niedziela, 13 lutego 2011

Niech żyje przyjaźń polsko-szkocka

1. Wiem, idiotyczny tytuł. Lepszy już ukradła Monika, ale tak to już jest, jak jest się leniem.
2. Nie wiem, czy to już pisałem, ale wydaje mi się, że najbliżej Jadło jest właśnie Eufemia. I klimatem (choć jest mniej punkowo) i repertuarem. To znaczy, wiem, byłem tam na razie tylko 3 razy, jednak każdy z tych trzech koncertów odbyłby się na Dobrej.
3. Eufemię z Jadło łączy jeszcze jedno. Gadatliwi ludzie pochowani na szczęście po kątach. Zawsze w takich momentach przypomina mi się koncert Kira Kira właśnie w Jadłodajni. Ludzie przy jednym stoliku tak głośno nadawali, że Kira się ich spytała o czym tak żywo dyskutują. Bez skutku, bo ani nie zamilkli, ani nie odpowiedzieli. Na szczęście wcześniej wyszli.
4. Wtedy Islandkę supportował Kyst, w piątek zagrał sam Tobiasz. I jak w przypadku płyty, było dużo lepiej.
5. Najpierw zagrała Siobhan Wilson. Mike'owi i Monice kojarzy się z Tiny Vipers, mnie z Mariee Sioux. Kto ma rację? Nie wiem sam, ale Siobhan nie zna ani jednej ani drugiej.
6. Troszkę za cicho było, ale bardzo, bardzo, bardzo uroczo. I romantycznie. I w ogóle super. Szkoda, że u nas nikt tak nie gra. Dziewczyny, za gitary!
7. Tobiasz, jak już pisałem wypadł dobrze. Chłopak ma potencjał, niedługo nowa płyta Coldair i nowy Kyst. Całkiem nowy, ze starego składu został tylko on i Adam Byczkowski. Do tego doszedł Touchy Mob prosto z Berlina. Chcę zostać przez nich pozytywnie zaskoczony.
8. Banjo! Kocham ten instrument. Kupię sobie kiedyś, obiecuję i będę grał stare country piosenki poprzeplatane z warszawskimi szlagierami.
9. Najlepsze momenty koncertu? Gdy do Tobiasza dołączała Siobhan. Zdecydowanie.
10. Wywiad będzie, gdy pokonam własne lenistwo i prokrastynację. Nawet własna siostra mnie za to dissuje, więc postaram się to załatwić szybko. Nie spodziewajcie się jednak niczego zajebistego. Za dużo gadałem ja. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza