uwagę fantastycznym albumem nagranym z francuskim producentem, Debruitem. „Aljawal” łączył ze sobą oszczędną elektronikę z tradycyjna muzyką nubijską i wspaniałym przeszywającym głosem Alsarah. „Silt” nagrany z kwartetem Nubatones to druga strona tego samego medalu.

Oba albumy łączy oszczędność. Ascetyczna gra kontrabasu, oud i tradycyjnych perkusjonaliów z delikatnymi zdobieniami klawiszy uwydatnia piękno kompozycji. Alsarah z zespołem znów sięga po tradycyjne melodie i nadaje im jazzowo-funkowego posmaku. Jej własne kompozycje niewiele różnią się od klasyków, moim zdecydowanym faworytem jest melancholijne „Rennat”.  Spory ładunek smutku wiążę się z tematem przewodnim albumu. To opowieść o wygnaniu i powrocie do domu. Wielu Nubijczyków zostało wysiedlonych podczas budowy wielkiej tamy w Asuanie. O tym też śpiewa Alsarah.

Oprócz jej głosu największe wrażenie robi gra Haiga Manoukiana, daleka od typowych arabskich melizmatów, oud w rękach Manoukiana brzmi zwięźle. Jednak, gdy zajdzie taka potrzeba potrafi ukraść całą piosenkę dla siebie. Tak jest w „Bilad Aldahb” poprzedzonym dwuminutowym wstępem jedynie na tę lutnię. Perkusista też ma swoje pięć minut, na samym końcu, w „Jibal Alnuba”, które również pojawiło się na „Aljawal” w zupełnie innej wersji, pełnej kosmicznych dźwięków. Tutaj jest tylko głos Alsarah i bębny. I kołysząca do snu melodia niczym rozgwieżdżona noc nad pustynią.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza