Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bandcamp. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bandcamp. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 września 2021

Jak najlepiej zacząć jesień?



Oczywiście wydając ciężko zarobione pieniądze na Bandcamp Friday.

Astigmatic wreszcie ogłosili preorder Zbliżenia Henryka Debicha. Jest to rzecz rozbujana, taneczna, wielka po prostu. Jeśli nie kupiliście jeszcze Other Voices/Other Votes Tonga Boys, Piotra Cichockiego i Martina Kaphukusi, zróbcie to natychmiast. Ile słuchowisk z Malawi słyszeliście? No właśnie, a to jest wyborne. A do tego jeszcze sprawcie sobie nowe BlackFace Family, też podopiecznych 1000Hz Records. Śliczne, ambientowe kołysanki na syntezator modularny nagrał Paweł Sulewski.


Wspieranie Canary RecordsOred Recordings i Sahel SoundsNaszych NagrańNagrań Somnabulicznych i 1000Hz to nie tylko przyjemność, ale i obowiązek, to już jednak powinniście wiedzieć.


piątek, 6 sierpnia 2021

A jednak nie ostatni



Mam nadzieję, że przez trzy miesiące od ostatniego bandcampowego piątku zaoszczędziliście trochę pieniędzy, bo wracają po przerwie i będą się powtarzać do końca roku. A skoro one wracają, to wraca i przewodnik. Poprzednie odcinki polecanek znajdziecie tu.

Zaczynamy od stałego punktu programu, czyli Les Disques Bongo Joe. Wcześniej ogłosili debiutancki album Amami i zaskakująco tradycyjne Meridian Brothers, dzisiaj dołożyli winylowe wydanie Futur Anterieur, kompilacji podsumowującej pięć lat działalności labelu. Tę ostatnią pozycję polecam najbardziej, podopieczni labelu kowerują utwory z różnych archiwalnych kompilacji wydawanych przez Bongo Joe. Turecki rock spotyka się z azerską gitarą, haitańskie voudou z maloyą... i jeszcze siedemnaście innych połączeń. Nyege Nyege atakują kolejną kompilacją wściekłego singeli, tym razem ze studia Pamoja oraz wznawiają kasetową kompilację L'Esprit de Nyege Nyege.

Tasos Stamou ostatnią część trylogii poświęconej tradycyjnej muzyce Grecji wydał co prawda na początku roku, ale to zbyt dobra rzecz, żeby ją przegapić. Cypryjczycy z Monsieur Doumani swój piąty album wydają we wrześniu w Glitterbeat, zapowiada się lepiej niż dobrze. O czwartym, wydanym z zaskoczenia albumie Altin Gun już pisałem tutaj, ale przypominania nigdy dość. Tym bardziej, że wszystkie przychody idą na ratowania planety. A jeśli lubicie szmatki (ja lubię), wrzucili nowe wzory koszulek.

Na winyle trzeba czekać coraz dłużej, koszty przesyłki ze Stanów ciągle rosną, nic dziwnego, że pojawia się coraz więcej kaset i kompaktów. Arushi Jain wydała na kasecie przepiękne wieczorne ragi na syntezator modularny. W Chinabot wyszła kaseta We Are Strong ujgurskiej śpiewaczki Saadet Türköz i szwajcarskiego gitarzysty Beata Kellera. Jeśli lubicie eksperymenty w stylu nieodżałowanego Ghedalii Tazartersa, to pozycja dla was. Piotr Cichocki, Tonga Boys i Martin Kaphukusi nagrali wspólnie słuchowisko, koprodukcję 1000Hz i Szarej Renety. Wszystkie przychody ze sprzedaży kasety i cyfry idą prosto do Malawi. Brutality Garden prezentuje pierwszą kompilację swoich podopiecznych. Jak zawsze warto. Karl Records zapowiadają kolejne ambienty z Teheranu. Mondoj przerzucają się na kompakty, po Piętnastce wydają we wrześniu  ---__--___, duet Setha Grahama i More Eaze (a winyl i kaseta wychodzą w Orange Milk Records). Mają też piękne szmatki. Warm Winters mają na stanie ostatnie kaset Asemix, duetu More Eaze i mister lies, a do tego za tydzień wychodzą dronowe kompozycje islandzko-niemieckiego Minua.

Moo Latte na wrzesień zapowiada kolejne smakowite instrumentale, tureccy eksperymentatorzy z Konstrukt wypuszczają pod koniec miesiąca winyl z Thurstonem Moore'em (i można już go w całości odsłuchać. Rafał Samborski udostępnił bardzo miły soundtrack do gry o kotkach. KMRU (o którym napisałem spory artykuł do nadchodzącego Glissanda, premiera już niedługo) wypuścił pierwsze prawdziwie berlińskie nagrania.

Wspieranie Canary RecordsOred Recordings i Sahel SoundsNaszych NagrańNagrań Somnabulicznych i 1000Hz to nie tylko przyjemność, ale i obowiązek, to już jednak powinniście wiedzieć.


piątek, 2 kwietnia 2021

Zrób sobie (i artystom) prezent na święta

 

Ale ten czas leci... Bandcampowe piątki miały być tylko na chwilę, ale trwają już ponad rok. Poprzednie odcinki polecanek znajdziecie tu.

Bandcampowy piątek bez preorderu nowej płyty z Astigmatic Records to jak Wielkanoc bez jajek. Tym razem padło na trzeci w ciągu roku album Błota, Kwasy i Zasady, powinien jeszcze być. Kuba Ziołek na krótki moment wraca do Starej Rzeki, wyciągając wyśmienity koncert z Mauricio Takarą. Enjoy Life kontynuuje serię Miłość w czasach postkultury kasetą anatola.

Kuba Knera od jakiegoś czasu polecał mi De mòrt viva Sourdure, artysty, który w awangardowy (ale przystepny) sposób podchodzi do oksytańskiej tradycji. Dałem się przekonać, świetna rzecz. Polecam każdemu. Pandemia i brak koncertów służy nagraniowo nie tylko ekipie Astigmatic, Donald Madjid z The Mauskovic Dance Band czas z dala od sceny wykorzystał na nagrania syntezatorowo-pościelowego Pure Donzin, które momentami przypomina mi bardzo kosmiczne wycieczki Mammane Saniego. Antonis Antoniou z Trio Tekke i Monsieur Doumani podczas zesłorocznego lockdownu nagrał Kkismettin, portret miasta i wyspy podzielonego na pół

Bongo Joe świętują swoje piąte urodziny cyfrową kompilacją coverów utworów pochodzących z własnych muzycznych wykopalisk. I tak Derya Yildirim & Grup Simsek zabrali się za utwór Rustema Quliyeva, a The Angstromers za dorobek legendy maloyi, Alaina Peteresa. Włoski didżej i producent Khalab, od lat zajmujący się poszukiwaniami w obrębie muzyki afrykańskiej nowy album nagrał z tuareskimi uchodźcami w mauretańskim obozie. Koncertowy album zapowiadają Les Filles de Illighadad, pierwszy żeński tuareski zespół gitarowy. KMRU sięgnął w czeluście dysku i znalazł tam Logue.

Awesome Tapes from Africa zapowiadają reedycję pierwszego albumu Hailu Mergii i Walias Band. Wstyd nie wziąć. Podobnie wstyd nie zainteresować się nadchodząca płytą Arooj Aftab, łączącą Karaczi z Brooklynem. Born Bad Records przypominają mniej znane, elektroniczne nagrania Henriego Salvadora, artysty, który w swoim życiu grał chyba wszystko - od wczesnego jazzu, rock'n'rolla, chanson nouvelle po muzykę syntezatorową.

Wspieranie Canary RecordsOred Recordings i Sahel SoundsNaszych NagrańNagrań Somnabulicznych i 1000Hz to nie tylko przyjemność, ale i obowiązek, to już jednak powinniście wiedzieć.

piątek, 5 marca 2021

To znowu ten czas


Drugi w tym roku bandcampowy piątek wydaje się (przynajmniej w mojej muzycznej banieczce) skromniejszy, ale i tak jest co polecać. Poprzednie odcinki polecanek znajdziecie tu.

Zaczynamy od Astigmatic Records, którzy zapowiedzieli siedmiocalowy singiel zapowiadający debiut Jaubi. Na stronie B remiks zrobiony przez Gaslamp Killera. A skoro jesteśmy przy siódemkach, Batov Records wrzucił kolorowe wersje singli Satellites i Sababa 5, oba to funkowe, bliskowschodnie killery, ja bym brał. Mondoj rozpoczynają nową serię wydawniczą przepiękną, kojącą EP zaumne. Znam ją od dłuższego czasu, wiem, co mówię.

Jacek Mazurkiewicz i Norman Westberg nagrali jeszcze przed pandemią wspólną płytę, ale dopiero teraz ukazuje się w szwajcarskim labelu Hallow Ground, jest basowo-dronowo-kosmiczna, oderwana od problemów codzienności. Zupełnie nie dziwi kosmiczny tytuł. Jeśli wolicie coś podobnie transowego, ale bardziej ustrukturyzowanego, polecam gdański Sea Saw. T'ien Lai zmienili oblicze i idą w stronę Jamesa Ferraro, postinternetowego miszmaszu wszystkiego ze wszystkim (w tym samym kierunku zmierza  Kuba Ziołek solo). 

Dziewczyny z tangierskiego Taqbir w lutym zadebiutowały wściekłą, punkową czwórką, rozstrojoną, brudną, zbuntowaną. Trochę przywodzą na myśl debiutancką kasetę Perfect Pussy. Yunis, egipski producent elektroniki, z sampli buduje swoją suficką opowieść na Mulid El-Magnoun. Do swoich berberskich korzeni sięga Abel Ray z Marrakeszu. Na całość trzeba poczekać do czerwca, ale zapowiada się intrygująco. Sarah Haras na eksperymentalną elektronikę przekłada bahrańską muzykę khaleeji i doświadczenia mieszkania w tym kraju. Również w Chinabot wyszła kaseta indyjskiego tablisty ukrywajacego się pod nazwą Bamboo Mystics. Łączy na niej gamelan z new age'em i akustycznym ambientem. Mdou Moctar na maj zapowiada następcę Ilana: the Creator.

Już jakiś czas temu ukazała się ta reedycja nagrań Dudu Pukwany & the Spear, ale trafiłem na nią dopiero teraz. Absolutny must-have, Dudu był królem południowoafrykańskiego jazzu. Habibi Funk zapowiadają kompilację nagrań libańskiego gitarzysty i wokalisty, Rogera Fakhra; Buh Records przedstawiają postać Andresa Vargasa Pinedy, amazońskiego flecisty.

Wspieranie Canary RecordsOred Recordings i Sahel SoundsNaszych NagrańNagrań Somnabulicznych i 1000Hz to nie tylko przyjemność, ale i obowiązek, to już jednak powinniście wiedzieć.

piątek, 5 lutego 2021

A jednak nie ostatni



Pierwszy bandcampowy piątek w nowym roku, czas na tradycyjny przewodnik po premierach i ciekawych wydaniach. Poprzednie znajdziecie tutaj.

Zaczynamy od nadchodzącego nowego albumu indonezyjskiego duetu Senyawa, który ukaże się w kilkunastu wersjach przeznaczonych na lokalne rynki i w różnych formatach, bo decentralizacja jest według nich przyszłością dla zglobalizowanego świata. Każdy wydawca projektuje własną oprawę graficzną, wielu dorzuca albumy z remiksami. O kasetowej wersji Artetetra Records pisałem przy okazji poprzedniego piątku. Najładniej zapowiada się libańska wersja wydana przez Annihaya Records (a będą też remiksy), winyle ukażą się też w belgijskim Les albums Claus, brytyjskiej Phantom Limb, australijskiej Silent Army, berlińskim Klangkust Werk, hamburskim Dekoder. Dwie kasety (jedną z remiksami) i zestaw kart oferuje indonezyjska oficyna Soft/Brute,  a kompakty znajdziecie u Amerykanów z BAM Music, Tajów z Tenzenmen Music, Indonezyjczyków z Otakotor Records. Niestety, nie znalazłem polskiego wydania.

Astigmatic Records przygotowali singiel Henryka Debicha i łódzkiej Orkiestry Radia i Telewizji i repress "Letters to Komeda (oba jeszcze są). Ostinato Records przyspieszyli premierę kompilacji 4 Mars, jednej z orkiestr tamtejszych państwowych mediów. Analog Africa ogłosili repress fantastycznej kompilacji z funkiem z Togo i Ghany, a Habibi Funk pomagają w dystrybucji kompilacji z disco ormiańskiej diaspory. A jak jesteśmy już przy repressach - Night School wznawia Music for Ears Eli Orleans i Znayesh Yak Switłany Niano i Ołeksandra Jurczenki, ZZK Records - debiutu Son Rompe Pera, zespołu wykonującego cumbię z punkowym zacięciem.

Warto zaopatrzyć się w Śpiwle Piotra Damasiewicza, album wyszedł pod sam koniec roku i został niesłusznie pominięty w podsumowaniach, takiego korzennego, transowego jazzu potrzebowałem. Na skołatane pandemią nerwy polecam Nothing Much Happens Tomka Bednarczyka, to piękny, niespieszny ambient. Coastline Northern Cuts zapowiadają album wh0who, a wiecie, że to ostatnio jeden z moich ulubionych labeli, więc nie mogę nie polecić. Maciek Cieślak konsekwentnie wrzuca katalog My Shit in Your Coffe na bandcamp, ostatnio kompakt Niewolników Saturna. Bez ograniczeń gatunkowych gra Tamar Aphek, której kibicuję od czasów nieodżałowanej Caruselli, a jej solowy debiut All Bets Are Off stara się przywrócić do życia gitarowe granie. Najlepsze oksytańskie eksperymenty znajdziecie u Sourdure.

I to chyba na tyle, choć pewnie jeszcze kilka rzeczy przed jutrem tu dołożę. Wspieranie Canary RecordsOred Recordings i Sahel SoundsNaszych NagrańNagrań Somnabulicznych i 1000Hz to nie tylko przyjemność, ale i obowiązek, to już jednak powinniście wiedzieć.

piątek, 3 lipca 2020

To już ostatni taki piątek?



Wszystko wskazuje na to, że to już ostatni (przynajmniej na razie) Bandcamp Friday, czyli dzień, w którym Bandcamp zrzeka się swojej prowizji. Wartych uwagi premier jest jeszcze więcej niż zwykle.

Astigmatic Records i The Very Polish Cut Outs połączyli siły i razem z Polskim Radiem wydają zaginiony album Renaty Lewandowskiej sprzed ponad czterdziestu lat. Soul, Aretha Franklin, Janis Joplin, troche Opole, naprawdę warto. Po kasecie z zeszłego roku, muzyka Rüstəma Quliyeva, azerskiego wirtuoza gitary, doczekała się winylowego wydania, dzięki moim ulubionym Szwajcarom z Bongo Joe, którzy przygotowali też kolejną siedmiocalówkę, parującą Guess What z Porest, zespołem Marka Gergisa. Kuduro z karaibskiej Siant Lucii przygotowali Nyege Nyege (dorzucając przy okazji reedycje kilku wyprzedanych już kaset i winyli, w tym Jako Marona, o którym pisałem już na blogu). Death Is Not The End przypominają postać Aziza Baloucha, pakistańskiego muzyka, który po przeprowadzce do Hiszpanii, postanowił połączyć flamenco z muzyką suficką. Kilkadziesiąt niezależnych wytwórni bierze udział w akcji Independent Label Market i przygotowało specjalne pakiety, zniżki, limitowane wydawnictwa. Całość możecie sprawdzić tutaj, ja nie dałem rady, tyle tego. 

Cloud Nothings w kwarantannie nagrali cały album (który brzmi bardziej jak ich radosne początki), Deerhoof wygrzebali z archiwów koncert z Waadada Leo Smithem (wszystkie przychody zespół przekazuje na BLM). Ored Recordings wydali album Jrpej i jest to ich pierwsza studyjna produkcja, a nie nagranie terenowe. Jrpej grają post-tradycyjną muzykę czerkieską i już sam ten opis jest intrygujący (muzyka na szczęście również) TOPS przygotowali singiel z nowymi wersjami piosenek z ostatniej płyty, Evripidis & His Tragedies wypuścił dwie sekretne piosenki. Oba wydawnictwa są dostępne tylko i wyłącznie dzisiaj.

Z rzeczy, które wyszły niekoniecznie dzisiaj, swoje pieniądze warto wydać na drugą wspólną epkę Mohammada Rezy Mortazaviego i Burnta Friedmana, bo to po prostu przepiękna sprawa. We Want Sounds dają zniżkę 20% na wszystko (kod: wewantsounds), dużo dobra mają. Bardzo dobry tercet kaset wydali Pointless Geometry, chyba jeszcze im zostały. Debiut Bananagun to złoto (i na takim winylu można go od dzisiaj kupić). Chris Menist z The Paradise Bangkok Molam International Band w maju wydał bardzo ciekawy, elektroniczno-tropikalny debiut.

Wspieranie Canary RecordsOred Recordings i Sahel SoundsNaszych NagrańNagrań Somnabulicznych i 1000Hz (tym bardziej, że wydali w środę absolutnie fantastyczne nagrania z vimbuzą) to nie tylko przyjemność, ale i obowiązek, to już jednak powinniście wiedzieć.

piątek, 31 sierpnia 2018

Hakuna kulala, jak cudownie to brzmi?


Nie śpiewają tutaj ani surykatka, ani guziec. Nie ma też lwa, ale i tak warto się nimi zainteresować. I nie do końca cudownie brzmi, bo w suahili te dwa słowa oznaczają brak snu.

Hakuna kulala to - mam nadzieję, że tylko chwilowo - cyfrowa odnoga Nyege Nyege Tapes, ugandyjskiego kolektywu, zajmującego się muzyką na styku tradycji i elektroniki, jednej z najciekawszych afrykańskich inicjatyw ostatnich lat. Nyege Nyege prezentują najbardziej interesujące zjawiska i artystów ze Wschodniej Afryki, regionu stojącego w cieniu (poza Etiopią) Maghrebu i Afryki Zachodniej, jeśli chodzi o popularność na Zachodzie. I jak to pokazują dotychczasowe wydawnictwa Ugandyjczyków zupełnie niesłusznie. W ramach Hakuna Kulala skupiają się na najświeższej muzyce elektronicznej, wydając EPki i single. Na koncie mają pięć wydawnictw artystów z prawie wszystkich krajów regionu - Tanzanii, Ugandy, Kenii oraz Konga.

Rozpiętość gatunkowa jest równie imponująca - od futurystycznego rapu (niebędącego trapem) do paraplemiennych brzmień. Niezwykle ważne jest, że te na wskroś nowoczesne produkcje wchodzą w dialog z tradycją. Wykorzystują rytmy, wplatają sample starych nagrań, przetwarzają popularne gatunki, jak soukous. Trzeba im po prostu przyklasnąć, jak świetnie i naturalnie przychodzi im to działanie. Z czwórki dotychczasowych wydawnictw Hakuna Kulala największe wrażenie robią trzyutworowa EPka Kongijczyka Reya Sapienza, od której nazwę wzięła oficyna i dwie piosenki od Kenijczyka Alai K. ukrywającego się pod pseudonimem Disco Vumbi. Ten pierwszy w swoją basową muzykę i rap wszywa sample ze starych hitów, ten drugi od obszarów bliskich opisywanemu przeze mnie niedawno Raphaelowi Kariuki przechodzi do słonecznej, wręcz stereotypowej piosenki (opartej na śpiewie dzieci z podkampalskiej wioski). Dwie pozostałe EPki - Ndi Mukazi MC Yallah i Lasakaneku Slickbacka również warto poznać. Szczególnie tę drugą, połamaną, momentami wręcz noise’ową, ale cały czas klubową.

Bom Pana, jeden z bohaterów fenomenalnej składanki “Sound of Sisso” wydanej przez Nyege Nyege, przyjeżdża w październiku na Unsound. Mam nadzieję, że w kolejnych latach dołączą do niego także podopieczni Hakuna Kulala. Oraz, że zagoszczą również w obiegu klubowym, poza festiwalami.


środa, 27 maja 2015

Przeczesując Bandcamp #4

W dzisiejszym odcinku nieregularnego przeglądu Bandcampa polecam trzy płyty. Z Tuluzy, Oakland i Buenos Aires.

Cocanha - 5 cants polifonics a dançar

Kukania jest legendarną krainą wiecznej szczęśliwości pojawiającą się w langwedockich podaniach. Od niej nazwę zespołu zaczerpnęły trzy dziewczyny z Tuluzy. Tytuł ich debiutanckiej EPki mówi właściwie wszystko - to pięć polifonicznych piosenek do tańca. Tradycyjnych, z wyjątkiem Zinga Zanga. Zaaranżowanych bez żadnych fajerwerków. Choć dużo skromniejsze i w zasadzie inne w charakterze, przypominają mi jeden z moich ukochanych albumów, Marions les Roses.


Waterstrider - Nowhere Now

Czekałem na te płytę, odkąd tylko usłyszałem Redwood. Indie rock podbity Afryką - jestem zawsze na tak. Jednak album zespołu Nate'a Salmana nie jest taki oczywisty. Tak, Afryka (Zachodnia i Kongo) to ważne odniesienie i inspiracja, ale nie jedyne. Wysublimowane melodie przywodzą na myśl Vetiver, a falsetowy wokal Josh Klingohffera. Nowhere Now w swojej"lepkości" brzmienia i słoneczności lokują się bardzo blisko Gold Codes, jednej z mojej ulubionych zeszłorocznych płyt. Zresztą Waterstrider i Gold Codes są jak dwie strony medalu. Oba zespoły łącza Afrykę z indie i psychodelią, tworząc fantastyczne, złożone piosenki. I podobnie, jak debiut Brytyjczyków, Nowhere Now jest mocnym kandydatem do mojego podsumowania. (Album został usunięty z Bandcampa)



Sobrenadar - Tres

O Pauli Garcii ukrywającej się pod pseudonimem Sobrenadar pisałem już prawie dwa lata temu. Tres zbiera jej dotychczasowe wydawnictwa oraz prezentuje zupełnie nowy materiał. Zupełnie nowy nie znaczy jakiejkolwiek rewolucji. Sobrenadar nadal gra syntezatorowy, rozmyty dream pop, który nabiera dodatkowej miękkości dzięki eterycznemu wokalowi (i hiszpańskiemu). Idealna muzyka na lato (które może w tym roku nadejdzie).