Pokazywanie postów oznaczonych etykietą po francusku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą po francusku. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 lipca 2021

Na obrzeżach x Radio Kapitał 14 VII 2021

Mijają 232 lata od zdobycia Bastylii i początku Rewolucji Francuskiej. 14 lipca to najważniejsze święto nad Sekwaną. Dlatego posłuchaliśmy tylko i wyłącznie muzyki francuskiej - od żelaznych klasyków popu przez awangardowy folk do współczesnego indie.

1. Serge Gainsbourg - Couleur Cafe
2. Serge Gainsbourg - Coco & Co
3. Clara Luciani - Grenade
4. Clara Luciani - Coeur
5,.Clea Vincent - N'allez pas travailler
6. Wendy Martinez - Les vieilles filles en fleurs
7. Francoise Hardy - Que je dis adieu
8. Emmanuelle Parrenin - Thibault et l'arbre d'or
9. Emmanuelle Parrenin - Topaze
10. Francois & The Atlas Mountains - Coucou
11. Francois & The Atlas Mountains - Revu
12. Serge Gainsbourg - Aux armes et caetera 

czwartek, 27 czerwca 2019

Strzelasz czy wystawiasz?



Z ojca Grek, z matki marsylczyk, z wyboru paryżanin, Johan Papaconstatino gra muzykę równie skomplikowaną jak jego pochodzenie. Z jednej strony inspirują go trap i electro pop, stąd te powolne, bujające tempa, z drugiej wychował się na rebetiko, stąd buzuki i te charakterystyczne, bliskowschodnie rytmy.

Jak on to łączy? Bardzo zgrabnie ułożył tę epkę, która zaczyna się od najbardziej współczesnych kawałków, by z każdym kolejnym dodawać coraz więcej rebetiko, coraz więcej egejskiego słońca. Kulminacją tego jest instrumentalny Tsiftetelix, oparty na tytułowym rytmie tańca. Pod koniec Lundi nawet śpiewa po grecku. Fille love to ukłon funku, młodzieńczej fascynacji Johana. Połączenie elektroniki, pop rapu i rebetiko wypada wybornie. Jest w tym świeżość, przewrotność, dowcipność.

Wydawało się, że rebetiko to raczej pieśń przeszłości, skostniały gatunek, który przemawia tylko do starszych. A tu wchodzi Papaconstantino cały na biało i pokazuje, że można pogrywać sobie na buzuki i być ucieleśnieniem coolness. Porty Pireusu i Salonik zamieniają się w banlieues Marsylii - zresztą dawnej, greckiej kolonii - i Paryża. Współgra z tym wizerunkiem muzyka. Papaconstantino wygląda jak bohater Nienawiści, który przerodził się w kochającego kolory dandysa. I zawsze ma buzuki pod pachą. Istny spadkobierca smyrneńskich rebetes z lekkim cieniem słowiańskich dresiarzy.

Strzelasz czy wystawiasz? To zdanie pada podczas jednej z moich ulubionych scen w serii o Asteriksie - dwóch graczy zastanawia się co zrobić podczas partii w bule na marsylskiej ulicy. Bo nie da się zrobić tych dwóch rzeczy na raz. Papaconstantino strzela i wystawia jednocześnie, bo w podwójności jest mistrzem.



poniedziałek, 24 lipca 2017

Lydia Képinski - EP


Właściwie za rekomendację debiutanckiej EPki Lydii Képinski wystarczy w zupełności "M'attends-tu", przeszywający miłosny lament. Odarty z wszelkich ozdobników, jest tylko nieziemsko piękny głos i bas. Za pomocą dosłownie kilku słów, Lydia buduje obraz trawiącego, żarliwego uczucia. Sama esencja, bez żadnego zbędnego dźwięku, bez żadnego zbędnego wyrazu. A jak to jest zagrane i zaśpiewane, po prostu klękajcie narody.

Szczęśliwie pozostałe trzy piosenki to ta sama liga. Wywołujące ciarki na plecach "Andromaque", budujace powoli napięcie, aż do fenomenalnej, poddbiitej smykami kulminacji. Pogodne "Apprendre a mentir", przypominające trochę twórczość innej Kanadyjki, Beatrice Martin, i wreszcie "Brise-glace", chropawe, przeraźliwie smutne i wzruszające.

Dawno nie czekałem tak na czyjkolwiek debiut.

wtorek, 15 listopada 2016

Nowa gwiazda



W czerwcu Bandcamp uruchomił Bandcamp Daily, kolejny po Bandcamp Weekly dział, który ma polecać najciekawszych artystów znajdujących się w serwisie. O ile Weekly to audycja muzyczna, Daily to blog wskrzeszający stare portalowe praktyki, pełny wywiadów, artykułów i recenzji. Prawie każdy tekst oferuje coś interesującego, ale też każdy uświadamia, że nie da się posłuchać wszystkiego, żyjemy w dobie nadpodaży muzyki. Na swojej bandcampowej liście życzeń mam teraz około siedemdziesięciu płyt, większość trafiła tam, żebym nie zapomniał, że chcę ich posłuchać. A codziennie pojawiają się nowe.

