środa, 7 listopada 2012

Alkibar Gignor - La Paix


Kilka dni przed przeczytaniem artykułu o wprowadzaniu w Azawad prawa szariackiego i wyrugowaniu muzyki, trafiłem na naprawdę fantastyczną płytę właśnie stamtąd. Wiem, uwielbiam wszystko, co pochodzi z Mali, ale Alkibar Gignor nawet na tym tle są wyjątkowi.

Ich debiut zaczyna się od dość typowego pustynnego bluesa w duchu Alego Farki Tourego czy Boubacara Traore. Gdy grają spokojnie są jednym z wielu bardzo dobrych malijskich zespołów. Wszystko zmienia się, gdy podepną swoje gitary do wzmacniaczy. Wtedy przeobrażają się w pełnokrwisty garażowy zespół. Nie wiem, czy to sprawka partyzanckiej jakości nagrań Chrisa Kirkleya z Sahelsounds, ale na pustyni to do tej pory grali tak tylko Inerane. Przesterowane gitary, nerwowa perkusja, dysonanse, skandowane wokale - ten opis bardziej by pasował do jakiejś brooklyńskiej kapeli, a jednak równie dobrze oddaje to, co dzieje się na :La Paix". Oczywiście, malijskość Alkibar Gignor jest niezaprzeczalna i stanowi bardzo ważny element ich muzyki, ale to zupełnie nowe podejście do wielowiekowej tradycji i umiejętne korzystanie z dorobku Tinariwen bez ani grama czołobitności tak częstej wśród tuareskich zespołów sprawia, że zespołu z Niafunke słucha się niezwykle dobrze.

Chłopaki uciekli ze swojego rodzinnego miasta, rzeczywistość znów okazała się silniejsza. Mam jednak nadzieję, że świat jeszcze o nich usłyszy, bo zasługują na to, jak niewielu innych.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza