środa, 22 maja 2013

Baxamaxam

Ze strony wytwórni, Black Sweat Records, jedynego źródła wiedzy o Baxamaxam (ich fejs świeci pustkami, a strony nie mają) nie można dowiedzieć się zbyt wiele. Ot, krótka informacja, że są duetem złożonym z włoskiego gitarzysty, Cristiano Buffy oraz senegalskiego wokalisty i perkusisty Abdou Mbayego, pochodzącego z rodziny griotów. I już. Ma to swoje zalety. Muzyki nie przesłaniają ani biografie muzyków, ani ekstraordynaryjne okoliczności poznania, czy nagrania płyty. Nie, liczą się tylko dźwięki. Nic nie zakłóca ich odbioru

Bardzo dobrze działa to na "Baxamaxam". Nic nie odwraca uwagi, a to jedna z tych płyt, które odwdzięczają się za pełne skupienie. Nie, nie trzeba zanurzać się w nią, by na dziesiątym planie szukać smaczków. To wyjątkowo skromny album, wręcz niepozorny. Nagrany w jeden, gorący lipcowy dzień. Częściowo na dworze, co słychać w "Demb" wypełniony dźwiękami cykad. Jak każdy album związany z Afryką Zachodnią, "Baxamaxam" jest wypełniony transem, bardzo blisko mu do muzyki Sahelu i Sahary. Wiecie, ognisko na pustyni, rozgwieżdżone niebo nad głową, te sprawy. Właśnie dlatego, dla tych przenosin do Afryki warto słuchać debiutu tego międzykontynentalnego duetu w zupełnym oderwaniu od laptopa.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza