W Czasie Kultury opisuję misję Ostinato Records. Na Le Guess Who? pojawi się Vik Sohonie, założyciel labelu oraz Ano Nobo Quartet i Noori & His Dorpa Band i to jest przyczynek do tekstu.
Szukaj na tym blogu
piątek, 23 września 2022
Głos Globalnego Południa
wtorek, 15 marca 2022
Rokia Koné śpiewa dla całego świata
Ona – ukochana gwiazda malijskiej muzyki, Róża Bamako. On – doświadczony producent, współpracujący z największymi, ale szukający nowych, odświeżających wyzwań. Połączył ich przypadek. No i pandemia.
W Radiowym Centrum Kultury Ludowej piszę o wspólnym albumie Rokii Kone i Jacknife Lee.
poniedziałek, 17 stycznia 2022
Wejście ducha w człowieka
JuJu Sounds to przedsięwzięcie, któremu kibicuję od samego początku. Jeszcze przed wydaniem fenomenalnej kasety Mono Egypt słuchałem nagrań i czytałem opowieści pojawiające się na stronie Luki Kumora. Zar: Songs for the Spirits potężna, bo dwupłytowa kompilacja jest chyba jeszcze wspanialsza, a zaraz (mam nadzieję) wyjdą jego nagrania z maloya i segą z Maskarenów. Porozmawialiśmy sobie z Luką dwukrotnie, po godzinie. Wyszło z tego 25 minut czytania w Dwutygodniku.
środa, 16 czerwca 2021
Na obrzeżach x Radio Kapitał 16 VI 2021
Anthony Joseph w Afrykańskich korzeniach UFO tworzy świat deliryczny, afrokaraibski, afrofuturystyczny, astrodystopijny. W muzyce z Mali, Nigru. Konga-Kinszasy, Ugandy i Haiti szukam tych jakości i sprawdzam, jak brzmi kosmiczna afrykańska muzyka
1. Luka Productions - Allah Be
2. L'Orchestre Kanaga de Mopti - Kulukutu
3. Mamman Sani - Taaritt
4. Hama - Khoumeissa
5. Konono n1 - Guiyome
6. Chouk Bwa & The Angstromers - Fidelite
7. Rey Sapienz & the Congo Techno Ensemble - Eza Makambo
8. Zazou Bikaye - Kabe
9. Mamman Sani - Gosi
wtorek, 25 maja 2021
Tak wygląda przyszłość rocka
środa, 10 lutego 2021
Na obrzeżach x Radio Kapitał 10 II 2021
Gitara, kologo i oud - trzy instrumenty, spokrewnione ze sobą. Między nimi keyboard Casio. Mali, Ghana, Tanzania, Egipt. Nowości, klasyki, muzyka przedmieść i elegie dla zniszczonych miast. Płacz za utraconym pokoleniem, biedni i uchodźcy to też ludzie, a co może zrobić mężczyzna, z pewnością lepiej zrobi kobieta. O co chodzi? Nie bójcie się, wszystko wytłumaczyłem.
1. Nahawa Doumbia - Foliwilen (Kanawa)
2. Nahawa Doumbia - Danaya (à Sidi Konaté Pour Toujours) (La Grande Cantatrice Malienne Vol. 3)
3. Alostmen - Kologo (Kologo)
4. King Ayisoba - 1000 Can Die (1000 Can Die)
5. Ayuune Sule - What a Man Can Do, Woman Can Do More Better (We Have One Destiny)
6. Alostmen - Minus Me (Kologo)
7. Jamaica Mnanda - Masikini Naye Mtu (The Poor Are Also People)
8. Natik Awayez - Modonen 'Egaf' مدن عجاف (Barren Cities) (Manbarani)
środa, 18 listopada 2020
Na obrzeżach x Radio Kapitał 18 XI 2020
Niger jak bumerang rozciąga się po Zachodniej Afryce. Zaczyna swój bieg w Gwinei, kończy w Nigerii, w rozległej delcie. Niger jest szlakiem handlowym, migracyjnym, cudem natury, jednym stabilnym źródłem wody na Sahelu. Po drodze do ujścia mija wielkie metropolie, legendarne miasta, których nazwy przywodzą o dreszcze ekscytacji, małe, ale żywotne miasteczka. Posłuchaliśmy muzyków, którzy mieszkają właśnie nad tą "rzeką rzek", mają nam dużo do powiedzenia.
wtorek, 21 lipca 2020
Na obrzeżach x Radio Kapitał 15 VII 2020
Rok na antenie minął (prawie) jak jeden dzień. Pierwsza audycja w nowym terminie (co druga środa o 19) i nowym roku jest bardzo do pierwszej audycji w ogóle - znów sama muzyka.
Może wypada jakoś ten pierwszy rok i 26 odcinków podsumować. Nie stawiałem sobie żadnych celów, ale i tak (a może właśnie dlatego) jestem zadowolony z tego, jak rozwija się audycja. Udało mi się porozmawiać z Mackiem Okraszewskim z Działu Zagranicznego podczas jedynej audycji na żywo i z tego wywiadu jestem naprawdę dumny. Podobnie z radiowej premiery dwóch fragmentów II Tropical Soldiers in Paradise. Nie sprawdzałem statystyk zbyt często, ale audycji słucha więcej osób niż się spodziewałem. To fajnie.
W środę słuchaliśmy takich rzeczy:
1. Bananagun - People Talk too Much (The True Story of Bananagun)
2. Bananagun - Out of Reach (The True Story of Bananagun)
3. Cucoma Combo - JJD (Cucoma Combo)
4. Pedro Lima - Maguidala (Maguidala)
5. General Franco Lee Ezute And His Harmony International Band - Onye Kata-Obia (Onye Kata-Obia)
6. Gold Codes - Feverfew (Gold Codes)
7. Nihiloxica - Salongo (Kaloli)
8. Moulay Ahmed El Hassani - Dnya Yakhlik (Atlas Electric)
poniedziałek, 15 czerwca 2020
Na obrzeżach x Radio Kapitał 9 VI 2020
![]() |
10 tysięcy kilometrów po Afryce - tyle mniej więcej zrobiliśmy w ostatniej audycji. Od Malawi przez Dżibuti po Mali. 10 tysięcy kilometrów - to tyle ile z Warszawy do Władywostoku. Posłuchamy różnych stylów, rytmów i epok. Bo Afryka to nie monolit, ale fascynujący, złożony i różnorodny kontynent. Sama muzyka, bez zbędnych słów.
środa, 13 maja 2020
Na obrzeżach x Radio Kapitał 12 V 2020
Całą godzinę spędziliśmy w tropikach - tych prawdziwych, i tych wyimaginowanych. W programie: jazzy z Dżibuti, Karaiby i Indochiny w Paryżu, premierowe Basy Tropikalne z Tanzanii, etiopska klasyka, słoneczna Szwecja, polsko-malawijsko-rwandyjsko-tanzańska współpraca ponad podziałami (wydana wspólnymi siłami 1000Hz i Mik Musik) oraz prawdziwy rarytasik - absolutna premiera dwóch kawałków kotów z Tropical Soldiers In Paradise.
1. Daniel Ögren - Hjälmarsfjorden (Fastingen-92)
2. Tropical Soldiers in Paradise - Chinatown (II)
3. Phat Dat - Trust in Me (Culture Shock)
4. Phat Dat - The Wish to Cry (Culture Shock)
5. Groupe RTD - Raga Kaan Ka’Eegtow (The Dancing Devils of Djibouti)
6. Hailu Mergia & Walias Band - Lomi Tera-tera (Tche Belew)
7. Wild/Life - Motho (Smoke & Burn / Motho)
8. Mario Swagga & Dj Silila - Usinichukulie Poa (Don't Take Me For Granted) (Mapenzi Digital)
9. Mario Swagga & Dj Silila - Kibampani (COQUNGELI)
10. Cléa Vincent - Poupée canapé (Tropi-Cléa 2)
11. Tropical Soldiers in Paradise - Delta (II)
wtorek, 15 października 2019
Na obrzeżach x Radio Kapitał 15 X 2019
Nie mam głowy do dat i rocznic. Dzisiaj były urodziny Feli Kutiego, 81, a ja dowiedziałem się o nich dopiero po nagraniu audycji. Tak sobie krążyłem po Afryce Zachodniej, ale do Nigerii nie dotarłem dzisiaj. Zaczęliśmy jednak we Włoszech. Coś jest w tym kraju, w tym powietrzu, że Włosi bardzo dobrze rozumieją muzykę afrykańską i latynoską.
1. Gabriele Poso - Black Sand (Batik)
2. Pat Thomas & Kwashibu Area Band - Obi Nfreno (Obiaa!)
3. Pat Thomas & Kwashibu Area Band - Onfa Nkosi Hwee (Obiaa!)
4. Le Mystere Jazz de Tomboctou - Leli (Le Mystere Jazz de Tomboctou)
5. L'Orchestre Kanaga de Mopti - Sory Bamba (L'Orchestre Kanaga de Mopti)
6. Guelewar - Sama Yaye Demna N'Darr (Sama Yaye Demna N'Darr)
7. Baba Commandant & the Mandingo Band - Siguissi (Siri Ka Bele)
Tekst, o którym mówię w audycji, znajdziecie tutaj.
niedziela, 15 września 2019
70% arabiki 30% robusty
Takie odkrycia lubię najbardziej. Niespodziewane. Ot. dostałem informację, że jedna z wielu wytwórni, które obserwuję na Bandcampie, wydała nową płytę. Już okładka jest intrygująca. Jak się okazuje muzyka również.
Za Cucoma Combo stoi Marco Zanotti, włoski perkusista, który na muzyce latynoskiej i zachodnioafrykańskiej zna się, jak mało kto. Lista projektów, które był zaangażowany jest prawie tak bogata, jak Huberta Zemlera. W tym miejscu wystarczy wspomnieć Orchestra Classica Afrobeat kameralny ansambl reinterpretujący chociażby Regard Sur Le Passe gwinejskiej Bembeya Jazz National, jedną z najważniejszych afrykańskich płyt lat 70. (sam zresztą pisałem o niej dawno temu przy okazji tekstu o rządowych orkiestrach w Afryce Zachodniej).
Cucoma to dialektalna nazwa okładkowej kawiarki. Bo muzyka zespołu, łącząca Afrykę i Amerykę Południową, jest jak mieszanka kawy, która pochodzi z tych dwóch regionów, tak piszą sami. Że wysyłają w świat przesłanie jedności, tolerancji i równości. Trochę to pretensjonalne, ale co zrobić, skoro to prawda. Zanotti miesza highlife, juju, afrobeat, cumbię, soukous, sambę, maloyę w idealnych proporcjach. Wyciąga co z nich najlepsze i najbardziej charakterystyczne, razem z chóralnymi zaśpiewami, nerwowym rytmem, przycinaną gitarą, akcentami dęciaków. Jest tu wszystko, co lubię najbardziej. A humanistyczne przesłanie dosłownie pojawia się w Passa Passa, moim ulubionym fragmencie albumu w postaci czytanej Deklaracji Praw Człowieka. W ramach bonusów na kompakcie i wersji cyfrowej Zanotti z kolegami i koleżankami reinterpretują Kaa Ye Oyai Hedzoleh Soundz i JJD Feli Kutiego, żeby jeszcze bardziej podkreślić, żę na takim graniu się znają i nawet starcie z klasykami jest im niegroźne.
Słoneczna to płyta. Taneczna też, trudno usiedzieć przy niej w miejscu. Radosna, chwytająca życie pełnymi garściami, celebrująca drobne przyjemności. Wypływa z doświadczeń Zanottiego, jego podróży. Podobno pierwsze szkice powstawały na kalimbie i mbirze, spokrewnionych, przenośnych metalofonach. Mieszczą się do plecaka, można je wszędzie ze sobą zabrać. Jak tę kawiarkę.
środa, 7 sierpnia 2019
Na obrzeżach x Radio Kapitał 06 VIII 2019
![]() |
| Rzadki moment, kiedy Makaveli stoi w miejscu |
Aż chciałoby się napisać "raz, raz, raz - próba mikrofonu". Wszystko dojechało, przemówiłem do was, ale - wiadomo - przez to zrobiło się mniej miejsca na muzykę. Wróciłem z OFFa, zabieram się za pisanie relacji i spisywanie wywiadów, z sześciu zaplanowanych udało się zrobić dwa. Porozmawiałem z Boogarins i Juanem Wautersem. Z tymi pierwszymi krócej, bo zrobiła się do nich kolejka dziennikarzy, z tym drugim dłużej. Efekty, mam nadzieję, już niedługo. O najlepszych koncertach tegorocznej edycji opowiadam trochę w audycji.
1. Cucoma Combo - Passa Passa (Cucoma Combo)
2. Bamba Pana & Makaveli - Linga Linga (Poaa)
3. Bamba Pana - Biti Six (Poaa)
4. Jako Maron - Maloya Valsé chok 1 (The electro Maloya experiments of Jako Maron)
5. Boogarins - Sombra ou Dúvida (Sombrou Dúvida)
6. Susso - Son Kunda (Keira)
7. iZem - Water (Hafa)
8. KOKOKO! - Zala Mayele (Fongola)
9. Javva - Sentinel (Balance of Decay)
piątek, 23 listopada 2018
Muzyka z "pomiędzy"
Żyjących na marginesie chłopaków poznał prowadzący w Mzuzu badania terenowe dr Piotr Cichocki. Spotkanie z nimi nakłoniło go założenia labelu 1000Hz i wydawania muzyki, którą poznawał podczas swojej pracy naukowej. O tym, dlaczego wybrał Malawi, jako teren swoich badań, o społecznych i religijnych aspektach wykonywania i słuchania muzyki opowiedział mi w wywiadzie, który możecie przeczytać w Dwutygodniku (pod świetnym tytułem "600 uderzeń na minutę").
Cichocki opowiedział mi także o swojej pracy z Tonga Boys. O ile ich pierwsza płyta to w zasadzie nagranie terenowe, nieedytowane, tak Vindodo można nazwać pierwszym, prawdziwym albumem Tonga Boys. Może jeszcze nie studyjnym, ale z pewnością nie jest to nagranie etnograficzne, bowiem w przestrzeń wchodzi jak najbardziej zachodnia elektronika. Na prośbę członków zespołu ubarwił ich kompozycje nienachalnymi, ale bardzo sugestywnymi syntezatorowymi plamami i syntetycznym rytmem. Do pomocy zaprosił Wojtka Kucharczyka i Czarnego Latawca, każdy z nich dodał coś od siebie do jednej piosenki.
W efekcie otrzymujemy jedną z najciekawszych tanecznych płyt roku, z jednej strony jednoznacznie przypisaną do regionu, ale z drugiej wyrywającą się z niego w przestrzeń, jak to określa sam Cichocki, pomiędzy. I to jest w niej najbardziej fascynujące - dodanie do niej warstwy elektroniki nadaje jej delikatnie klubowego sznytu i tylko podkreśla jej osobność.
Historia Tonga Boys przypomina trochę inny malawisjki zespół, Malawi Mouse Boys. To też społeczne wyrzutki, żyjący na skraju nędzy, nawet jak na warunki jednego z najbiedniejszych państw świata. Utrzymują się z przydrożnej sprzedaży grillowanych gryzoni (stąd nazwa). Ich też znalazł zachodni producent, Ian Brennan, i tak samo dał im wolną rękę, nie majstrował wiele przy ich oszczędnym, akustycznym gospel.
Najnowszy album Malawi Mouse Boys, Score for a Film About Malawi Without Music From Malawi radykalnie odchodzi od tego, co grali wcześniej. Nie wiem, w jak dużym stopniu jest to wpływ Brennana, ale chłopaki nagrali krótką, bo ledwie dwudziestotrzyminutową, w pełni eksperymentalną płytę. I tak samo jest ona przywiązana do ziemi, a jednocześnie oderwana od geograficznego kontekstu. Za pomocą tego, co jest pod ręką - własnoręcznie wytworzonych gitar, drutów, blach - Malawi Mouse Boys stworzyli muzykę, której nie powstydziłyby się Małe Instrumenty i bez problemu mogłaby się znaleźć w katalogu nieodżałowanej BDTA albo wyjść w jakiejś niszowej kasetowej wytwórni. Zaledwie w kilku momentach przywołują delikatne brzmienie, z którego są znani.
Dlatego, choć to muzyka fascynująca i obezwładniająca, nie dziwię się, że ostatecznie nie została wykorzystana w filmie, do którego została napisana.
Równie eksperymentalna jest ścieżka dźwiękowego do nowego filmu zrealizowanego przez Chrisa Kirkleya w Agadezie. Po tuareskiej interpretacji Purple Rain przyszedł czas na pierwszy tuareski psychodeliczny western.
Za oprawę muzyczną Zerzury odpowiada grający jedną z ról w filmie gitarzysta Ahmoudou Madassane. Składają się na nią przede wszystkim gitarowe impresje równie mocno zanurzone w tuareskiej tradycji, co w amerykańskich eksperymentalnych poszukiwaniach opartych na bluesie i folku z elementem noise'u. Tak, słychać echa Dead Man Neila Younga. Ponownie, nie wiem, na ile jest to wpływ Chrisa Kirkleya i amerykańskich muzyków, w tym Marisy Anderson, którzy pracowali z nim nad tą ścieżką dźwiękową.
Jaka by nie była przyczyna, Madassane nagrał bardzo odświeżającą płytę. Wyrwał się z okowów krepujących większość tuareskich gitarzystów - Tinariwen i poszukał własnego języka. Dźwięki gitary mieszają się z nagraniami terenowymi, dźwiękami Mooga. Madassane co i rusz zbliża się tradycji, by zaraz się od niej odbić w rejony bliższe wolnej improwizacji, czy nawet ambientowych plam.
Właśnie to balansowanie między geograficznym i kulturowym zakotwiczeniem a nieokreślonością łączy te trzy albumy.
piątek, 31 sierpnia 2018
Hakuna kulala, jak cudownie to brzmi?
Nie śpiewają tutaj ani surykatka, ani guziec. Nie ma też lwa, ale i tak warto się nimi zainteresować. I nie do końca cudownie brzmi, bo w suahili te dwa słowa oznaczają brak snu.
Hakuna kulala to - mam nadzieję, że tylko chwilowo - cyfrowa odnoga Nyege Nyege Tapes, ugandyjskiego kolektywu, zajmującego się muzyką na styku tradycji i elektroniki, jednej z najciekawszych afrykańskich inicjatyw ostatnich lat. Nyege Nyege prezentują najbardziej interesujące zjawiska i artystów ze Wschodniej Afryki, regionu stojącego w cieniu (poza Etiopią) Maghrebu i Afryki Zachodniej, jeśli chodzi o popularność na Zachodzie. I jak to pokazują dotychczasowe wydawnictwa Ugandyjczyków zupełnie niesłusznie. W ramach Hakuna Kulala skupiają się na najświeższej muzyce elektronicznej, wydając EPki i single. Na koncie mają pięć wydawnictw artystów z prawie wszystkich krajów regionu - Tanzanii, Ugandy, Kenii oraz Konga.
Rozpiętość gatunkowa jest równie imponująca - od futurystycznego rapu (niebędącego trapem) do paraplemiennych brzmień. Niezwykle ważne jest, że te na wskroś nowoczesne produkcje wchodzą w dialog z tradycją. Wykorzystują rytmy, wplatają sample starych nagrań, przetwarzają popularne gatunki, jak soukous. Trzeba im po prostu przyklasnąć, jak świetnie i naturalnie przychodzi im to działanie. Z czwórki dotychczasowych wydawnictw Hakuna Kulala największe wrażenie robią trzyutworowa EPka Kongijczyka Reya Sapienza, od której nazwę wzięła oficyna i dwie piosenki od Kenijczyka Alai K. ukrywającego się pod pseudonimem Disco Vumbi. Ten pierwszy w swoją basową muzykę i rap wszywa sample ze starych hitów, ten drugi od obszarów bliskich opisywanemu przeze mnie niedawno Raphaelowi Kariuki przechodzi do słonecznej, wręcz stereotypowej piosenki (opartej na śpiewie dzieci z podkampalskiej wioski). Dwie pozostałe EPki - Ndi Mukazi MC Yallah i Lasakaneku Slickbacka również warto poznać. Szczególnie tę drugą, połamaną, momentami wręcz noise’ową, ale cały czas klubową.
Bom Pana, jeden z bohaterów fenomenalnej składanki “Sound of Sisso” wydanej przez Nyege Nyege, przyjeżdża w październiku na Unsound. Mam nadzieję, że w kolejnych latach dołączą do niego także podopieczni Hakuna Kulala. Oraz, że zagoszczą również w obiegu klubowym, poza festiwalami.
środa, 20 września 2017
Między klubem a galerią
Nie widziałem Horse Lords na zeszłorocznym Unsoundzie, nie pojechałem na ich koncert na Jazz Jantar. Amerykanów zobaczyłem dopiero w kwietniu, w Krakowie, gdzie w klubie RE zagrali fenomenalny koncert, pełny afrykańskich polirytmów, zapętleń, transowości krautrocka i intensywności noise rocka. Po koncercie, gdy emocje opadły, porozmawialismy. Najpierw tylko z Owenem Gardnerem, z czasem stopniowo dołączyła reszta. Kwartet był wtedy chwilę przed wydaniem "Mixtape IV" której recenzję znajdziecie na końcu tekstu.
Kiedy i dlaczego zainteresowałeś się muzyką Afryki Zachodniej?
Owen Gardner (gitarzysta): Ponad 10 lat temu. Nie jestem w stanie powiedzieć, od czego się zaczęło. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy zaczynałem grę na gitarze, zacząłem grać na banjo. Banjo jest w zasadzie instrumentem afrykańskim i technika gry na nim zawdzięcza wiele technikom afrykańskim. Nie pamiętam, czy zauważyłem to od razu, ale zacząłem słuchać muzyki z Afryki i odnajdywać połączenia z muzyką amerykańską, studiować różne afrykańskie tradycje muzyczne.
Byłeś kiedyś w Afryce?
Owen: Nie, ale bardzo bym chciał ją kiedyś odwiedzić.
Masz swojego ulubionego afrykańskiego wykonawcę?
Owen: Nie jestem w stanie wymienić tylko jednego, ale jeśli rozmawiamy o żyjących osobach, uwielbiam Nourę Mint Syemali i jej męża Jeiche Ould Chighaly’ego. Pochodzą z Mauretanii, ale grają po całym świecie.
Znam ich, grali w Polsce kilka lat temu [od czasu naszej rozmowy zdążyli zagrać na OFF Festivalu - przyp. aut.].
Owen: On jest najlepszym gitarzystą, jakiego obecnie znam.
Dlaczego zacząłeś korzystać w swojej muzyce z mikrotonów?
Owen: Przed Horse Lords grałem w zespole Teeth Mountain. Graliśmy muzykę mikrotonalną, a ja grałem na wiolonczeli. Przyzwyczaiłem się do jej brzmienia i gładkości. W tym samym czasie porzuciłem gitarę, bo byłem sfrustrowany, że nie można grać na niej mikrotonami. W końcu dowiedziałem się, co trzeba zrobić, żeby wykorzystywać gitarę w muzyce mikrotonalnej i przebiłem nowe progi w swojej. To było w 2009 roku.
Wydaje mi się, że innym ważnym elementem waszej muzyki jest jazz.
Andrew Bernstein (saksofonista): Wszyscy słuchamy dużo jazzu w rozmaitych odmianach, przede wszystkim awangardowej i free, różnych eksperymentalnych rzeczy z lat 50. i 60. Jasne, mamy saksofon w składzie, co narzuca pewne łatwe skojarzenia, ale nie sądzę, żebyśmy kiedykolwiek myśleli o sobie, że jesteśmy zespołem jazzowym.
A za jaki się postrzegacie?
Andrew: Myślę, że postrzegamy się za… To znaczy, jesteśmy zespołem rockowym, bo mamy rockowe instrumentarium. Myślę, że jeśli chodzi o gatunek, postrzegamy siebie jako zespół rockowy, ale naszą muzykę można postrzegać bardziej jako współczesną muzykę komponowaną. Wyrośliśmy na idei grania muzyki z przyjaciółmi w garażu, więc to właśnie w tym środowisku czujemy najswobodniej, ale po drodze poszerzyliśmy swoje pole działania. Wiem, że to nie opisuje naszej muzyki, a bardziej to jak funkcjonujemy na rynku muzycznym. W Stanach jesteśmy częścią sceny DIY (Do-It-Yourself, sceny niezależnej) i noiserockowej.
Max Eilbacher (basista): Granica między jazzowym a rockowym zespołem jest dla nas niedookreśona. Często ją przekraczamy, bierzemy formy z obu gatunków i staramy się z nich zbudować coś nowego.
Czym jest awangarda?
Max: Wszystko, co przesuwa granice, zadaje nieoczywiste pytania i jest przyszłościowe.
Owen: Moim zdaniem każde brzmienie może być określone jako awangardowe.
Andrew: Awangarda to obalanie ustalonych rozpoznawalnych form. Tak myśleliśmy o naszym zespole od samego początku. Tak, to zespół rockowy, ale od momentu, w którym to powiedzieliśmy, możemy robić wszystkie rzeczy, które obalają stereotypy na temat zespołu rockowego. Jeśli postrzegalibyśmy się jako ansambl muzyki współczesnej, może i muzyka byłaby tak samo awangardowa, ale nie robilibyśmy tych samych rzeczy, bo one wynikają z myślenia “a co jeśli zespół rockowy zagra tak…”
Czy jeszcze będzie zespołem rockowym?
Owen: Myślę, że za rzadko mówi się o tym, jak bardzo “tradycyjne” gatunki są zideologizowane. Warto się z tym konfrontować i podważać ich założenia.
Skąd pomysł na granie na dwie perkusje?
Sam Haberman (perkusista): Kochamy polirytmie. Wydaje mi się, że podejście do czasu w muzyce afrykańskiej wręcz zaprasza do repetycji. Afrykańskie gatunki posługują się wzorami, którą być powtarzane i powtarzane. Za każdym razem, za każdym powtórzeniem odkrywają coś nowego, rozwijają się w czasie.
Andrew: Polirytmy mają wbudowany rozwój, tak jak to powiedział Sam. To, do czego dążymy, to sprawienie, że cztery instrumenty brzmią jednocześnie jak jeden i cztery jednocześnie. Zawsze inspirowała mnie muzyka afrykańska, rola improwizacji w tych tradycjach.
Skoro już wspomniałeś improwizację, czy to ważny element w Horse Lords?
Owen: Powiedziałbym, że bardziej improwizujemy poza zespołem.
Sam: Na pewno nasza muzyka wypływa z improwizacji, ale w zasadzie nie improwizujemy dużo jako zespół. Oczywiście, są wyjątki, jak na przykład partie solowe gitary i saksofonu. Jest wbudowany w naszą muzykę pewien stopień nieokreśloności - z braku lepszego słowa. Nie improwizujemy, ale też nie pewności, kiedy coś się wydarzy w piosence, albo co dokładnie ktoś gra w danym momencie. Poza mną, ja muszę być bardzo regularny, gdybym grał inne rytmy co wieczór, reszta wpadłaby w szał.
Andrew: Sam jest naszą gwiazdą.
Sam: Muszę być konsekwentny w swoim graniu.
Owen: Rozpłakałbym się, gdyby było inaczej.
Sam: Reszta ma dużo więcej wolności, mogą podążać, gdzie chcą, dopóki wracają do określonej strefy w odpowiednim czasie.
Andrew: Tak naprawdę jest bardzo mało złych dźwięków, które możesz zagrać w danym momencie. Staram się grać swoje partie za każdym razem trochę inaczej. Jak w życiu, nigdy nie robisz tego samego dwukrotnie. Nie wiem, czy można nazwać to improwizacją.
Sam: Lubimy tak pisać nasze piosenki, żeby nie dało się ich replikować jeden do jednego. Wyzwaniem jest próba zagrania ich tak, jak zostały nagrane, ale to nigdy się nie udaje.
Owen: Dzięki temu nie nudzą nam się.
Każdy z was jest multiinstrumentalistą. Jaki ma to wpływ na waszą twórczość?
Max: Ja w wolnym czasie zajmuję się muzyką elektroniczną i lubię bawić różnymi tembrami, różnymi kolorami brzmienia basu. Z pewnością mój styl gry na basie jest inspirowany moimi doświadczeniami z elektroniką.
Andrew: Ja też mam doświadczenie z muzyką elektroniczną i komponowaną. Gdy zaczynałem grać na saksofonie, traktowałem go jako kolejny generator dźwięku i myślałem, jak sprawić, żeby był nieodróżnialny od gitary Owena. Żeby nie brzmiało to jak saksofon i gitara grające jednocześnie, ale nowy, hybrydowy instrument. Z drugiej strony gram na perkusji, więc w moim podejściu do gry na saksofonie ważne są polirytmie z pozostałym instrumentami. Dlatego gram tak repetytywnie i opanowałem technikę pozwalającą na ciągłe granie, co też uwypukla moje zainteresowanie drone music. Tak wygląda moje doświadczenie jako multiinstrumentalisty.
Poza płytami wydajecie mikstejpy. Skąd taki pomysł?
Sam: W 2012 roku wybieraliśmy się na naszą pierwszą trasę i chcieliśmy mieć coś na sprzedaż. Mieliśmy trochę drobnych pomysłów, stwierdziliśmy, że zrobimy z nich kolaż. Podoba nam się myślenie z hiphopowego świata, gdzie mikstejp jest mniej dopracowanym materiałem, więc zdecydowaliśmy zrobić naszą własną wersję. Ta forma przypadła nam do gustu na tyle, że postanowiliśmy ją kontynuować, bo pozwala nam wykorzystać nawet najbardziej szalone pomysły. Nie musimy się martwić, czy do siebie pasują, czy produkcja jest odpowiednia.
Andrew: Ta intencja dotyczy też najnowszej taśmy. Co prawda, jedna strona to kompozycja Stay on It Juliusa Eastmana, do której bardzo się przyłożyliśmy, siedzieliśmy nad produkcją. Nie ma w niej żadnego chaosu. Natomiast strona B kasety to już utwór bliższy poprzednim mikstejpom - kolaż nagrań terenowych, elektroniki i nagrań w pełnym składzie.
Sam: Chcieliśmy oddać Eastmanowi sprawiedliwość, słuchaliśmy różnych wersji tego utworu, czytaliśmy o nim, podeszliśmy do tego najpoważniej jak się dało, staraliśmy się też, żeby to zabrzmiało jak najlepiej w naszej piwnicy, nagrane do kilku mikrofonów.
poniedziałek, 8 sierpnia 2016
"Niezach" na ratunek
![]() |
| Jambinai |
czwartek, 4 sierpnia 2016
10 koncertów OFF Festivalu, których nie wolno przegapić
piątek, 29 lipca 2016
Ocalić od zapomnienia
poniedziałek, 18 lipca 2016
Zapomniana rewolucja
T-Mobile Music, październik 2013




















