Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drone. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lipca 2026

Drony, bas i bezczas wsi

Czekałem na powrót WCIAS, Trójpole i Hejnały kocham miłością wielką, takie albumy zdarzają się w polskiej muzyce bardzo rzadko. Myślałem, że się nie doczekam, ale po 9 latach Majerowscy znów grają razem. I znów - do czego przyzwyczaili - grają zupełnie inaczej. Są blisko i daleko tradycji, to muzyka wymagająca skupienia, ale wcale nie trudna. Do poczytania w Radiowym Centrum Kultury Ludowej. 

niedziela, 19 maja 2024

Drony z Teheranu

 

Od dwóch lat fraza „drony z Iranu” kojarzy się przede wszystkim z szahedami, bezzałogowymi statkami powietrznymi wykorzystywanymi masowo przez Rosję w atakach na Ukrainę. Nie zawsze to sformułowanie brzmiało tak złowieszczo. Jeszcze przed pandemią w Teheranie i innych irańskich miastach funkcjonowała silna, rozpoznawalna poza granicami kraju scena muzyki eksperymentalnej i elektronicznej. Muzycy z Iranu regularnie grali na zachodnich festiwalach, zachodni artyści przyjeżdżali na irańskie festiwale.

Wraz Siavashem Aminim i Sabą Alizadehem sprawdzam, co zostało z prężnej irańskiej sceny muzyki eksperymentalnej. Do poczytania w Dwutygodniku.

wtorek, 30 listopada 2021

Dobry smutek


Można powiedzieć, że to nic nowego, bo lo-fi to dość popularna estetyka, a wykonawców i wykonawczyń podobnych do Grouper jest wiele. A jednak to ta nieśmiała i chmurna artystka wyrosła na jedną z najważniejszych postaci amerykańskiej muzyki alternatywnej.

Dla Dwutygodnika napisałem sylwetkę Liz Harris, pretekstem bardzo dobra, nowa płyta.

wtorek, 21 września 2021

W 45 minut dookoła roku

 

"Rośnie środowisko Radykalnej Kultury Polskiej. To dobrze, świetnie wręcz, bo jest to najciekawsza obecnie inicjatywa podejmująca dialog z muzyką i kulturą tradycyjną. Nadal niewielka, ale bardzo prężna. Właśnie dołączył do niej albumowo Kust, sekstet wymykający się łatwemu szufladkowaniu." - w Radiowym Centrum Kultury Ludowej znajdziecie moją recenzję fenomenalnego debiutu Kustu.

środa, 28 lipca 2021

Na obrzeżach x Radio Kapitał 28 VII 2021



W dzisiejszej audycji pomknęliśmy od Kairu przez Teheran do Delhi. Posłuchaliśmy wściekłego, monumentalnego transu spod Piramid, zanurzonych w perskiej klasyce dronów z wielkiej metropolii i wieczornych rag na syntezator modularny. Czyli jak zawsze spotkaliśmy się na skrzyżowaniu tradycji i nowoczesności.

1. Karkhana - Sidi Mansour
2. Saba Alizadeh - I May Never See You Again
3. Saba Alizadeh - Touch
4. Hosyar Khayyam, Bamdad  Ashfar - Yek
5. Hosyar Khayyam, Bamdad  Ashfar - Anthology
6. Arushi Jain - Richer Than Blood
7. Arushi Jain - My People Have Deep Roots

wtorek, 15 grudnia 2015

Heather Trost - "Ouroboros"



Wystarczy tylko zamknąć oczy, by przenieść się w przestrzeni. Do Berkshires, lesistego i górzystego regionu Nowej Anglii i na Świętą Górę (choć ten tytuł ma więcej wspólnego z filmem Alejandro Jodorowsky'ego). Czas... To nieistotne. Przyroda, jej ogrom oddziałuje w każdej epoce tak samo mocno.

Ten ogrom, zachwyt nad stworzeniem słychać od pierwszych sekund Berkshires, mających w sobie coś z patosu Tako rzecze Zaratustra Richarda Straussa. Wschodzi wczesnowiosenne słońce, rozświetlając zamglone wzgórza pełne drzew. Ciepłe promienie padają na twarz. Las powoli budzi się do życia. I tak od tysięcy lat, a w każdym momencie jest przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Choć to niezwykle banalne. Wszystko dzieje się powoli, niespiesznie. Dostojnie.

Święta Góra zaczyna się dużo dynamiczniej, ale rozwija się dość podobnie do Berkshires. Jednak po trzech minutach Trost zaczyna zmieniać narrację. Krajobraz staje się bardziej rozmazany, niewyraźny. Jakby z rozświetlonej łąki wejść w ciemny las. Światło ledwo przebija się przez korony drzew.

Ouroboros Heather Trost jest dużym zaskoczeniem. Ambientowy, bez ani szczypty folku czy dźwięków skrzypiec. Jednocześnie, choć to muzyka z wierzchu bardzo odległa od twórczości A Hawk and a Hacksaw, przy bliższym zapoznaniu łatwo znaleźć podobieństwa, szczególnie do ostatniego albumu, You Have Gone to the Other World. Muzyka jest podobnie odrealniona, surrealistyczna i baśniowa jednocześnie.

Całość kojarzy mi się mocno z kasetą Silver/Lawn Dura wydaną przez Wounded Knife. Zresztą taśma Heatther spokojnie mogłaby się znaleźć w katalogu warszawskiej wytwórni.

PS. Kaseta już dawno wyprzedana, wersję cyfrową można kupić tutaj.


wtorek, 4 sierpnia 2015

Miejcie na nich oko: Odmieniec



Jakub Czyż w zeszłym roku wydał swój debiut jako Odmieniec. Taniec ducha był mocno naznaczony twórczością Starej Rzeki. Podobnie, jak Kuba Ziołek, Czyż opiera swoją muzyka na brzmieniu gitary zanurzonym w różnych pogłosach i dronach. Podobnie buduje charakterystyczny, lekko senny klimat. Mniej za to w jego muzyce tej podskórnej słowiańskości, a momentami Odmieniec zbliżał się do OM.

Na ten rok Czyż zapowiada drugą płytę, Imago. Zgodnie z tytułem ma być pokazaniem pełni możliwości projektu. Singel ją zapowiadający zatytułowany - nomen omen - Pełnia, nie przynosi dużych zmian. Nadal dominują pogłosy i rozedrgana, rozmyta gitara. Słychać, że Jakub się rozwija, pojawia się wokal, utwór ma inny "klimat",więcej tu tajemnicy, niepokoju. Cały czas sytuuje się blisko Starej Rzeki, ale eksploruje inne rejony tej stylistyki.



piątek, 3 stycznia 2014

Polska 2013: miejsca 10-6

10. Susanna Jara - "Wesna, wesnoju"




Kolejna po Angeli Gaber "absolwentka" Widymo. Susanna Jara w przeciwieństwie do swojej koleżanki, skupia się jedynie na muzyce ukraińskiej, część piosenek napisała sama. Jazzujące aranżacje uwspółcześniły stare pieśni, język jest elementem bliskiej egzotyki, ale tu chodzi przede wszystkim o niepowtarzalny głos Jarej.

9. kIRk - "Zła krew"




Ciężkie bity, upiorne sample, demoniczna trąbka. Duszna atmosfera. Rozkład. Wręcz fizyczna opresja dźwięków. Płocko-warszawskie trio znów wydobywa najciemniejsze zakamarki swojej duszy, by przekuć je w jedna z najlepszych płyt minionego roku. Muzyczne katharsis.



8. Stara rzeka - "Cień chmury nad ukrytym polem" (recenzja)




Nazwisko Kuby Ziołka pojawiało się w ubiegłym roku wszędzie, od Pitchforka, po Politykę. Przede wszystkim za ten album. Mnie bardziej spodobała się kaseta, gdzie metalowe wstawki zostały zastąpione folkiem, bo jeszcze bardzie podkreślały słowiański charakter tego albumu.





7. T'ien Lai - "Da'at" (recenzja)



Kuba Ziołek po raz trzeci. W duecie z Łukaszem Jędrzejczakiem (Tin Pan Alley, Duży Jack). Odstawiają gitary, zabierają się za samplery i stare radia, by z dźwiękowej magmy stworzyć płytę medytacyjną, kosmiczną i wreszcie po prostu piękną.



6. Wovoka - "Tree Against the Sky" (recenzja)



Korzenne bluesy, spirituale, Indianie, wywoływanie duchów. Od nawiedzonego głosu Mewy Chabiery stają włosy na głowie. Kwartet dowodzony przez Raphaela Rogińskiego sięga w głąb historii, do niechlubnych czasów podboju Ameryki, podobnie, jak Matana Roberts ze swoim monumentalnym projektem "Coin Coin", lecz szukają w nich nie korzeni rodzinnych, a porozumienia z duchami zbiegłych niewolników.

Miejsca 20-16 tu.
Miejsca 15-11 tu.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Odmienne oblicza szamanizmu

Wovoka - "Trees Against the Sky"/T'ien Lai - "Da'at"

Raphaela Rogińskiego i Kubę Ziołka wbrew pozorom łączy całkiem sporo. Obaj są nadaktywni, uczestniczą w niezliczonej ilości projektów, wykształcili wokół siebie prężne środowiska, mają wyrazisty, niepodrabialny styl i, wreszcie, szukają podobnych elementów w muzyce.

T'ien Lai to duet Ziołka z Łukaszem Jędrzejczakiem. Skąpany w oparach kabalistycznej mistyki i wschodniej tajemniczości "Da'at" opiera się na samplerach, przesterach i wyłapanych (przypadkowo?) fragmentach audycji radiowych. W Wovoce wszystko kręci się wokół pierwszych bluesów, potężnego głosu Mewy Chabiery, organiczności brzmienia, sięgania do korzeni. Oba te projekty, tak różne formalnie, są dwoma obliczami sztuki starej, jak ludzkość.



"Trees Against the Sky" przenika do szpiku kości. Przypomina o czasach, gdy duchy przodków były na wyciągnięcie ręki, a biały człowiek nie rządził jeszcze całą Ameryką. Gdzieś pojawiają się dalekie echa Afryki Zachodniej, organy nadają trochę doorsowego klimatu, no ale przecież Morrison też był szamanem. Tutaj mistrzynią ceremonii przywołującą przodków jest debiutantka Chabiera, samorodny talent. Swoim głosem przekazuje smutek i fatalizm Indian i czarnych niewolników, którzy przywieźli swoje duchy zza Oceanu. Ale stare bóstwa nie mgły im pomóc. Raphael Rogiński równie łatwo porusza się po bluesie, co po tradycji żydowskiej.




Od fascynacji kabałą wychodzi "Da'at" i zmierza w zupełnie innym kierunku. Syntezatorowe drony nie uderzają z taką mocą, jak korzenne bluesy, ale wsączają się jeszcze mocniej pod skórę. Z tej magmy wyłaniają się strzępy melodii, krótkie motywy. Nie wpływa to na medytacyjność muzyki Ziołka i Jędrzejczaka. Oni duchy przywołują inaczej, nie w czasie ekstatycznych rytuałów, lecz poprzez wyciszenie i podróż w głąb siebie. Tropy prowadzą do praktyk indyjskich i tybetańskich, i rzeczywiście, pojawiają się dalekie cha klasycznej muzyki indyjskiej i buddyjskich mantr.

"Da'at" i "Trees Against the Sky" są jak dwie strony medalu, jin i jang. Jedno zimnie, beznamiętne, bierne, drugie pełne ognia i żarliwości. Obie są tym samym, współczesnym szamanizmem.

czwartek, 26 września 2013

5 x kaseta

Odprysk nieregularnego cyklu o siedmiocalówkach.

Great Thunder - Strange Kicks EP



Katie Crutchfield ma głowę pełna piosenek. Dwie płyty PS Eliot, dwie jako Waxahatchee, dwie demówki Bad Banana. Wszystko w ciągu czterech lat. Po przeprowadzce do Filadelfii przyszedł czas na kolejny projekt. Tym razem z Keithem Spencerem ze Swearin'. Great Thunder to przede wszystkim te piosenki, które nie pasują do ich głównych zespołów, sześć piosenek leżących na przecięciu sfuzzowanego indie i delikatnego synth popu. Nic wielkiego, ale bardzo ładnego.



Guardians Ov Gilded Peradam and All The Spirit Deeply Dawning In The Dark Of Hazel Eyes - Cacophonic Hymns Against Mistrals Ov Mount Analogue

Warszawska mikrowytwórnia Wounded Knife specjalizuje się w różnej maści muzyce eksperymentalnej. Co prawda, na razie w katalogu widnieją cztery (wyprzedane) pozycje, ale sampler nadchodzących wydawnictw każe mieć na nich oko. Każda z dotychczasowych taśm jest limitowana do 50 sztuk, dopieszczonych w najmniejszych edytorskich szczegółach. Najefektowniej prezentuje się chyba ta współpraca trzech Amerykanów. Muzycznie też jest ciekawie. Dwa utwory oparte o brzmienie indyjskiej tambury i chropawych efektów to wciągająca muzyka paramedytacyjna przywodząca na myśl tybetańskie klasztory. Album wyszedł również na 3 calowym CD.



Sobrenadar - Alucinari



Paula Garcia pojawiła się w mojej audycji prawie rok temu. Jej delikatny, syntezatorowy dreampop jest zupełnie nieoryginalny, ale nawet Brain Eno uważa, że to nie grzech. Za to niezwykle urokliwy i ulotny, co w równym stopniu jest zasługą hiszpańskiego. Kolejny po mum przykład na to, że angielski to niekoniecznie najlepszy wybór.


Stara rzeka - Cień chmury nad ukrytym polem



O solowym debiucie Kuby Ziołka napisano już prawie wszystko. Mało kto jednak wspomni, że "Cień..." to tak naprawdę dwa różne albumy. Zawartość CD wydanego przez Instant Classic (ich warto śledzić bardzo uważnie, nie ogłaszają kasetowych premier) różni się od kasety, która pojawiła się w Few Quiet People. Niby dzieli je niewiele, dwa i pół utworu, ale podjęta pod wpływem Wojtka Krasowskiego (szefa FQP) decyzja, by usunąć momenty blackowe i zastąpić je folkiem zupełnie zmienia całościowy odbiór "Cienia...". W recenzjach pojawiały się porównania do neofolku, ukrytej ludowości i słowiańskości, ale tak naprawdę słychać je tylko na kasecie, która jest zapisem gorącego dnia w Borach Tucholskich, czuć zapach rozgrzanego, sosnowego igliwia, słońce razi oczy, powietrze faluje... coś złego czai się w pobliżu, ale się nie ujawnia. Na razie.



uSSSy - Afghan Music House Party

Wypuszczony pod koniec ubiegłego roku album moskiewskiego duet uSSSy doczekał się we wrzesniu wydania kasetowego. Grają noise rock inspirowany muzyką Środkowego Wschodu, przede wszystkim Afganistanu, Uzbekistanu i Tadzykistanu, używając do tego zmodyfikowanej gitary barytonowej (o dodatkowe progi, by lepiej naśladowała tamtejsze lutnie) i zestawu perkusyjnego. Artjom Galkin i Paweł Eremejew odważnie łączą azjatyckie melizmaty i pokręcone rytmy z gitarową wrażliwością, czasem zbliżając się do metalu, zawsze jednak mając na swoje granie pomysł.