poniedziałek, 27 grudnia 2010

Kristen - "Western Lands"

Gdy myślę o koncertach, na które nie poszedłem w tym roku,to koncert Kristen w Powiększeniu znajduje się w piątce tych, których żałuję najbardziej. Razem z Crystal Castles, Beach Fossils, Dinosaur Jr. i odwołaną Janelle Monae. Z kilku powodów, do których należy zaliczyć fakt, że "Western Lands" to płyta wybitna.

"Western Lands" jest ścieżką dźwiękową niestniejącego filmu rozgrywającego się gdzieś na Ziemiach Odzyskanych. Nie w jakimś dużym mieście, jak Wrocław czy Szczecin, lecz w Słupsku, Koszalinie albo Kołobrzegu. Tego do końca nie wiadomo. Głównym bohaterem jest gość z okładki płyty. Nie poznajemy jego imienia. Przyjechał do miasta pociągiem. Snuje się po nim bez celu, pali papierosa, przegląda się w sklepowych witrynach pamiętających czasy PRL-u. Mija dziewczyny spieszące się na osobowy, chłopaków siedzących na ławkach. Wszystko jest wyblakłe, bez życia, ale jednocześnie fascynujące dla niego, który przyjechał z wielkiej metropolii pełnej neonów i pospiechu. Długo się tu jednak nie zatrzymuje, kilkadziesiąt minut i znów siedzi w pociągu w drodze do kolejnego takiego miasteczka. A potem znowu: pociąg-dworzec-rynek-dworzec-pociąg. Jedzie, bo musi, bo gna go niewidzialna siła...

Piękna płyta. Polecam

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza