wtorek, 5 lipca 2011

Mokra Euharmonia

1. Pogoda pokrzyżowała mi plany. Chciałem iść na wszystkie koncerty, w końcu byłem tylko na trzech.

2. Szumnie zapowiadane międzyzespołowe kolaboracje zawiodły. Nie, nie chodzi o to, że były nieudane, ale dwie piosenki w sytuacji, gdy można było się spodziewać całego wspólnego koncertu to trochę żal.

3. Te kolaboracje wyglądały tak, że najpierw przez czterdzieści minut grał jeden wykonawca, potem gość wchodził na dwie piosenki, a potem rozpoczynał swój koncert. Słabo. Kapela i Hedningarna zagrali nowe utwory, a Gooral i Mahala Rai Banda postanowili poprzerabiać swoje piosenki. I paradoksalnie to drugie rozwiązanie wyszło lepiej, bo Kapela i Szwedzi są stylistycznie zbyt blisko, by zaskoczyć, a połączenie góralszczyzny, elektroniki, cyganerii i muzyki bałkańskiej wyszło naprawdę egzotycznie i porywająco.

4. To przede wszystkim zasługa Rumunów, których koncert był zdecydowanie najlepszy w piątek. Porywający, taneczny, szołmeński. I te piękne brzmienie dęciaków. No miód, malina.

5. Świetnie wypadł też Cukunft z muzykami Balkan Beat. To była prawdziwa kolaboracja, z zespołem Rogińskiego wystąpiła sekcja dęta BBB. Przez cały koncert. Przygotowali specjalny repertuar. O to właśnie chodziło, ale nikt tego nie ogłaszał w taki sposób.

6. Koncert Kapeli wypadł świetnie, ale Szajkowski mógłby sobie chociaż tutaj darować lewackie przemowy. Za to zaproszenie Nasty Niakrasavej z Białorusi to bardzo miły gest.

7. Hedningarna mnie rozczarowała, a tak na nich czekałem. Spodziewałem się czegoś zupełnie innego, ale to dlatego, ze dawno straciłem z nimi kontakt.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza