poniedziałek, 20 października 2014

Sentymenty


Dying in the living room to the music from America so proudly universal that they like to call it soul. Tak Julia Marcell rozpoczyna drugą zwrotkę North Pole (to najlepsza piosenka o Polsce od lat), poprzedzoną fantastycznym pasażem hi-hatu. Te kilkadziesiąt sekund jest najlepszą recenzją Sentiments. Swoją wielkość (tak, nie ma co bać się tego słowa) trzeci album Julii Marcell zawdzięcza właśnie takim momentom. Każdy drobny dźwięk, każde słowo ma swoją rolę do spełnienia. Przeważnie staram się nie rozbierać piosenek i płyt na części pierwsze, ale tutaj wyławianie detali sprawia ogromną radość. Olsztyn town w Maryannie, buczący bas w Cincinie. Zresztą współpraca basu i perkusji to materiał na osobną historię. Sekcja rytmiczna odgrywa tutaj kluczową rolę, sama Julia to przyznaje w wywiadzie dla T-Mobile Music, od niej zaczynała pisać piosenki.

Sentiments jest płytą dużo mocniej zorientowaną na gitary, jedynie Twelve zbliża się do tego, co Julia robiła wcześniej. Nie zmieniło się tylko jedno – fantastyczne piosenki. Wreszcie też, po nieśmiałej próbie w Echu olsztynianka zwróciła się do polszczyzny i pokazała, że w rodzimym języku wypada przynajmniej tak samo przekonująco, jak w angielskim i chyba tylko Gaba Kulka pisze tak świetne piosenki.


Ale się ta jesień zrobiła ciekawa w polskiej muzyce.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza