niedziela, 2 października 2011

Spóźniony Chopin

Zeszłoroczny rok chopinowski tak bardzo wyeksploatował postać kompozytora, że dwie dostane płyty wydane właśnie na tę okazję, prawie od razu odłożyłem na półkę. I tak się kurzyły ponad rok, aż przy okazji kupna kolejnej półki na płyty i remanentu z tym związanego, wpadły mi w ręce te dwa krążki. I tym razem dałem im szansę. No i znowu wyszło na to, że powinienem był to zrobić od razu. Bo Chopin na nich jest taki inny.

Obie płyty: "Chopin na 5 kontynentach" i "U źródeł muzyki Chopina" łączy osoba Marii Pomianowskiej. I nieortodoksyjne czy czołobitne podejście do muzyki kompozytora. Pierwsza z nich, jak łatwo się domyślić zawiera utwory Chopina przearanżowane na różne rodzaje muzyki etnicznej: jest Japonia, są Chiny, są Bałkany, jest Afryka, jest Mazowsze. Idea tych przekształceń jest prosta, Maria Pomianowska chciała pokazać, jak mogłaby wyglądać muzyka Chopina, gdyby żył dziś i mógł jeździć po całym świecie. Faktem jest, że każda z 14 tradycji muzycznych została potraktowana dość stereotypowo i bez zaskoczeń. To trochę zmniejsza przyjemność słuchania tego krążka, choć i tak jest on bardzo, no właśnie przyjemny.

Dużo lepiej prezentuje się druga płyta. To też Chopin w innych wersjach niż zwykle. Jednak zamiast podóży po całym świecie, Maria Pomianowska z Zespołem Polskim stara się przełożyć utwory Chopina na język polskiego folku, z którego przecież bardzo korzystał w swojej twórczości. Różne mazurki są uzupełnione muzyką tradycyjną i na nią stylizowaną. Z tym programem Pomianowska jeździ po świecie od 1995 roku i wszędzie ponoć robi furorę. Ale to nic dziwnego, Chopin w tych aranżacjach nabiera aury tajemniczości i swoistej egzotyki, a to zawsze ciekawi i się podoba. Mnie również

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza