środa, 22 marca 2017

Alex Ferreira y el Frente Caribe


Jedna ze stacji telewizyjnych emituje program o Amerykanach, którzy porzucili swoją ojczyznę i rozpoczęli życie gdzie indziej Za dużo go nie oglądałem, ale mam wrażenie, że Jankesi najczęściej wybierają Meksyk albo Karaiby, bo wiecie, tanio, sielankowo i wiecznie ciepło.

Oczywiście Karaiby to nie tylko palmy kokosowe, piraci, ciepła woda i całoroczne lato. Jednak Alex Ferreira, dominikański wokalista ze swoim nowym zespołem el Frente Caribe bardzo chcą przekonać, że mieszkają w raju na ziemi. Łatwo im uwierzyć.

Ferriera zwykle gra bardzo nowoczesny i ładny indie pop, tym razem postanowił wrócić do swoich dominikańskich korzeni, do bachaty, calypso i merengue. Zwykle te gatunki omijam, bo rzadko zdarzało się do tej pory coś, co na dłużej przykuło moją uwagę, tej EPki słucham od dobrych kilku miesięcy i jeszcze mi się nie znudziła. Długo się zastanawiałem dlaczego i chyba już wiem.

Ferreira i el Frente Caribe wywodzą się z punku i popu. Nie mają nabożnego stosunku do tradycji, nie są jej niewolnikami. Ich piosenki otulają niczym ciepły kocyk swoją miękkością, a jednocześnie słychać w nich podskórny bunt na zastane reguły. Najwyraźniej słychać to w sposobie śpiewania Alexa, tak innym od artystów, na których wpływ się powołują. Bliżej mu do zachodniego popu niż do karaibskiego idiomu. W tym połączeniu tkwi siła tych pięciu piosenek.

Tkwi także w ich taneczności i beztrosce. W jedynym anglojęzycznym utworze Ferreira śpiewa take me to my little island, a ja bardzo chcę jechać tam razem z nim, leżeć na hamaku pod palmą i patrzeć na turkusowe morze.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza