Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egipt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egipt. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 lipca 2022

Inny Egipt


To nie jest nowy pomysł - prowadzenie dialogu ze starymi nagraniami i budowanie wokół nich własnych kompozycji. W świecie arabskim zajmuje się tym chociażby Jerusalem in My Heart czy Raed Yassin, u nas podobną ścieżką idzie Polmuz Michała Fetlera za bazę biorący szelakowe płyty z muzyką wielkopolską wydawane na rynku niemieckim czy składający hołd warszawskim kantorom DJ Lenar. Nancy Mounir na tym tle wydaje się typowa jak i wyjątkowa.

Debiutancki album tej aleksandryjskiej kompozytorki zaczyna się niczym kolejne wydawnictwo Canary Records. Ukryty za trzeszczącym szelakiem głos. Pojawiające się po chwili instrumenty już tak nie trzeszczą. Tam, gdzie czas zatarł dźwięki wkracza Mounir, budując wokół ocalałego nagrania wielogłosowe, rozbudowane aranżacyjnie kompozycje. Głos śpiewaków i śpiewaczek sprzed wieku nie jest dla niej źródłem sampli, nie jest materiałem wyjściowym do całkowicie autonomicznych kompozycji. Nancy pracuje z nagraniami, jakby byli to żywi wykonawcy, materiał źródłowy zostawia prawie nietknięty. Jednocześnie nie stara się odtwarzać pierwotnych aranżacji, choć wiernie podąża za klasyczną muzyką arabską początków XX wieku, za rozwiązaniami stosowanymi chociażby przez Mohammeda Abdela Wahaba czy Farida Al-atrasza. Wybrzmiewają sekcje smyczków, kanuny, bębny obręczowe, udy, akordeon, theremin. Na większości z nich zagrała sama Mounir. Gdzieniegdzie dogrywa swój głos, harmonizuje zwykle monofoniczne utwory.

Podejście Mounir jest przeciwieństwem do zdobywających popularność występów hologramów, choć sceniczna wersja Nozhet El Nofous jest bardzo teatralna. W jej centrum jest pustka, nikt nie udaje, że śpiewacy są żywi, nikt tego braku nie próbuje zamaskować. Jest w tym smutek, żal za utraconą przeszłością, jest nostalgia, ale Mounir na niej nie żeruje. Stara się stworzyć takie kompozycje, w których to, co sprzed wieku i to, co współczesne jest prawie nieodróżnialne, nie widać szwów po tej operacji. Z jednej strony to muzyczna archeologia - Mounir zabiera się za kompozycje dziś zapomniane, ale ówczesne przeboje - z drugiej bardzo świadoma kreacja. Nie próba uwspółcześnienia, raczej nadania ponadczasowej jakości. Oczywiście - zupełnie jak w przypadku Jazz Bandu Młynarski-Masecki - nikt tak wtedy nie grał. Nie o odtwarzanie tu chodzi.

Promenada dusz - tak można przetłumaczyć tytuł albumu. Mounir wspomina na nim czasy, kiedy Egipt przechodził - jedną z wielu - prób modernizacji. Utwory opowiadają o intymności, cielesnych przyjemnościach, kobiecej niezależności, są świadectwem tego, jaki Egipt mógł być. Są poruszającym głosem z przeszłości, który pokazuje, że nie wszystko jest jeszcze stracone, że inny Egipt był i jest możliwy.


Nancy Mounir wystąpi na Le Guess Who? w cyklu Hidden Musics.

środa, 15 czerwca 2022

Na obrzeżach x Radio Kapitał 15 VI 2022


Przeszłość w teraźniejszości, teraźniejszość w przeszłości. Mity i ich echa, mistyczna miłość, tradycja przefiltrowana przez nowoczesność. Od muzyki zbudowanej wokół stuletnich egipskich nagrań przez "retellingi" mitów i flamenco heterdoxo po futurystyczny po zanurzony w greckiej tragedii.

Nancy Mounir - Baad El Esha (with Mounira El Mahdeya)
Nancy Mounur - Gannentini (with Zaki Mourad)
Bastarda & Holland Baroque - Media vita
Bastarda & Holland Baroque - Orewoet
Perrate - Si algún día (seguiriyas del Nitri, La Cherna y José de Paula)
RSS B0Y 1 - WIND AND HAMMER (FEAT. WACŁAW ZIMPEL)
RSS B0Y 1 - B0W AND ARR0W (FEAT. ARASH BOLOURI)
Marina Satti - Kritiko

poniedziałek, 17 stycznia 2022

Wejście ducha w człowieka

JuJu Sounds to przedsięwzięcie, któremu kibicuję od samego początku. Jeszcze przed wydaniem fenomenalnej kasety Mono Egypt słuchałem nagrań i czytałem opowieści pojawiające się na stronie Luki Kumora. Zar: Songs for the Spirits potężna, bo dwupłytowa kompilacja jest chyba jeszcze wspanialsza, a zaraz (mam nadzieję) wyjdą jego nagrania z maloya i segą z Maskarenów. Porozmawialiśmy sobie z Luką dwukrotnie, po godzinie. Wyszło z tego 25 minut czytania w Dwutygodniku.

środa, 28 lipca 2021

Na obrzeżach x Radio Kapitał 28 VII 2021



W dzisiejszej audycji pomknęliśmy od Kairu przez Teheran do Delhi. Posłuchaliśmy wściekłego, monumentalnego transu spod Piramid, zanurzonych w perskiej klasyce dronów z wielkiej metropolii i wieczornych rag na syntezator modularny. Czyli jak zawsze spotkaliśmy się na skrzyżowaniu tradycji i nowoczesności.

1. Karkhana - Sidi Mansour
2. Saba Alizadeh - I May Never See You Again
3. Saba Alizadeh - Touch
4. Hosyar Khayyam, Bamdad  Ashfar - Yek
5. Hosyar Khayyam, Bamdad  Ashfar - Anthology
6. Arushi Jain - Richer Than Blood
7. Arushi Jain - My People Have Deep Roots

niedziela, 25 kwietnia 2021

Na obrzeżach x Radio Kapitał 21 IV 2021


Prawie całą godzinę spędziliśmy na orbicie muzyki północnoafrykańskiej - od pioniera arabskiej muzyki elektronicznej przez berberyjskie eksperymenty do nowej twarzy egipskiego electro chaabi. Odwiedzimy też Algierię, Maroko, Sudan, Nowy Jork, Londyn i Lyon. Sprawdziliśmy, jak brzmi połączenie muzyki sycylijskiej i algierskiego rai oraz poszukaliśmy ukojenia w pakistańskiej muzyce sufickiej.

1. Omar El Sherei - Ahwak (Oriental Music)
2. Crimi - Mano d'oro (Luci e guai)
3. Crimi - COnca d'Oro (Luci e guai)
4. Sofiane Saidi & Mazalda - Saida (El Ndjoum)
5. Electric Jalaba - Cubaili Ba (El Hal)
6. Electric Jalaba - Briando (El Hal)
7. Guedra Guedra - The Arc of Three Colors (Vexillology)
8. debruit & Alsarah - Alhalim (Aljawal)
9. Yunis - Hajar El Shayan (Mulid El​-​Magnoun
10. Arooj Aftab - Mohabbat (Vulture Prince)


czwartek, 8 kwietnia 2021

Na obrzeżach x Radio Kapitał 7 IV 2021

Nowości i niedawno odkryte perły z przeszłości. Muzyka zaangażowana i piękna. Gitary z Sahary, bedroom pop z Senegalu, funk z Etiopii. Do tego skok na Bliski Wschód - Cypr, Liban i Egipt.

1. Mdou Moctar - Afrique Victime (Afrique Victime)
2. Wau Wau Collectif - Yaral Sa Doom (Yaral Sa Doom)
3. Wau Wau Collectif - Si tu savais juste (Yaral Sa Doom)
4. Hailu Mergia & Walias Band - Nefas New Zemedie (Tezeta)
5. Antonis Antoniou - Kkismettin (Kkismettin)
6. Antonis Antoniou - Baris (Kkismettin)
7. Ziad Rahbani - إسمع يا رضا (Reda) (بالنسبة لبكرا ... شو؟ (Bennesbeh labokra... chou?))
8. Omar Khorshid - Ahwak (With Love)

wtorek, 2 lutego 2021

Głosem uchodźcy

 


Szacuje się, że 65 milionów ludzi to uchodźcy, przesiedleńcy, którzy z powodu konfliktów, katastrof naturalnych, prześladowań musieli opuścić swój dom. Decyzja o porzuceniu dotychczasowego życia, swojego małego świata, wszystkiego, co się do tej pory znało i wyruszenie w nieznane jest tragedią, której skutki są odczuwalne latami przez pokolenia. O tym doświadczeniu, wykorzenienia i tułaczki, opowiada na swoim debiutanckim albumie Natik Awayez, iracki oudzista, śpiewak, poeta i kompozytor

W Radiowym Centrum Kultury Ludowej piszę o Manbarani Natika Awayeza, całość tutaj.

piątek, 8 maja 2020

Z miast i wsi


O tej kompilacji mówiłem już w poprzedniej audycji, ale to zbyt ważna rzecz, by wspomnieć o niej tylko raz.

Egipt w powszechnej świadomości funkcjonuje jako kraj Piramid w Gizie i kurortów nad Morzem Czerwonym. Luka Kumor na debiutanckiej kompilacji swojego labelu JuJu Sounds pokazuje Egipt jako skomplikowaną mozaikę społeczną, etniczną i kulturową. W końcu to kraj dwóch kontynentów, leżący na skrzyżowaniu Azji i Afryki.

Z licznych podróży i spotkań Kumor wybrał dziewięć. Od zespołu Abadba z okolic Asuanu po obchody sufickiego święta w Kairze. Nagrywał Kuszytów, Fellahów, Domów, rybaków i marynarzy z Port Said. Choć to tylko dziewięć nagrań, udało mu się pokazać Egipt w bardzo szerokiej perspektywie. Ten miejski i ten wiejski. Świadomie spotykał się z mniejszościami pielęgnującymi własne tradycje, spotkanie z Shabab il Nasr z Suezu porównuje do Buena Vista Social Club, bo to tak samo świadkowie świata, którego już nie ma. I ten smutek własnie u nich słychać najbardziej, tę świadomość bycia reliktem.

Każdemu z tych nagrań towarzyszy opowieść, co wydaje się oczywiste, ale takim nie jest. Vincent Moon czy Sublime Frequencies często zostawiają muzykę bez żadnego komentarza. Dzięki zdjęciom i komentarzom, artyści zyskują na indywidualności, nie są tylko kolejnymi muzykami, ale osobami z krwi i kości.

Nie znika w tym muzyka, to ona jest ciągle najważniejsza. Najpiękniej zabrzmieli marynarze z Port Said, których chóralne śpiewy prowadziła lira, skupieni i hipnotyczni Fellahowie mieszkający w Delcie Nilu, muzyka Nubijczyków z Kumuz sprawia, że oczami wyobraźni widzę gwiazdy nad Nilem, a szaleńczy suficki karnawał to już prawie rejony dzikich imprez z EEK i Islam Chipsy. Nie przegapcie tej kasety.

wtorek, 28 kwietnia 2020

Na obrzeżach x Radio Kapitał 28 IV 2020


Choć restrykcje zostały poluzowane, na zagraniczne wypady nie ma na razie szans. Dlatego dzisiaj jeszcze głębiej niż zwykle zanurzymy się w muzyce "stamtąd". Posłuchaliśmy miejsc, do których było trudno dotrzeć również przed pandemią. W programie same nagrania terenowe z Mali, Egiptu, Abchazji, Kałmucji, Senegalu, Krymu i Szydłowca. W tym premiera radiowa fragmentów Mono Egypt, pierwszej kompilacji nagrań JuJu Sounds (o których już niedługo coś więcej) oraz dużo ciepłych słów o Ored Recordings, Sahel Sounds, Petites Planetes i In Crudo.

1. Ensemble Maqam - Bahçalarda kestane (TRACES OF CRIMEA • Ensemble Maqam live in the Khans' palace of Bakhchisarai)
2. Alkibar Junior - Adouna (Music from Saharan WhatsApp 04)
3. Lewlewal de Podor - Ziarre (Yiila Jam)
4. Tidiane Tham - Dannibe (Siftorde)
5. Mizmar, Aswan (Mono Egypt)
6. Shabab il Nasr, Port Said (Mono Egypt)
7. Nikolas & Konstantinos Singerov - Εγω΄ κε ερχουμε και εσυ΄ παραμερι΄σμε (Pontic Greeks from Abkhazia)
8. Tatiana Dordzhieva + Maria Beltsykova - Erdnin Haalga (Song about a girl called Erdnin Haalga) (Kalmykian Archaic and Soviet Folk)
9. Sonya Shavtikova - Нахва йбзибара (Red East: Abaza Lovesongs)
10. Marian Bujak - Polka Żydóweczka (Marian Bujak z Szydłowca - portret skrzypka)
11. Ababda, Upper Egypt (Mono Egypt)

piątek, 18 października 2019

Fałszywa egzotyka



Belgia i Holandia, szerzej - północna Europa. To tu, w krajach przez większą część roku zasnutych niskimi, ciężkimi chmurami, gdzie pada prawie codziennie, a 15 stopni to już prawie upał, powstaje intrygująca muzyka z zupełnie innej strefy klimatycznej.

Bladych chłopaków z YĪN YĪN mieszkających w Maastricht połączyła miłość do kina klasy B i indochińskiego psych rocka oraz disco sprzed pół wieku. Na koncie mają dwa single, na tyle obiecujące, że datę premiery The Rabbit That Hunts Tigers zapisałem sobie w kalendarzyku (jest też wydana w mikroskopijnym nakładzie, jeszcze pod poprzednią, niefortunną nazwą, kaseta).

Kees Berkers i Yves Lennertz zagłębiają się w muzykę z delty Mekongu, Bangkoku i Hong Kongu, tę mieszankę uzupełniają delikatnymi wpływami Bollywoodu. Słychać, że kompilacje Finders Keepers i Sublime Frequencies mają w małym palcu, że ta muzyka, choć tak odległa kulturowo jest im bardzo bliska. To granie bardzo w duchu późnego Dengue Fever, gdy szala z coverów przeważyła się na korzyść własnych kompozycji, ale i bardziej psychodeliczne, kwaśniejsze.



Równie blisko jest im do rodaków z Mauskovic Dance Band. To tak samo muzyka pełna radości i nienachalnego humoru. Gdzieś pojawia się gitara rodem ze ścieżek dźwiękowych spaghetti westernów i przypomina, że niewiele je różni od wczesnych filmów z Bruce’em Lee. W finałowym, znanym z singla Dis ko Dis ko puszczają oko, cytując Bee Gees. Samplują filmy, coś tam zaśpiewają, ale wokal jest w tej układance najmniej istotnym instrumentem. Sięgają po lokalne, indochińskie instrumenty jak tajską lutnię phin, bardzo starają się trzymać ten tropikalny klimat, ale podbijają go, wzmacniają, na szczęście zatrzymują się przed linią parodii.



Imprezowa jest trzecia epka Cairo Liberation Front, Eurabia vol. 2. CFL to - znów - dwóch holenderskich przyjaciół dzielących wspólną pasję. W ich przypadku jest to electro chaabi, wywodzące się z ulic i klubów Kairu. Jak napiszę, że chodzi o granie w stylu Islam Chipsy & EEK to już powinniście wiedzieć o co chodzi. Rozpędzone do granic możliwości, melizmatyczne partie keyboardów podbite opętańczą grą na perkusji. Taka była pierwsza część w serii, grał na niej Rizan Sa’id (który w zeszłym tygodniu wydał swój drugi solowy album, ale o nim napiszę przy innej okazji). W dwóch fragmentach śpiewała Bagdaddy, Irakijka mieszkająca w Amsterdamie, która między obiema epkami stała się trzecią członkinią zespołu.



Wydaje się, jakby Yannick Verhoeven i Joep Schmitz, zrekrutowawszy arabską wokalistkę, wyzwolili się z dyktatu grania tylko electro chaabi. Zwolnili tempa, nie pędzą już tak na złamanie karku, pozwalają Bagdaddy rozwinąć skrzydła. A ona im się za to wspaniale odpłaca, błyszczy w tych pięciu piosenkach, w każdej pokazując się z innej strony. Rozszerzenie składu było w przypadku CFL ucieczką do przodu, mają teraz więcej możliwości na przyszłość, co już pokazują na Eurabia vol. 2. To muzyka o nadal jednoznacznie arabskim rodowodzie, ale jest i tu electroclash i basowość rapu. Kolejny debiutant do śledzenia i mam nadzieję, że będę mógł niedługo wpisać premierę ich LP do kalendarzyka.



Z Tilburga i Maastricht niedaleko jest do belgijskiej Gandawy, gdzie stacjonuje Compro Oro. Cztery lata wydali Transatlantic, na który eksplorowali przede wszystkim muzykę latynoską, a teraz, po czterech latach mają znacznie szersze aspiracje. Sięgają po ethiojazz, arabskie rytmy, próbują tę eoxticę jakoś rozruszać, wyciągnąć z hotelowego lobby, gdzie jest idealnym muzakiem. Mam jednak wrażenie, że czasem brakuje im odwagi, że wolą zostać na znanych pozycjach. Brakuje szaleństwa, jakiegoś wygłupu, czegoś niespodziewanego, czegoś po prostu w duchu Mitch & Mitch. Momentami, jak w Mogadishu czy Rastapopoulos słychać, że drzemie w nich chęć zagrania czegoś nieortodoksyjnego, ale te zapędy są szybko przykrywane przez lounge’owy klimat całości. To fajna muzyka do posiedzenia w barze na plaży przy drinku z palemką o zachodzie słońca, ale po prostu brakuje jej wyrazistości.


piątek, 26 sierpnia 2016

"Niczego nie planujemy" - wywiad z EEK




Egipskie trio EEK pod wodzą magika keyboardu Islama Chipsy'ego zrobiło furorę na OFF Festivalu. Tak wielką, że zagrali dwukrotnie, zastępując Wileya, który postanowił nie przyjechać na festiwal. Zanim to nastąpiło porozmawiałem z zespołem. Odpowiadał przede wszystkim Mahmoud Refat, jeden z perkusistów i jednocześnie tłumacz na angielski.

Kiedy narodziło się electro chaabi?

Myslę, że to było w 2006 roku, w Kairze, ale poza najbardziej modnym centrum miasta. Powstało dzięki dwóm gościom: Figo i Haaha. Do dziś zresztą się kłócą, który z nich był pierwszy.

Czy to muzyka z politycznym przesłaniem?

Z naszej perspektywy, chaabi nie ma nic wspólnego z polityką. Electro chaabi powstało, by ludzie mieli do czego tańczyć, bawić się, zresztą jest grana na weselach. Jednak, z drugiej strony, wszystko jest polityczne. To, co wydarzyło się w 2011 roku, to był wybuch młodych ludzi, którzy chcieli mieć szansę na nadzieję. Możesz usłyszeć tę rebelię w naszej muzyce, mimo że bezpośrednio jako EEK się do tego nie odnosimy.

Zaskoczyła Was popularność w Europie?

Do Kairu przyjeżdżało dużo ludzi z Europy, by filmować to, co robimy. Za naszym sukcesem stoi dużo pracy promocyjnej, za którą odpowiada nasza wytwórnia Nashazphone. To oni rozpuścili wici, wysyłali płyty dziennikarzom. Na samym początku byliśmy zszokowani tym, że ludzie nas tu słuchają, ale teraz chyba rozumiemy, dlaczego tak się dzieje.

Dlaczego?

Dlatego, że europejska muzyka taneczna powtarza się od dłuższego czasu. Ludzie potrzebowali nowego brzmienia i nowej energii. Nasza muzyka jest bliskowschodnia, arabska, ale jest mieszanką rozmaitych stylów, ma swoje wyraziste, charakterystyczne brzmienie, przez co dociera do ludzi z różnych kultur i środowisk. Z EEK możemy zagrać i w artystycznej galerii, małym klubie w Warszawie, dużej sali w Londynie. Rozmawiałem niedawno z portugalskim dziennikarzem i powiedział mi, że sekret naszego sukcesu leży w tym, że nasza muzyka sprawia, że ludzie czują i ruszają się w sposób, w jaki nigdy tego nie robili.

Jaki jest związek waszej muzyki z innymi arabskimi tanecznymi gatunkami?

To, jak gramy – dwa zestawy perkusyjne i keyboard – jest teraz bardzo modne w Egipcie. Nasza muzyka jest kombinacją różnych rodzajów muzyki „orientalnej”. Ale to nie jest tak, że gramy jak Omar Souleyman. On przecież zajmuje się muzyką Beduinów, z gór, do tego śpiewa poezję, a my gramy instrumentalnie. Oczywiście, są podobieństwa, ale mniejsze niż może się to wydawać dla europejskiego ucha.

Wplatacie w swoją twórczość elementy i motywy muzyki tradycyjnej lub klasycznej?

Nasza muzyka powstaje przede wszystkim na scenie. Jak mówiłem, to mieszanka różnych elementów. Nie planujemy, że będziemy grali tak, czy inaczej, improwizujemy. Jak wyimprowizowany motyw nam się spodoba, staje się to piosenką, którą potem nagrywany. Idea EEK polega na tym, że to, co sprawdza się na scenie, trafia do naszego repertuaru.

Co jest Wasza największą inspiracją?

Publiczność. Jeśli widzimy, że ludzie świetnie się bawią przy jakiejś piosence, potrafimy grać ją przez 25 minut.

Czego oczekujecie od zagranicznych tras?

Latania samolotem i pieniędzy (śmiech). Wiem, że to brzmi brutalnie, ale takie jest życie, to nasz zawód.

czwartek, 6 marca 2014

Africa, si senor

W tym roku z Afryką flirtowali brytyjscy post-punkowcy i amerykańscy indie rockowcy. Najodważniej poczynają sobie jednak Kolumbijczycy z Bomba Estereo. W najnowszym singlu (oby promującym trzeci album) odsuwają swoją flagową cumbię i zamieniają na Mali i Niger. Z Nigerii przez Londyn nadchodzi dyskotekowy debiut Ibibio Sound System. Tydzień wcześniej (11 marca) Alsarah, tym razem z Nubatones, już bardziej klasycznie zajmie się muzyką Nubii. Jest na co czekać. I jest się z czego cieszyć.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Świat 2013: miejsca 25-21

25. Matana Roberts - "Coin Coin Chapter Two: Mississippi Moonchile"




Amerykańska saksofonistka kontynuuje dzieło życia. Zanurza się przeszłości swojej rodziny przybyłej do Ameryki na jednym ze statków niewolniczych. U podstaw leżą spirituale, blues, wczesny jazz  przede wszystkim free. Frapujące.



24. Land of Kush - The Big Mango



Sam Shalabi, montrealski gitarzysta, zamienił Kanadę na Kair. Akurat w czasie arabskiej wiosny. Nic dziwnego, że jego nowe miasto zainspirowało najnowszy album jego orkiestry. Choć początek "The Big Mango" (to jeden z przydomków egipskiej stolicy) zmierza w stronę awangardy i może odstraszać, to począwszy od przebojowego "The Pit" z tej magmy zaczynają wyłaniać się fantastyczne, łączące Egipt z Montrealem piosenki.



23. Yasmine Hamdan - "Ya nass"



Najpierw przez kilka lat cisza, a potem dwa albumy rok po roku? Nie ma tak dobrze, "Ya nass" to odświeżona wersja solowego debiutu Yasmine z 2012 roku. Wydana na rynki międzynarodowe. Poza tym nic się nie zmieniło. Hamdan rozwija tropy jeszcze z czasów Soap Kills. Delikatny elektropop miesza się z akustycznymi brzmieniami, a nad nimi panuje zmysłowy Libanki snującej swoje opowieści. Oczywiście po arabsku.



22. Esmerine - "Dalmak"




Kolejni przedstawiciele Constellation Records i kolejni ze wschodnimi ciągotami. Montrealski kwartet w 2012 roku przeniósł się na sześć miesięcy do Stambułu, tam dokooptowali drugą czwórkę lokalnych muzyków i już w oktecie nagrali "Dalmak". Tytuł to niejedyne tureckie odniesienie, muzyka na tym albumie łączy wschodnią melancholię i tradycję z zachodnim minimalizmem, tworząc spójną i niezwykle obrazową całość.



21. Arctic Monkeys - "AM"




Przemiana w lżejszą wersję Queens of the Stone Age rozpoczęta w 2009 roku trwa. Alex Turner przejął teraz od Josha Homme'ego jeszcze seksapil i uwodzicielstwo. Cięte riffy, noc i pustynię zakosili mu już wcześniej. Owszem, wracają tu trochę do swojej indie-brytyjskości, na szczęście tylko incydentalnie, bo to najsłabsze momenty "AM". Najciekawiej robi się za to, gdy bez kompleksów rzucają rękawicę swoim mistrzom. I wychodzą z tego pojedynku zwycięsko, nie tylko z powodu mizerii "...Like Clockwork".