środa, 4 lipca 2012

Ben Caplan & The Casual Smokers - In the Time of the Great Remembering


Klezmerzy, Tom Waits i najbardziej epicka broda Kanady.

Przyznaję na samym początku, o istnieniu Bena Caplana dowiedziałem się dzięki niezastąpionym Front Row Heroes, którzy zaprosili go na tegoroczną edycję swojego festiwalu. O Green Zoo i dwóch występach Kanadyjczyka już pisałem. Teraz czas na płytę.

Zobaczywszy koncerty, spodziewałem się czegoś zupełnie innego po "In the Time of the Great Remembering". Miało być amerykańsko do szpiku kości. Blues. Country. Americana. Caplan z zespołem idą w inną stronę. Blues żenią z muzyką klezmerską. Klarnety zgrabnie współbrzmią z banjo i gitarami. Nawet tak bluesowy utwór jak "Bang to Break the Drum" niesie również pierwiastek klezmerskiego szaleństwa. Jak widać genów nie da się oszukać. Rodzina Caplanów to Żydzi z Polski.

Najbardziej wschodnioeuropejski jest ostatni utwór, "Stranger". Trochę teatralny, narwany i mający coś z Toma Waitsa (nie tylko przepity głos Bena). Nie on jednak najbardziej porywa. W "Seed of Love", duecie Caplana z Sashą Muise aż iskrzy. Podobnie w "Down to the River". Jest tylko jedno ale. Nie aż tak, jak na koncertach, gdzie jego charyzma sprawia, że nie liczy się nic innego. Płyta nie oddaje tego nawet w połowie. I to jej jedyna wada.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza