wtorek, 16 marca 2010

Krótkopis #1 - dożynki 2009 pt1. A-H

W krótkopisie będę pisał o płytach za mało fajnych, by sieknąć na ich temat elaborat lub o płytach, o których taki elaborat wypocić jest bardzo trudno. Tak czy siak będzie krótko. Na początek część resztek z roku poprzedniego.


Alice in Chains - Black Gives Way to Blue
Z gimnazjalnej zajawki na grunge zostali li tylko Pearl Jam, Screaming Trees i Mudhoney, choć drzewiej to łykało się wszystko z Seattle, nawet się miało koszulki i odpowiednie naszywki. Z AiC również. Fakt, "Dirt" to naprawdę dobra płyta. Nowa już niekoniecznie, i nawet nie chodzi o bezczeszczenie pamięci Layne'a, bo i tak wiadomo, że AiC to przede wszystkim Cantrell. Ta płyta jest po prostu nudna. Okropnie nudna. I już. Nie polecam.



The Assemble Head in Sunburst Sound - When Sweet Sleep Returned
Okładka, nazwa zespołu, tytuł i miejsce pochodzenia (Frisco) mówią wszystko. Psychodela na całego. Można się pokusić o stwierdzenie, że to melodyjniejsza wersja późnego Comets On Fire. Odkrywczy to oni nie są, ale słucha się tej płyty wyśmienicie. Polecam.


AU - Versions
W zeszłym roku zaliczyłem ich dwa koncerty. Pierwszy podobał mi się bardzo, drugi bardziej. Kupiłem dwie płyty również. Tę na drugim koncercie i również podoba mi się bardziej. AU czyli w chwili obecnej Luke Wyland i Dana Valatka nagrali nowe wersje starych kawałków. Jest i minimalistycznie, i melodyjnie, ciekawie. Polecam.


Blakroc - Blakroc
Dwaj biali, bluesowi brodacze zebrali tuzów rapu i wysmażyli z nimi jedną z dwóch najlepszych hip-hopowych płyt AD 2009 (ta druga to Q-Tip). Świetne gitarowe, niebanalne, trochę oldskulowe podkłady + jedne z najlepszych flow za Oceanem. Polecam.


Chickenfoot - Chickenfoot
Kazus podobny do AiC, czyli wieje nudą. Poza tym za bardzo chcą być nowymi Zeppelinami, co wychodzi im najwyżej średnio. Ale przynajmniej Satriani wkurza mniej, a Smith jak zawsze wymiata. Nie polecam.


CocoRosie - Coconuts, Plenty of Junkfood
Epka tylko, szkoda, bo ja ciągle czekam na pełny album. Całkiem zgrabna jest ta płytka, trochę osładza oczekiwanie na nowy krążek. Nie zachwyca jednak. Mimo wszystko polecam, z zastrzeżeniem, że jeszcze bardziej polecam debiut.


Cymbals Eat Guitars - Why There Are Mountains?
Stare indie z emo wokalem (ale chodzi mi o drugą falę emo). Najbliżej im chyba do Sunny Day Real Estate. Ale jednak "Diary" to to nie jest, choć słucha się ich przyjemnie. Raczej polecam


Florence + The Machine
Melodie nawet zgrabne. Jednak wszystko to było. Lepiej posłuchać Kate Bush albo Tori Amos. Raczej nie polecam.


Her Only Presence - A Brand New Start
To nie zespół, a jednoosobowy projekt Luisa Cifre z Barcelony. Łączymy akustyczne smęty ze smętami emo + bity i różne trzaski + harmonijka. Wychodzi niezwykle urokliwa, trochę depresyjna płyta z bardzo ładnymi piosenkami. Nic dziejowego, ale to bardzo przyjemna rzecz. Polecam.


Hey - Miłość!Uwaga! Ratunku! Pomocy!
Zupełnie nie wiem, czemu zapomniałem o niej przy okazji krajowego podsumowania roku. Biję się w piersi straszliwie, wstyd mi jest strasznie. Hey od odejścia Banacha promienieje. Każda płyta jest albo tak dobra jak poprzedniczka, albo lepsza. M!U!R!P! nie jest wyjątkiem. Więcej elektroniki niż gitar, świetne rozwiązanie, bo nie stracili nic ze swojego charakteru. Bezsprzecznie jedna z najlepszych płyt ubiegłego roku. Bardzo polecam.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza