Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Canary Records. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Canary Records. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 lipca 2016

Ocalić od zapomnienia



Lwia część zarejestrowanej kiedykolwiek muzyki nie została zdigitalizowana. Wiele z tych nagrań kurzy się w archiwach wytwórni, część istnieje tylko na pojedynczych egzemplarzach szelakowych czy winylowych płyt przetrzymywanych w sklepach ze starociami. Czeka je zapomnienie, gdy rozmagnesują się w końcu taśmy matki lub wylądują na śmietniku. Są ludzie, którzy postanowili do tego nie dopuścić.

W grudniu 2013 furorę zrobiła kompilacja Sonda. Muzyka z programu telewizyjnego. Pierwszy nakład rozszedł się jeszcze przed świętami, szykowane są dodatkowe tłoczenie i wersja winylowa. Albumu, który składa się z anonimowych utworów library music wyszperanych w Niemczech. Jednak dla wielu trzydziesto- i czterdziestolatków jest fascynującą podróżą w czasy dzieciństwa. Nostalgia to nie jedyny powód, dla którego podobne kompilacje stają się coraz popularniejsze. Równie ważna jest edukacja. W latach 60., 70. i 80. w Polsce powstawało wiele doskonałej muzyki, która - często nieopublikowana w postaci żadnego nośnika - przepadła. Zniknęła, a jest ważna i ciekawa. – mówi Michał Wilczyński, właściciel GAD Records, wydawcy Sondy.

Problemem najczęściej jest dostęp do dobrej jakości nagrań. Jak ognia unikamy przygotowywania kompaktowej reedycji płyty winylowej posługując się zgraniem muzyki wprost z winyla. Z tego powodu odpuściliśmy już niestety kilka projektów – przyznaje szef GAD Records. Podobnych skrupułów nie ma Ian Nagoski, prowadzący malutką oficynę Canary Records. Z prostego powodu, wydaje kompilacje nagrań pochodzących sprzed 70, 80, a nawet 100 lat. Istnieją jedynie na trzeszczących szelakowych płytach. Proces czyszczenia i digitalizacji wymaga sporo czasu i wysiłku. Niemniej, jak sam mówi, to bardzo satysfakcjonujące zajęcie. W swoim katalogu ma winylowe kompilacje muzyki imigrantów do Stanów Zjednoczonych. Z całego świata, od Polski po Daleki Wschód, choć najmocniej skupia się na byłych poddanych Imperium Osmańskiego, którym poświęcił cztery płyty. W mojej działalności największym problemem jest dostęp. Do nagrań, do opracowań, do jakichkolwiek materiałów źródłowych, ale to specyfika działki, jaką wybrałem – dodaje. Etnomuzykologiczne podejście prezentuje Dust-to-Digital Records, dla których Nagoski w 2007 roku wydał kompilację Black Mirror: Reflections in Global Musics. Ich wydawnictwa to bardziej książki z dołączonymi płytami, jak fantastyczna zeszłoroczna pozycja „Longing for the Past: The 78 rpm Era in Southeast Asia”.

Oprócz przekrojowych kompilacji, wytwórnie zajmujące się archiwalnymi nagraniami, coraz częściej decydują się na wydawanie reedycji zapomnianych i nieznanych w naszym kręgu kulturowym klasyków. Hiszpanie z Pharaway Sounds jako swoją specjalizację obrali Turcję i Iran, przypominając takich tuzów tamtejszej psychodelii, jak Erkin Koray, Ramesh, czy Selda. Po kilku latach funkcjonowania w blogosferze za reedycje zabrał się Brian Shimkovitz z Awesome Tapes from Africa. Czarny Ląd, jako kierunek poszukiwań wybrali także Holendrzy z Kindred Spirits, wydający big bandy z lat 70. Teranga Beat eksploruje scenę senegalską. Strawberry Rain zajmują się między innymi Azją Południowo-Wschodnią. I długo by jeszcze wymieniać, rynek, na którym funkcjonowało jeszcze niedawno kilkanaście wydawnictw, rozrasta się w szybkim tempie.

Nie tylko egzotyka jest w cenie. GAD Records skupia się na Europie Środkowo-Wschodniej, ma na koncie wydanie niepublikowanych wcześniej nagrań Jerzego Miliana, SBB, Klanu, czy czechosłowackiego Jazz Q. Finders Keepers - jedna z najważniejszych oficyn na rynku, założona przez Douga Shiptona i Andy'ego Votela - zaczęła swoją działalność od wznowienia albumu Jean-Claude’a Vanniera, francuskiego kompozytora. W swoim katalogu mają też kilka pozycji Andrzeja Korzyńskiego, trochę zapomnianego kompozytora muzyki filmowej, który najbardziej znany jest ze współpracy z Andrzejem Żuławskim. "Ludzi słuchających muzyki można podzielić na tych, którzy ograniczają się tylko do tej czynności i na tych, którzy szukają czegoś więcej, idą krok dalej, czytają spisy muzyków na płytach i tak dalej, sprawdzają wytwórnie. Nazwisko Korzyńskiego pojawiło się na kilku płytach, które lubimy, napisał muzykę do genialnego filmu Opętanie Żuławskiego. Andy Votel się z nim skontaktował i zaproponował wspólny projekt" – zdradza mi Shipton. Namówienie Korzyńskiego nie było problemem, a szperacze dostali nieograniczony dostęp do jego archiwów. Z tych poszukiwań powstały jak na razie dwie kompilacje niewydanych wcześniej nagrań i wydanie ścieżki dźwiękowej do Opętania. – Uderzyło nas, ze Korzyński był bardzo otwarty na nasze pomysły, w końcu nie tylko jest od nas sporo starszy, ale i pochodzi z innej kultury. A jednak nie było go trudno przekonać, że to, co robimy jest ok. Andrzej całkowicie nas wspiera, co daje nam kopa do dalszego działania. Na początku nie znaliśmy go zupełnie, a teraz mogę powiedzieć, że jesteśmy przyjaciółmi.

Nie zawsze jest tak łatwo. Znów oddajmy głos Shiptonowi. - Mieliśmy spore kłopoty z jednym indonezyjskim zespołem, ponieważ w ich kulturze wszystko musi być załatwiane twarzą w twarz i przypieczętowane uściskiem dłoni. Odmówili negocjacji w inny sposób, więc wybraliśmy się do nich. Inny ekstremalnie trudny przypadek to Vampires of Dartmoor. Jedyny ich członek, który żyje do dziś, nienawidzi przemysłu muzycznego do szpiku kości. Nie chciał z nami rozmawiać, w końcu wylicencjonowaliśmy jego nagrania od wytwórni, ale chcieliśmy się od niego dowiedzieć, kto wtedy grał w zespole. Często zaufanie, jakim muzyk obdarza podobne przedsięwzięcia, procentuje. Zupełnie nieznany poza rodzinnym Nigrem Mammane Sani, pionier tamtejszej muzyki elektronicznej, w tym roku zagra kilka koncertów w Europie dzięki wznowieniu jego debiutu La musique eletronique du Niger przez Sahel Sounds. Charanjit Singh, o którym krytycy mówią, że grał acid house w Bombaju dwa lata przed wynalezieniem tego gatunku w Detroit, w 2012 roku wyprzedał trasę po europejskich klubach i przygotowuje tournee po Ameryce. Najsłynniejszym muzykiem wyciągniętym z niebytu jest oczywiście Sixto Rodriguez, bohater filmu „Sugar Man”. Już kilka lat przed premierą obrazu, albumy Amerykanina wznowiła Light in the Attic, co spowodowało początek zainteresowania jego twórczością.

Właśnie ta możliwość przywrócenia zapomnianych muzyków choćby pamięci kolekcjonerów jest motorem działania większości podobnych wytwórni. Czasem się zastanawiam, jak to możliwe, ze niezwykle piękna muzyka, przynajmniej dla moich uszu, została zapomniana na 70, 80 lat. Jeśli mam możliwość ponownego jej odkrycia, robię to. To po prostu ważne. – mówi Nagoski. Nie uda się ocalić wszystkich nagrań, to pewne. Wiele z nich zostało utraconych bezpowrotnie. Tym bardziej warto raz na jakiś czas przerwać pogoń za nowościami i sprawdzić, jak brzmi przeszłość.

T-Mobile Music grudzień 2013

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Szukając korzeni


Najnowszy, trzeci numer Gazety Magnetofonowej poświęcony jest korzeniom. Czyli sporo folku, ale nie tylko. Znalazło się miejsce dla black metalu czy muzyki dawnej. 

O tej ostatniej rozmawiałem z Jackiem Urbaniakiem, dyrektorem artystycznym zespołu instrumentów dawnych Ars Nova, który w tym roku obchodzi trzydziestopięciolecie działalności. A dlaczego to zespół instrumentów, a nie muzyki dawnej, dowiecie się z wywiadu. Nie mogę przecież zdradzić wszystkiego. Krótko opisałem dwa zespoły z Warszawą w nazwie, które sięgają do dziedzictwa przedwojennej piosenki. To Combo Taneczne i Orkiestra Sentymentalna. Prawie równocześnie wydali swoje płyty i to było przyczynkiem do tego tekstu. Do muzyki przedwojennej współcześnie będę jeszcze wracał.

Wreszcie, wypuściłem się na poszukiwania najstarszej zachowanej polskiej muzyki w Ameryce. Niestety, nie udało mi się znaleźć informacji o nagraniach Polaków w Argentynie i Brazylii, lecz jedynie Stanach Zjednoczonych. Za to znów udało mi się porozmawiać z Ianem Nagoskim z mojej ukochanej oficyny Canary Records. Znów, bo poprzednio z Ianem mejlowałem przy okazji tekstu o muzycznych archiwistach dla T-Mobile Music. Dlatego, jeśli chcecie się dowiedzieć więcej o samej Canary, oraz dlaczego Ianowi należą się ordery i miliony monet, przeczytajcie i tekst, i zapis naszej poprzedniej konwersacji. Tym razem rozmawialiśmy tylko o polskich emigrantach.

Czy było Ci trudniej znajdować polskie nagrania niż greckie czy tureckie?

Zupełnie nie. Słowiańskie płyty można bardzo łatwo i bardzo tanio kupić. Prawie połowa mojej kolekcji nagrań imigrantów to muzyka słowiańska lub aszkenazyjska. Fala imigrantów z Europy Wschodniej na przełomie XIX i XX wieku była trzecią pod względem falą imigracji w historii Stanów Zjednoczonych i Ameryki Północnej. (Większe były jedynie irlandzka i niemiecka w XIX wieku). To był idealny moment na zarobek dla raczkującego przemysłu nagraniowego. Nie robiłem dokładnych obliczeń, ale nagrań słowiańskich jest około 10 razy więcej na rynku antykwarycznym niż bliskowschodnich.  Poza tym nagrania tureckie, greckie czy ormiańskie są bardzo poszukiwane przez kolekcjonerów w przeciwieństwie do muzyki słowiańskiej. 

Co w takim razie skłoniło Cię do wydania kompilacji jedynie z muzyką wschodnioeuropejską?

Podoba mi się ta muzyka i uważam, że za mało ludzi ją słyszało. Wiedziałem, że mało kto ją kupi, więc gdyby nie wsparcie Database of American Recorded Music, nie porwałbym się na wydanie Widow's Joy. Ostrzegałem ich, że nie sprzedadzą nakładu 1000 sztuk, ale i tak się zgodzili. Bardzo mnie to cieszy, bo chciałem przygotować taką kompilację od dłuższego czasu. 

Słyszę w tej muzyce szaloną radość, ale i delikatne wycofanie, które maskują bardziej skomplikowane uczucia. To z pewnością przyciągało mnie do tej muzyki. Poza tym to muzyka robotników, górników, hutników, a ona mnie niezwykle fascynuje. Te płyty można znaleźć w starych hutniczych miastach - Cleveland i Pittsburghu, które regularnie odwiedzam. Prawie nikt nie zwraca na nie uwagi, więc są tanie. Tanie i dobre - te cechy pojawiają się przy każdej historii, którą opowiadam.

Jaki był wpływ muzyki słowiańskiej na muzykę amerykańską?

Większy niż się o tym mówi. Ja wyrosłem na polkach Lawerence'a Welka regularnie puszczanych w telewizji. Polska jest popularna w stanach środkowoatlantyckich, gdzie się wychowałem i żyję do dziś. Co prawda, traktuje się ją protekcjonalnie i z pewnością nie jest cool. Można za to spotkać nagrania na każdym kroku. W pokoleniu wcześniejszym od mojego był na polkę bardzo duży popyt. Do dziś jest popularna chociażby w Teksasie. Ja słyszę te wpływy chociażby u Williego Nelsona.

To nie cała nasza rozmowa, więcej w kryjącym się pod piękną okładką czasopismem. Magnetofonowa jest już dostępna w Empikach i internecie


czwartek, 20 lutego 2014

To po prostu ważne

Na potrzeby tekstu "Ocalić od zapomnienia" wymieniłem kilka maili z Ianem Nagoskim, założycielem Canary Records, malutkiej wytwórni zajmującej się przede wszystkim kompilacjami nagrań z szelakowych płyt grających na 78 obrotów na minutę. Do niedawna dostępne były dostępne jedynie na winylach, teraz prawie cały katalog jest dostępny na bandcampie.

Dlaczego postanowiłeś założyć Canary Records?

W 2007 roku skompilowałem dla Dust-to-Digital "Black Mirror: Refelction in Global Musics". Miałem sklep płytowy i w jego ramach przygotowywałem mikstejpy na CD-rach, znałem już wtedy Mississippi Records, przede wszystkim Erica Isaacsona. Eric zasugerował, bym wydał u nich kontynuację "Black Mirror". Odpowiedziałem, że w zasadzie myślę o założeniu własnego labelu, ale niestety nie mam pieniędzy. Isaacson i jego wspólnik zgodzili się, żebym w ramach ich wytwórni miał własny imprint. Mam w nim prawie całkowitą wolność, oni zajmują się dystrybucją, projektami okładek i akceptują moje projekty. Za każdą kompilację dostaję od nich pieniądze. Ten układ działa bardzo dobrze do dziś. Muszę dodać, że z Erikiem współpracuje mi się świetnie, wydaliśmy 15 albumów w ciągu czterech lat, a do tej pory się nie spotkaliśmy osobiście.

Co jest najczęstszą przeszkodą w Twojej pracy?

Dostęp. Dostęp do materiałów źródłowych. Nagrań, informacji o nich, tłumaczeń (znam tylko angielski). Po czwartym albo piątym wydawnictwie Canary Records zacząłem sam digitalizować, czyścić z szumów i robić mastering nagrań. To bardzo żmudna i ciężka praca, ale jednocześnie niezwykle satysfakcjonująca. Sam piszę teksty do wkładek, czasem ktoś pomoże mi przy korekcie i tłumaczeniach.

Gdzie znajdujesz nagrania do swoich kompilacji?

Na pchlich targach, bazarach, targach staroci. W piwnicach i na strychach. Czasem ktoś mi sprezentuje płyty, to też ważne. Przeglądam internetowe aukcje, starając się upolować coś za niską cenę - rzeczy, które mogą być dobre, ale nikt inny ich nie kupi. Od czasu do czasu znajduję karton płyt w dobrym stanie za niewielką cenę w sklepie.

Zawsze pracuję nad kilkoma projektami naraz. Zbieram nagrania, staram się je jakoś usystematyzować, rozpuszczam wici wśród znajomych, że potrzebuję takich a takich płyt, by uzupełnić projekt. Często znajduje się ktoś, kto mi je użyczy.

Czy strona prawna jest problemem?

Ani mniej, ani bardziej niż w przypadku każdego innego niezależnego wydawcy podobnych kompilacji nieznanych, czy zapomnianych nagrań z początków XX wieku. Wszyscy znajdujemy się trochę poza zasięgiem wzroku drakońskiego prawa autorskiego. Mam nadzieję, że jesteś świadom, że w świetle amerykańskiego prawa żadne nagranie nie przechodzi do domeny publicznej. Możemy jednak wydawać te kompilacje, ponieważ nadal działa instytucja dzieła "osieroconego".

Dlaczego w swojej działalności wydawniczej skupiasz się na nieanglojęzycznej muzyce nagranej w USA?

Przede wszystkim dlatego, że mieszkam i pracuję w Stanach. Większość nagrań, które spotykam na swojej drodze, czy to za sprawa ślepego trafu, czy jakiejś opatrzności jest mdła, banalna - i po angielsku, i w innych językach. Wiele jest niezłych, ale wpisują się w historie, które zostały już dawno opowiedziane lub pasują do jakiegoś większego narratywu w historii muzyki. Jednak te, którymi się zajmuję, przez lata pozostawały w cieniu. Opowieści, które nie zostały opowiedziane w odpowiedni sposób albo w ogóle to historie i muzyka imigrantów. Spektakularne lub przynajmniej niezwykle dobre nagrania, które z jakiegoś powodu były ignorowane przez pokolenia kolekcjonerów.

Wreszcie, interesujące jest pytanie, dlaczego pewne rzeczy zostały zapamiętane, a inne nie? Dlaczego? Czasem się zastanawiam, jak to możliwe, że niezwykle piękna muzyka, przynajmniej dla moich uszu, została zapomniana na 70, 80 lat. Jeśli mam możliwość ponownego jej odkrycia, robię to, czuję się za nią odpowiedzialny. To po prostu ważne.