środa, 7 września 2011

11 płyt na pół roku

Wiem, skończył się trzeci kwartał, a ja robię dopiero podsumowanie półrocza. Koncerty i EPki w drodze. Czas na płyty.

Na UM! pojawiło się podsumowanie redakcyjne, ale jego wynik w żaden (no, prawie żaden) nie pokrywa się z moimi wyborami. Jestem w mniejszości, dlatego tutaj umieszczam swój własny, jak najbardziej prywatny ranking.

Świat:

6. Funeral Party - "Funeral Party"
Na początku była tutaj płyta Williama Elliotta Whitmore'a, ale uświadomiłem sobie, że wyszła już w lipcu. Dlatego szybko podmieniłem ją na debiut Funeral Party. Ta płyta zassała mnie jak debiut Japandroids. Z dokładnie tych samych powodów. Niczym nie skrępowane, szczeniackie granie. Różnice są dwie: to dance punk (taki circa 2003) i są z Kalifornii. Nie mogę się od niej uwolnić

5. Foo Fighters - "Wasting Light"
Ameryki nie odkryli, ale to 12 najlepszych piosenek Grohla w jego karierze. Przebił nawet fenomenalną "In Your Honor" i zatarł złe wrażenie po "Echoes Silence Patience & Grace"

4. Fucked Up - "David Comes to Life"
No co ja tu mogę napisać. Opus magnum tego zespołu. Jeśli kiedykolwiek nagrają coś lepszego, będą równi bogom. Jak na razie "rockowa" płyta roku.

3. PJ Harvey - "Let England Shake"
Polly Jean długo przewodziła stawce. Myślałem, że zostanie tak do końca roku, bo Polly nagrała jedną z najlepszych płyt w swojej karierze. Pierwszy raz tak odważnie wypowiedziała się o polityce. I co najważniejsze, zrobiła to bez odrobiny śmieszności, czy ideologicznego bełkotu, który często dotyka artystów zaangażowanych. Panna Harvey zamiast na propagandę postawiła na historie i obrazy. Muzycznie, do czego już wszystkich przyzwyczaiła, zrobiła kolejną woltę, choć pozostała dość blisko "White Chalk". Uwielbiam.

2. A Hawk and a Hacksaw - "Cervantine"
Zagrać muzykę z Bałkanów lepiej niż ich mieszkańcy? Dozgonny szacunek. Ta płyta jest doskonale brawurowa i nostalgiczna, a głos Stephanie Hladowski jest naprawdę anielski. Jeszcze bardziej żałuję, że nie byłem na zeszłorocznym OFFie.

1. Bombino - "Agadez"
Nie czekałem na tę płytę, ciągle myślałem, że Bombino ma status zaginionego. Znalazł się w Burkina Faso. Po resztę tej fascynującej historii odsyłam tu. Płyta nagrana w profesjonalnym studiu, uwypukla melodyczny geniusz Omary, ale klarowna produkcja odziera tę muzykę z aury tajemniczości, którą miała na płycie wydanej dla Sublime Freqencies. Mimo tego, lepszej płyty z tego roku nie słyszałem.


Polska:

5. Elvis Deluxe - "Favourite State of Mind"
Nic wielkiego w sumie, Elvisy nadal kroczą ścieżką wytyczoną przez Kyuss, ale robią z to takim wdziękiem i dystansem oraz dorzucają trochę niczym nieskrępowanej punkowości, ze kupuję bez żadnego problemu.

4. Muzyka Końca Lata - "PKP Anielina"


3. Ten Typ Mes - "Kandydaci na szaleńców"
No świetne rapsy, choć Mes głupio postąpił wybierając na pierwszego singla "Otwarcie", bo na płycie nie ma nic lepszego, potem wszystko porównywałem do tego doskonałego kawałka.

2. Baaba Kulka - "Baaba Kulka"
Strasznie mi głupio, że nie napisałem ich recenzji do UM! Na pewno pojawią się w ostatkach, bo to zbyt dobra płyta, by ją tam przemilczeć. Czemu jest taka dobra? Bo to niczym nieskrępowana zabawa konwencją. Baaba i Gaba wzięli na warsztat hity Iron Maiden i zrobili z nich hity dla każdego. Dla mnie, dla ciebie i dla twojej mamy.

1. Pablopavo i Ludziki - "10 piosenek"
To bardzo warszawska płyta, ale to tylko jedna z jej wielu zalet. Pawłowi i jego zespołowi udało się znaleźć własny, niepodrabialny styl, który nie mieści się w ramach żadnego konkretnego gatunku. Z reggae wzięli pulsację, z hiphopu rytmy i poetykę, którą również zaczerpnęli z miejskiego folku. Jest też trochę rocka. Prawdziwie warszawski melanż gatunków. I nie zapominajmy o naprawdę wyśmienitych tekstach



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza