Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sufi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sufi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 lipca 2024

Nocna podróż

Trzy lata temu Arooj Aftab przebiła szklany sufit. Choć od lat mieszkała w Nowym Jorku i stała się ważną częścią tamtejszej sceny jazzowej, to jej solowy debiut z 2014 roku Bird Under Water, folkowy – odnoszący się zarówno do amerykańskiej, jak i pakistańskiej tradycji – i zaśpiewany w urdu nie zdobył dużego rozgłosu. Sirens wypełnione muzyką eksperymentalną, syntezatorowymi wariacjami wokół klasycznej muzyki pakistańskiej i eterycznych wokaliz trafiło do ograniczonej liczby odbiorców. Dopiero przepiękna, misternie utkana miłosna ballada Mohabbat sprawiła, że o Pakistance zaczął mówić cały świat. A ona dopiero się rozpędzała na swojej drodze. 

Więcej o Night Reign w Radiowym Centrum Kultury Ludowej.

środa, 23 czerwca 2021

Pokój duszy



Nafs to arabskie słowo oznaczające jaźń i duszę. Według Koranu każdy człowiek przechodzi trzy stadia rozwoju nafs: od tego najbardziej ziemskiego, grzesznego, podatnego na pokusy, przez nafs świadome swojej ułomności i walczące, prowadzące dżihad ze swoimi słabościami, aż po nafs wyzwolone, duszę w pokoju. Tylko wyrzekając się własnego ego, można dostąpić oświecenia.

środa, 8 lipca 2020

12 minut z 71 lat


Jest rok 1932. Na Gibraltar przybywa dwudziestotrzyletni Azizullah Abdurrahman Balouch. Przypłynął z odległego krańca Imperium Brytyjskiego, z położonego w dzisiejszym Pakistanie Sindhu (ale urodził się w Beludżystanie, na pograniczu Pakistanu, Afganistanu i Iranu). Na półwysep Iberyjski wybrał się za pracą, zatrudnił go jeden z hajdebaradzkich kupców. Jednak młodzieńca od handlu bardziej interesuje coś zupełnie innego - flamenco. Balouch studiował w ojczyźnie arabski, perski, recytował Koran i śpiewał ludową muzykę Sindhu. Jeszcze w Azji poznał z nagrań flamenco, w którym zakochał się od pierwszych chwil, i które przypominało mu muzykę, na której się wychował. 

Pierwszy rok na skale Gibraltaru Balouch spędził na żmudnej i ciężkiej pracy, dopiero po kilkunastu miesiącach udało mu się wyrwać do sąsiedniej La Linei na koncert. Tego wieczoru występował między innymi Pepe Marchena. Aziz był tak zachwycony występem, że z pomocą znajomych zaprosił artystów na wizytę w jego domu następnego dnia. Teraz była kolej na Beludża, by zachwycił swoich gości. Z akompaniamentem harmonium zagrał nie tylko sindhijskie i sufickie pieśni, ale też flamenco, w końcu twierdził, że to prawie to samo. Marchena z miejsca zaprosił Aziza na gościnny występ podczas gibraltarskiego koncertu i zaproponował mu terminowanie u siebie. Balouch szybko zyskał pseudonim Marchenita - mały Marchena, podbijał madryckie sceny. Był tak dobry, że wielu mu nie wierzyło, że nie jest Andaluzyjczykiem. To w Madrycie nagrał swoją jedyną epkę, Sufi Hispano-Pakistani, którą w tym roku przypomniała londyńska oficyna Death Is Not the End. 

Balouch szczególnie upodobał sobie canto jondo, według jego słów najczystszą i najpoważniejszą formę tego gatunku. To w nim słyszał najwięcej podobieństw do transowej muzyki i hymnów sufickich. Potwierdzają to te jedyne nagrania, w których miesza swobodnie perski, arabski, hindi i hiszpański. Pełne melizmatów linie wokalne naturalnie kierują w stronę muzyki islamskiej, ale przecież dokładnie takie same środki występują we flamenco. Balouch gra na gitarze, jakby całe życie spędził w Andaluzji. Z tych nagrań bije taka pewność, że nie dziwię się, że dziennikarze prosili go o pokazywanie paszportu. Jego flamenco pełne jest smutku i powagi, ascezy, jakby było skargą na niesprawiedliwy los. Balouch twierdził, że tylko w tych najbardziej przejmujących formach przetrwał prawdziwy, suficki duch flamenco. Krytykował hiszpańskich muzyków za rozwiązły styl życia, który nie pozwalał im dotknąć sedna muzyki.

Balouch do pewnego stopnia miał rację. Romowie, z którymi najczęściej utożsamia się flamenco do Europy przybyli właśnie z Indii, w tym z Sindhu. Utrzymali przez stulecia swoją odrębność kulturową, muzykę również. Spotkanie się Cyganów z Moryskami najprawdopodobniej było katalizatorem do powstania flamenco. Islam i Indie, stąd najpewniej wypływają źródła tego gatunku. 

Aziz, ranny podczas hiszpańskiej wojny domowej, przeniósł się do Londynu, gdzie założył towarzystwo sufickie i promował kulturę flamenco, o którym napisał kilka książek. W latach 50. i 60. znów zamieszkał w Madrycie, na zaproszenia ambasadora Pakistanu, zorganizował koncert swojego mentora Pepa Marcheny w Karaczi, stolicy Sindhu. Balouch zmarł pod Londynem w 1978 roku, pochowano go w nieoznakowanym grobie.

12 minut, 4 nagrania, kilka zdjęć. Tyle zostało po tym niezwykłym człowieku, który usłyszał pokrewieństwo w muzyce z dwóch różnych krańców świata.

Korzystałem z tekstu Aziz Balouch Stefana Williamson Fa.