środa, 23 grudnia 2009

Hockey - "Mind Chaos"


Dzisiaj wpis z cyklu "miałem o tym napisać, ale mi się zapomniało".

No to jedziemy. Hockey to takie indie cipeczki z Portland w Oregonie (tam też siedzi Luke Wyland, o którym w przyszłości). Grają razem od 2007 roku, czyli bardzo niedługo, jednak płytę mają. Gdy pierwszy raz posłuchałem tej płyty, to się zdziwiłem, no bo jak takie granie może mi się spodobać. Jak się dowiedziałem kilka minut później, owszem, może. Nawet bardzo może.

Wokalista ma w sobie coś z Casablancasa, a zespół gra, jak połączenie The Strokes z jakimś dance punkowym zespołem, ale nie The Rapture czy Franz Ferdinand, takim bardziej popowym. Ładunek melodii wystarczy na przynajmniej dwie płyty, ale oni zmieścili to w jednej. Oby się to nie zemściło, przy, jakże ważnej dla wszystkich indie zespołów, drugiej płycie. Na razie tym się nie martwię.

Oprócz melodii i taneczności chłopaki przemycają trochę tradycji. "Preacher" to Bruce Springsteen, który urodził się w 1980 a nie 1949. Klawisze identyczne, motoryka też, no może trochę bardziej taneczna. "Four Holy Photos" nie bardzo pasuje do reszty, bo to folkowy kawałek, przypominający Vampire Weekend. "Song Away" to chyba największy hicior z płyty.

Idealna pozycja przedświąteczna, szczególnie przy takiej, dość wkurzającej aurze. Pogoda chyba zwariowała, najpierw minus pierdyliard, a teraz wszytko topnieje. Mogłaby się zdecydować. W każdym razie, "Mind Chaos" pozwoli o tym zapomnieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz