niedziela, 15 września 2019

70% arabiki 30% robusty



Takie odkrycia lubię najbardziej. Niespodziewane. Ot. dostałem informację, że jedna z wielu wytwórni, które obserwuję na Bandcampie, wydała nową płytę. Już okładka jest intrygująca. Jak się okazuje muzyka również.

Za Cucoma Combo stoi Marco Zanotti, włoski perkusista, który na muzyce latynoskiej i zachodnioafrykańskiej zna się, jak mało kto. Lista projektów, które był zaangażowany jest prawie tak bogata, jak Huberta Zemlera. W tym miejscu wystarczy wspomnieć Orchestra Classica Afrobeat kameralny ansambl reinterpretujący chociażby Regard Sur Le Passe gwinejskiej Bembeya Jazz National, jedną z najważniejszych afrykańskich płyt lat 70. (sam zresztą pisałem o niej dawno temu przy okazji tekstu o rządowych orkiestrach w Afryce Zachodniej).

Cucoma to dialektalna nazwa okładkowej kawiarki. Bo muzyka zespołu, łącząca Afrykę i Amerykę Południową, jest jak mieszanka kawy, która pochodzi z tych dwóch regionów, tak piszą sami. Że wysyłają w świat przesłanie jedności, tolerancji i równości. Trochę to pretensjonalne, ale co zrobić, skoro to prawda. Zanotti miesza highlife, juju, afrobeat, cumbię, soukous, sambę, maloyę w idealnych proporcjach. Wyciąga co z nich najlepsze i najbardziej charakterystyczne, razem z chóralnymi zaśpiewami, nerwowym rytmem, przycinaną gitarą, akcentami dęciaków. Jest tu wszystko, co lubię najbardziej. A humanistyczne przesłanie dosłownie pojawia się w Passa Passa, moim ulubionym fragmencie albumu w postaci czytanej Deklaracji Praw Człowieka. W ramach bonusów na kompakcie i wersji cyfrowej Zanotti z kolegami i koleżankami reinterpretują Kaa Ye Oyai Hedzoleh Soundz i JJD Feli Kutiego, żeby jeszcze bardziej podkreślić, żę na takim graniu się znają i nawet starcie z klasykami jest im niegroźne.

Słoneczna to płyta. Taneczna też, trudno usiedzieć przy niej w miejscu. Radosna, chwytająca życie pełnymi garściami, celebrująca drobne przyjemności. Wypływa z doświadczeń Zanottiego, jego podróży. Podobno pierwsze szkice powstawały na kalimbie i mbirze, spokrewnionych, przenośnych metalofonach. Mieszczą się do plecaka, można je wszędzie ze sobą zabrać. Jak tę kawiarkę.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza