piątek, 18 marca 2011

Coldair i Siobhan Wilson - wywiad

Wreszcie udało mi się pokonać własną prokrastynację i problemy techniczne. Wywiad robiony był na spontanie po koncercie tej pary w Eufemii, dlatego jest krótki i niezbyt odkrywczy. Ogromne podziękowania dla Moni z Sunday at Devil Dirt, która wspomagała mnie w rozmowie. I tak naprawdę większość pytań, które przetrwały redakcję pochodzą od niej. Jeszcze raz wielkie dzięki!


Jak się spotkaliście?

Siobhan: Mieszkam w Paryżu, Tobiasz przyjechał na koncert, a ja miałam z nim grać. Wiedząc to, musiałam się z nim umówić na drinka dzień wcześniej. Okazało się, że bardzo dobrze się dogadujemy, koncert wypadł świetnie, więc Tobiasz zaprosił mnie potem do Polski.

Zagracie tylko te kilka koncertów po Polsce?

Tobiasz: Zobaczymy. Na razie jest tak, że Siobhan gra ze mną na pięciu polskich koncertach, ale mam nadzieję, że zagramy razem jeszcze kiedyś.

Siobhan: Tylko jeśli będziesz dla mnie miły (śmiech).

Tobiasz: Zawsze jestem przecież dla ciebie miły.

Tobiasz, czemu zdecydowałeś się na mieszkanie w Krakowie?

Tobiasz: To jakiś pojazd? (śmiech) Moja dziewczyna zaczęła tam studia, a ja chciałem się wyrwać z Sopotu, mieszkać gdzieś indziej, nieważne gdzie. Pojechałem więc z nią. To tak naprawdę jedyny powód, ale jestem zadowolony z tej decyzji.

Siobhan, co robi Szkotka w Paryżu?

Siobhan: Moją płytę wydała wytwórnia z Paryża, mieszkam tam już pięć lat i śpiewam nawet po francusku.

A po szkocku?

Siobhan: Czasem, pod prysznicem (śmiech).

Dzisiaj zaśpiewałaś jedną piosenkę po francusku, co to było?

Siobhan: Jedna z piosenek Tino Rossiego, korsykańskiego kompozytora najbardziej znanego z piosenek świątecznych, jak „Petit Papa Noel” (śpiewa fragment). Napisał też kilka piosenek miłosnych i dzisiaj zagrałam jedną z nich.

Dlaczego ją wybrałaś?

Siobhan: Bo mój chłopak jest pół-Korsykaninem. Jego ojciec powiedział mi kiedyś, że muszę posłuchać Tino Rossiego. Posłuchałam i bardzo mi się spodobały jego piosenki. Są bardzo stare, z lat trzydziestych.

Jak Ci się podoba granie za granicą?

Siobhan: To mój pierwszy raz…

Naprawdę? To jak w takim razie podoba Ci się Polska?

Siobhan: Bardzo. Naprawdę.

Tobiasz: A nie jest tu jakoś strasznie?

Siobhan: Czasem jest, ale tak, jak w każdym kraju.

Tobiasz: Gdy Siobhan przyjechała do Krakowa, to był jej pierwszy dzień w Polsce, był alarm bombowy na dworcu i jakaś panika…

Siobhan: Tak, ale potem piłam z Tobą wódkę i zupełnie o tym zapomniałam (śmiech).

Tobiasz, wydaje nam się, że Twoja muzyka nie brzmi „po polsku”.

Tobiasz: Dla mnie polski sound to zespoły jak Perfect, cieszę się więc, że nie brzmię jak oni. Może to dlatego, że nie słucham polskiej muzyki.

A może to ma związek z zagranicznym pochodzeniem Kyst?

Tobiasz: Nie. Po prostu mieszkałem w Norwegii przez kilka miesięcy. To nie miało nic wspólnego z moją muzyką. Słucham przede wszystkim zagranicznej muzyki i chyba to jest głównym powodem tego, że nie brzmię „po polsku”. Lubię tylko kilku polskich wykonawców.

Jakich?

Sciankę, Kristen, Indigo Tree, Adama Repuchę. I to już wszystko.

Jakie są wasze plany na ten rok?

Tobiasz: Gram na SXSW w Austin z Kyst w Marcu, pod koniec marca wychodzi też nasza nowa płyta, „Waterworks”. W maju wydaję drugą solową płytę. Potem pojeżdżę po Europie, może zagram kilka koncertów z Siobhan we Francji.

Siobhan: Ja nie mam żadnych konkretnych planów. Po prostu granie koncertów.

Tobiasz: Ze mną (śmiech)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza