niedziela, 28 listopada 2010

Brodka podbiła Palladium

1. Nie spodziewałem, się że będzie aż tyle osób. Nie pamiętam aż takiego ścisku w Palladium. Nie pamiętam też aż takiego hipsterstwa na dużym koncercie (nie liczę oczywiście Heńka i OFFa).

2. Brodka = pełna profeska. Nawet jeśli pozwoliła sobie na wybuch emocji, to na krótko i szybko opanowała wzruszenie.

3. Nie pamiętam też takiego aplauzu na koncercie polskiego wykonawcy. Pisk, brawa, tupanie. Nic dziwnego, że Monika się popłakała.

4. Nowe piosenki na koncercie są jeszcze fajniejsze niż na płycie. Bardziej taneczne, bardziej elektroniczne, ale nie tracące nic ze swojego folkowego klimatu. Choć wszystkie ludowe motywy poleciały z komputera.

5. Był cover Arcade Fire.  Do tego covery Wamdue Project i Ann Lee. I jedna piosenka z poprzedniego wcielenia Moniki przerobiona na nowy styl. I nawet fajnie wyszła.

6. Zagrała wszystkie piosenki z Grandy, co prawda "Hejnał" i "Bez tytułu" jako intro, ale zawsze. 3 piosenki zagrała dwa razy: "W pięciu smakach", "KO" i "Grandę". Dla mnie mogłaby jeszcze raz zagrać "W pięciu smakach", bo to naprawdę jest erupcja zajebistości.

7. Zresztą początek był iście hitchcockowski: "Szysza" a potem od razu "W pięciu smakach". To pierwsze wykonanie singla podobało mi się bardziej, mimo ocierania się o mnie jednej baby.

8. Perfekcyjnie zagrali, co jest przede wszystkim zasługą świetnie zgranego zespołu. Nic nie zgrzytało, wszystko brzmiało jak na płycie, a nawet lepiej.

9. Monika staje się prawdziwą gwiazdą rocka. Podczas drugiej "Grandy" zeszła do fosy i publiczności. Prawdziwa koncertowa rozpierducha.

10. Chcę więcej. Dawno nie bylem na koncercie, który wydawał mi się za krótki. Wraz z moim postępującym dziadzieniem, występy ponad godzinne mnie męczą. Ten trwał 75 minut, a mógłby i drugie tyle. Monika, widzimy się następnym razem. Nie w Piasecznie, bo będę wtedy na Młynarskim, ale pamiętaj, czekam.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza