niedziela, 17 października 2010

Vava To Raga Town

1. Dawno nie byłem na koncercie z taką publicznością. To znaczy publicznością bez granic oddaną zespołowi, a nie zblazowaną bandą hipsterów/indie dzieciaków srających po gaciach. Znaczy się było entuzjastycznie, ale bez mdlących z zachwytów małolatów (jak na HEALTH).  Przekrój publiczności był niesamowicie szeroki od małych dzieciaków znających na pamięć wszystkie teksty, przez rastamanów, punków, metaluchów, dresów i hiphopowców do kryzysów wieku średniego i paru emerytów. Kurde, widziałem nawet pseudohipstera.

2. Dawno również nie byłem w Stodole. Wydaje mi się, poprawili nagłośnienie, choć czasem ciężko było zrozumieć nawijki, szczególnie Pabla, który dwa razy zafristajlował. Trochę nie taki flow i wibracja jak w hiphopie, ale chciałbym go zobaczyć na Wielkiej Bitwie Warszawskiej na przykład.

3. Reggaenerator to wulkan. Skakanie przez cały koncert to pikuś dla niego. Wspinanie się na rusztowania również. A że zrobił to podczas najlepszej piosenki zespołu, to już w ogóle szacun.

4. Początek koncertu nie mógł być lepszy. "VavaTo" z partią Gorga odśpiewaną przez publiczność. Można mówić co się chce, ale warszawiacy są oddani swojemu miasto. Przynajmniej fani Vavamuffin. Zagrali wszystkie swoje warsiaskie piosenki, nic dziwnego, zagrali w swoim mateczniku, w swoim mieście, o czym często przypominali ;) "Barbakan" wypadł nieziemsko, a widok Reggaeneratora na rusztowaniu - bezcenny. Tym bardziej, że był to jedyny kawałek, na którym ruszyłem dupę pod scenę. Wiem, starzeję się i gnuśnieję, ale kiedy Pablo rymuje "Złota Kaczka na Tamce lubi złotą ciszę", to jakby nawijał o moim domu.

5. Szacuneczek dla Gorga. Może jeszcze nie wrócił do formy do końca, wydawał się być trochę zagubiony na scenie, ale głos ciągle jak dzwon.

6. Muszę się w końcu przyzwyczaić do ich "kaznodziejstwa".

7. Warsaw FTW!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza