Pokazywanie postów oznaczonych etykietą linki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą linki. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lipca 2026

Piękno dla każdego

Niektóre teksty powstają z przypadkowych spotkań. Tak było tym razem. Ostatniego dnia Nowej Tradycji zagrali Jonny Nash i Tomo Katsuarada. Przyznaję, że na samym początku nie skleiłem, że to TEN Tomo Katsurada z najwspanialszych Kikagaku Moyo. Piękny był to koncert, zresztą napisałem o nim kilka słów. Porozmawialiśmy chwilę po koncercie, szykowali płytę na początek lipca. Wróciłem do domu i od razu zaproponowałem Bandcampowi wywiad, bo Tomo i Jonny tydzień później mieli grać na Kodach, gdzie i tak planowałem być. Porozmawialiśmy chwilę przed tym lubelskim koncertem, na patio przed studiem im. Budki Suflera. Efekty do poczytania tutaj. Na obu koncertach zagrali materiał ze swojej nadchodzącej wtedy płyty.

At the Emerald Pool, ich pierwszy wspólny album (choć nie pierwszy raz ze sobą grają) jest piękny i kojący. O tej potrzebie uniwersalnego piękna mówią dużo w wywiadzie. To muzyka niespieszna, trochę rozmyta, jakby schowana za mgiełką. Pasuje zarówno do późnoletniego poranka, jak i zimowego wieczoru przy kominku. Jest po prostu przytulna i marzycielska.

Czerpią przede wszystkim z ambientu w duchu Briana Eno, sięgają po folkowe struktury. W swoim graniu są bardzo ludzcy. Czasem dają się porwać improwizacji, czasem są piosenkowo konkretni. Mówią, że chcą pisać i grać muzykę, która spodoba się każdemu. I tak w tym wypadku jest.

poniedziałek, 6 lipca 2026

Mój tata mówił innym językiem niż swoja matka


O dziewczynach z Cocanhi pierwszy raz usłyszałem przy okazji ich debiutanckiej EP, trafnie zatytułowanej 5 cants polifonics a dançar, to było 11 (!) lat temu. I od razu tą swoją taneczną polifonią mnie zauroczyły, od tamtej pory pisałem o nich wielokrotnie. Sześć lat temu wydały Puput z Raulem Refree za sterami, a teraz po długiej przerwie Flame Folclóre swój najbardziej rozpolitykowany album, rozprawiający się z  centralistyczną polityką państwa francuskiego, późnym kapitalizmem i rosnącą popularnością skrajnej prawicy. To zaangażowana muzyka wyrastająca z tradycji, bardzo lokalna, ale zrozumiała wszędzie, bo dotykająca globalnych bolączek. Przede wszystkim jest to muzyka o poszukiwaniu zakorzenienia, odkrywaniu własnej, zapomnianej lub świadomie ukrytej tożsamości, co najlepiej Lola i Caroline podsumowują wersem z Clam: Mój tata mówił innym językiem niż swoja matka, choć przecież nigdzie nie wyemigrował.

I o tym wszystkim piszę w Bandcamp Daily.

wtorek, 12 maja 2026

Nowoczesna klasyka po polsku


W Bandcamp Daily piszę o Polkach i Polakach (przede wszystkim Polkach), którzy zajmują się "modern classical", czyli trochę poważką, trochę dronami, trochę klasyką, trochę filmami. A jeszcze tak wyszło, że zdecydowana większość albo pochodzi albo jest jakoś związana z Trójmiastem. I od niego wychodzę w tym tekscie, na moje pytania odpowiadają Stefan Wesołowski, Olga Anna Markowska i Dobrawa Czocher, a wspominam jeszcze o Hani Rani, Karolinie Rec, Oldze Wojciechowskiej i Magdzie Drozd. Może te rozmowy kiedyś porządnie spiszę (poza tą z Dobrawą, która trafiła na łamy Czasu Kultury), ale na razie niech się świat dowiaduje, że u nas dzieją się, cytując klasyka, arcyciekawe rzeczy.

czwartek, 12 marca 2026

Z Imperium Osmańskiego na Paradę Równości

W najnowszym numerze “Ruchu Muzycznego” piszę dość rozlegle i szczegółowo o sevdah i sevdalinkach, muzyce i piosenkach emblematycznych dla kultury Bośni I Hercegowiny, jak ona będących na pograniczu między Europą a Turcją, wciśniętą między cywilizacje. I jak wszystko, co na pograniczach, niejednoznacznych.

W tej podróży miałem dwóch przewodników, młodych chłopaków: Igora Božanicia i Zanina Berbicia. Z pozoru wydaje się, że nie może ich więcej różnić. Ten pierwszy sevdalinki wykonuje we współczesnych, indiefolkowych aranżacjach, kawiarnianych, jego wzorem są śpiewacy i śpiewaczki z Banja Luki, miasta, które raczej nie pojawia się na mapach gatunku. Ten drugi gra po sarajewsku, w najsurowszej formie. A jednak obaj w rozmowach ze mną podkreślali, że nie ma jednego właściwego sposobu grania sevdalinek, że właśnie w tym leży siła i żywotność gatunku. Potrafi się łatwo dostosować do zmieniającego się świata i dlatego jest grany i słuchany do dziś. (A dlaczego raz używam sevdah, raz sevdalinka? Po odpowiedź odsyłam do tekstu).

Pierwszą poznałem muzykę Božanicia. To takie granie, które przemawia do mnie najszybciej. Zakorzenione w tradycji, ale nie uwiązane do niej, poszukujące. U Igora to efekt jego artystycznej drogi. Do własnej tradycji dochodził - co łączy go z wieloma polskimi muzykami - naokoło, jako nastolatek grał amerykańsko brzmiący indie folk. Echa tych doświadczeń słychać w jego muzyce do dziś, Žega jest do pewnego stopnia kuzynką muzyki Joanny Newsom czy Marissy Nadler, a jednocześnie przy jej powstawaniu, Igor zasłuchiwał się w Umm Kulsum i Fairuz. Pięknie się ta płyta snuje, niespiesznie posuwa do przodu. Ta niespieszność jest chyba najbardziej sevdaliknkowym aspektem tego albumu (oczywiście poza kompozycjami), za którego aranżancje odpowiada duet braci Popovów.

Berbić, muzykolog, etnograf, badacz i pracownik naukowy, sevdalinki gra od szóstego roku życia, ponad dwadzieścia lat (w różnych wywiadach przyznaje, że i tak jest dopiero na początku drogi). Mnie w rozmowie powiedział, że sevdalinki gra na różne sposoby, ale swój album wypełnił interpretacjami “in crudo”, bo taka forma - to znów jego slowa - wyciąga z niego więcej kreatywności, pozwala mu na więcej swobody. Jest tu tyko głos i saz. Bardzo mocno słychać tureckie korzenie gatunku. Gdyby nie język, możnaby pomyśleć, że Zenin jest aszykiem gdzieś z dalekiej Anatolii. Hipnotyzuje swoim głosem, fascynuje grą na sazie. A jednocześnie potrafi krytykować purystów, którzy chcieliby, by sevdah się nie zmieniała.


To tylko dwaj bohaterowie mojego tekstu, pojawiają się w nim i klasycy, i reformatorzy. Pojawia się przede wszystkim Bośnia i jej miasta - Mostar, Sarajewo, Banja Luka - bo sevdah to muzyka przede wszystkim miejska. A przecież życie w mieście to ciągła zmiana.

niedziela, 8 lutego 2026

Ukąszenie pająka


Dopiero co pisałem o październikowym albumie Raüla Refree z Niño de Elche, a ten niestrudzony kataloński producent właśnie wydał kolejną płytę. Z Marią Mazzottą eksplorują południowowłoską, salentyńską tradycją, wywracają ją na drugą stronę i rzucają na nią nowe światło. W szczegółach o San Paolo di Galatina piszę w Radiowym Centrum Kultury Ludowej.

piątek, 19 września 2025

Tradycja zobowiązuje



W nowym numerze kwartalnika ZAiKSu, mniej więcej w połowie, pojawiam się - kolejny debiut na koncie - z dwoma tekstami o polskim folku.

Ten większy to - subiektywne, jak mi kazał redaktor trzy razy podkreślić - spojrzenie na muzykę okołotradycyjną w 2025 roku (czyli w zasadzie rozwinięcie tego, co napisałem na trzydziestolecie Paszportów Polityki, gdzie podsumowywałem historię polskiego folku po 1989 roku). A skoro subiektywne, to wymieniam nie tylko Kapelę ze Wsi Warszawa, Polskie Znaki czy Dagadanę, ale też Hajda Bandę!, Raphaela Rogińskiego, Radical Polish Ansambl i Gary'ego Gwaderę, Odpoczno i nie tylko. Mógłbym więcej, ale to jednak papier, nie ma tyle miejsca. Zresztą, jak czytacie moje teksty w RCKL, to wiecie, o kogo chodzi. 

Ten krótszy to rozmowa z Dagą Gregorowicz - trochę o planach zespołu, trochę o zaangażowaniu społecznym, a trochę o tym, że ZAiKS wreszcie zaczął zauważać muzykę tradycyjną.

Gdzieś tam obok pojawiają się dziennikarskie sławy - Bartek, Jarek, Krzysiek, Mariusz - a ja poczułem się dzięki temu trochę jak na reaktywacji Magnetofonowej. 

wtorek, 12 listopada 2024

Apokaliptyczny folk spod Wawelu

 

Zaczęło się od instrumentu. Nyckelharpy, kojarzącej się przede wszystkim ze Skandynawią. Ten konkretny egzemplarz wykonała Monika Sobolewska dla swojego męża, Piotra Aleksandra Nowaka. Drugą połowę zespołu stanowi Katarzyna Bobik, grająca na instrumentach perkusyjnych. Oboje też śpiewają i obiecują, że podczas nagrywania albumu nie ucierpiała żadna gitara, bo z żadnej nie korzystali. Choć czasem trudno w to uwierzyć, bo ich folk jest pełen metalowego ciężaru. Nazywają to etno stonerem, ale więcej tu mglistego, dżdżystego, jesiennego Krakowa. Błyszczącego odbitym w mokrym od listopadowego deszczu bruku światłem latarni, z delikatną nutą smogu.

O debiucie Antropocenie obszerniej piszę w Radiowym Centrum Kultury Ludowej.


piątek, 16 sierpnia 2024

Głosy kosmosu i pogoda zaklęta w dźwiękach


Nauka i muzyka od zawsze były ze sobą ściśle związane, już od starożytności. Dziś dane są nie tylko źródłem inspiracji, ale i źródłem samej muzyki. Artyści "udźwiękawiają" promieniowanie kosmiczne, zorze polarne, kod DNA wirusów albo raporty pogodowe. O kilku z nich napisałem dla Bandcamp Daily.

wtorek, 23 lipca 2024

Bagus Shidqi i jego elektroniczny gamelan

Kiedy dowiedziałem się, że 1000Hz rozszerza swoją działalność również na Indonezję i wydaje album z elektronicznymi gamelanami zrobionymi całkowicie w domu przez Bagusa Shidqiego, musiałem z nim porozmawiać. Efekt w Bandcamp Daily.

wtorek, 16 lipca 2024

Nocna podróż

Trzy lata temu Arooj Aftab przebiła szklany sufit. Choć od lat mieszkała w Nowym Jorku i stała się ważną częścią tamtejszej sceny jazzowej, to jej solowy debiut z 2014 roku Bird Under Water, folkowy – odnoszący się zarówno do amerykańskiej, jak i pakistańskiej tradycji – i zaśpiewany w urdu nie zdobył dużego rozgłosu. Sirens wypełnione muzyką eksperymentalną, syntezatorowymi wariacjami wokół klasycznej muzyki pakistańskiej i eterycznych wokaliz trafiło do ograniczonej liczby odbiorców. Dopiero przepiękna, misternie utkana miłosna ballada Mohabbat sprawiła, że o Pakistance zaczął mówić cały świat. A ona dopiero się rozpędzała na swojej drodze. 

Więcej o Night Reign w Radiowym Centrum Kultury Ludowej.

czwartek, 20 czerwca 2024

Słuchając duchów


O płycie A Lily Saru l-Qamar pisałem tutaj niedługo po premierze, ale to tak fascynująca historia - maltańscy emigranci nagrywali wiadomości i porady na taśmę w formie śpiewanej i wysyłali je poczta do bliskich na wyspie, a potem James Vella zrobił z nich album, na którym odnosi się też do swojej własnej rodzinnej historii - że porozmawiałem z Jamesem o pomyśle na ten album i o jego własnych doświadczeniach bycia pomiędzy. 

Do poczytania w Bandcamp Daily.

środa, 12 czerwca 2024

Julian Startorius nagrywa góry (i nie tylko)


Jest sobie taki szwajcarski perkusista, Julian Sartorius, któremu samo granie na bębenkach nie wystarcza. Jak prawdziwy Szwajcar, lubi też chodzić (nie tylko) po górach. Połączył jedno z drugim - na swoich pieszych wycieczkach gra na wszystkim, co znajdzie - od znaków drogowych, przez drewniane domy, po mech, grzyby i skały. 

To tak fascynująca i odjechana postać, że musiałem z nim porozmawiać. Okazało się, że granie na górach nie jest jego najdziwniejszym projektem. A co nim jest? Tego dowiecie się z mojego tekstu w Bandcamp Daily.

wtorek, 4 czerwca 2024

Pogrzeb sprawiedliwości

 

Swój własny ból oraz nieszczęście Tuaregów za pomocą gitar elektrycznych wygrywają kolejne pokolenia muzyków. Wygrywający solówki gitarzysta staje się jednocześnie bardem, strażnikiem pamięci i rzecznikiem tuareskiej sprawy. Poważanym u siebie i słuchanym w świecie. Najwyżej ten sztandar od kilku lat niesie Mdou Moctar, książę Sahary, który miesiąc temu wydał Funeral For Justice, a ja o tym albumie piszę w Radiowym Centrum Kultury Ludowej.

środa, 22 maja 2024

Roztrojenie

Miałem kiedyś tutaj cykl o muzy(cz)kach z najbliższej zagranicy - Litwy, Słowacji, Czech, Ukrainy - ale oczywiście szybko go zarzuciłem. O samym pomyśle nie zapomniałem i teraz na łamach Czasu Kultury trochę do niego wracam, pisząc o Adeli Mede. Porozmawialiśmy o tożsamości, wielojęzyczności, wyjazdach i powrotach, środkoweuropejskiej wspólnocie losów, byciu zbyt blisko i zbyt daleko jednocześnie. 

A do samego blogowego cyklu może kiedyś wrócę.

niedziela, 19 maja 2024

Drony z Teheranu

 

Od dwóch lat fraza „drony z Iranu” kojarzy się przede wszystkim z szahedami, bezzałogowymi statkami powietrznymi wykorzystywanymi masowo przez Rosję w atakach na Ukrainę. Nie zawsze to sformułowanie brzmiało tak złowieszczo. Jeszcze przed pandemią w Teheranie i innych irańskich miastach funkcjonowała silna, rozpoznawalna poza granicami kraju scena muzyki eksperymentalnej i elektronicznej. Muzycy z Iranu regularnie grali na zachodnich festiwalach, zachodni artyści przyjeżdżali na irańskie festiwale.

Wraz Siavashem Aminim i Sabą Alizadehem sprawdzam, co zostało z prężnej irańskiej sceny muzyki eksperymentalnej. Do poczytania w Dwutygodniku.

piątek, 10 maja 2024

Powróćmy do country

To, żeby tekst o Waxahatchee zacząć cytatem z Neila Younga, wymyśliłem sobie w 2020 roku, kiedy nagrała Saint Cloud, ale się nie zabrałem do jego napisania. Dwa lata później, kiedy nagrała już w pełni country'owy album z Jess Williamson (jako Plains) obiecałem Marcinowi tekst o przemianie Katie ze zbuntowanej nadziei amerykańskiego niezalu w alt-country'ową pieśniarkę. Ale też nic z tego nie wyszło (to znaczy, ja nie dowiozłem). Jak już wydała kolejny album z country, a jeszcze w kowbojski kapelusz ubrała się Beyonce, musiałem już ten tekst napisać. Przez pryzmat Tiger's Blood opisuję drogę Katie (i nie tylko) do swoich południowych korzeni.

Let's get back to the country, back where it all began.

wtorek, 23 kwietnia 2024

Na tropie anomalii


Na miniaturze – albo z daleka – okładkowy motyw „Anomalii” przypomina wielbłąda. Gdy jednak przyjrzeć mu się odrobinkę dokładniej, wyraźnie widać, że ta surrealistyczna kompozycja nie ma nic wspólnego z tym zwierzęciem. Poza kształtem. Zespół dopowiada jeszcze, parafrazując słowa Rene Magritte’a, że pomarańczowy owoc „to nie jest gruszka”. To wskazówka, jak odczytywać ich muzykę – nic nie jest tym, czym się wydaje. Polski Piach bezustannie prowadzi grę ze słuchaczem.

Więcej w Radiowym Centrum Kultury Ludowej.

 

poniedziałek, 22 kwietnia 2024

Rozdzierające wezwanie do działania

Martin Kanja, ekswokalista Dumy (bardzo mnie zasmuciła wiadomość o rozpadzie tego duetu) wydał kilka dni temu solowy debiut. Nadal ekstremalny brzmieniowo, można nawet bardziej niż Duma, ale tym razem w centrum jest pozytywność, walka z dyskryminacją, nawoływanie do wiary w siebie. Jak to możliwe i jakie wydarzenia za tym stoją? Opowiedział mi w Bandcamp Daily.

czwartek, 14 marca 2024

Kołysanki dla świata na krawędzi


Po dźwiękach domowych, rzece, pograniczu, warszawskie trio jako lejtmotyw swojego piątego albumu wybrały kołysanki mające ukoić zbolały świat, uśpić go, by odnowił się po przebudzeniu.