Sam nie jestem bez winy. W lipcu ukazał się mój tekst o Instant Classic, jednej z moich ukochanych wytwórni. Dzisiaj natomiast możecie przeczytać rozmowę z Cleą Vincent, francuską wokalistką i pianistką, która miesiąc temu wydała bardzo ładny debiutancki album Retiens mon desir. Cleę poznałem dzięki bihajpowi, kolejnemu miejscu, w którym szukam nowej muzyki. Clea gra bardzo taneczną muzykę opartą na sentymencie do lat 90., po francusku dystyngowaną. O początkach jej przygody z muzyką i nadziejach związanych z wydanym kilka tygodni temu debiutem możecie poczytać tutaj.

poniedziałek, 12 września 2016

Le pays des Grands Froids



Kanada to lepsza wersja Stanów Zjednoczonych, pozbawiona ich wad. Nie ma powszechnego dostępu do broni palnej, jest publiczna i darmowa służba zdrowia, premier Justin Trudeau wydaje się całkowicie odmienny od amerykańskich polityków. Kanada ma też świetną scenę muzyczną, hojnie wspieraną przez władze państwowe, które potrafią łożyć nawet na takie zespoły jak Fucked Up. Muzyka z kraju klonowego liścia to nie tylko Neil Young, Bryan Adams, Arcade Fire, czy Japandroids. Bardzo dużo dzieje się na mniejszą skalę. Tę różnorodność i żywotność stara się pokazać warszawski minifestiwal Canada vs Poland. W zeszłym roku impreza trwała dwa dni, w tym wystąpią cztery zespoły, każdy z innej bajki. 

Mnie jednak brakuje dość ważnego elementu tej układanki pod nazwą "kanadyjska muzyka alternatywna". Zresztą brakuje go nie tylko na tej imprezie, ale po prostu w ogólnym obrazie kanadyjskiej muzyki, który dociera zagranicę. To muzyka frankofońska. Oczywiście, wszyscy znają Celine Dion, ale przecież nie o nią tu chodzi. Alternatywna muzyka po francusku z Quebecu i innych prowincji jest bardzo interesująca. Jest także zupełnie inna od muzyki anglojęzycznej. Tak inna, jak Quebec różni się od reszty kraju, czyli bardzo wyraźne są w niej wpływy metropolitarnej Francji. A kogo z tego kolorowego środowiska chciałbym najbardziej zobaczyć na takim przeglądzie?

Coeur de Pirate
O muzyce Beatrice Martin pisałem już w różnych miejscach (chociażby tutaj i tutaj). Zaczynała od prostych, krótkich piosenek na fortepian i głos (osiem lat temu), a dzisiaj jest jedną z największych gwiazd w Quebecu i coraz większą we Francji. Jedyne, czego szkoda to porzucenia francuskiego na rzecz angielskiego na zeszłorocznej "Roses".


Canailles
To jeden z tych zespołów, które zostawiają po sobie zgliszcza. Są nieprzewidywalni, są dzicy, są skorzy do awantur. Grają country, ale gdyby każdy grał tak, jak oni, to ja już dawno wyjechałbym na prerię zaganiać krowy.

Catherine Leduc
Debiutancka (i jak na razie jedyna) płyta Catherine Leduc, byłej wokalistki Tricot Machine, to idealna pozycja na nadchodzącą zimę. Przyznaję, że zapomniałem o niej na długi czas i wróciłem do niej, szukając ochłody w czasie sierpniowych upałów. Zadziałała bardzo skutecznie, swoimi aksamitnymi piosenkami, w których odbija się zimowy, pełen śniegu krajobraz.

Les Soeurs Boulay
Siostry Boulay to kolejny przedstawiciel mojej ulubionej kanadyjskiej wytwórni - Dare to Care/Grosse Boite. Wspominałem o nich tutaj przy okazji debiutu, ale to przy jego następcy, "4488 de l'amour" warto zatrzymać się na dłużej. Z niego pochodzi jedna z moich ulubionych kanadyjskich piosenek, "Fais-moi un show de boucane", która porywa już od pierwszych dźwięków akustycznej gitary.

Safia Nolin
Taki głos to skarb, a dwudziestoczteroletnia Safia Nolin, wie, jak z niego korzystać. Wokół niego plecie wyciszone, akustyczne piosenki.

Pierre Kwenders
Pochodzący z Konga raper był w 2014 roku jedną z sensacji w Montrealu (czego efektem bły nominacje do nagród Polaris i Juno). Zupełnie zasłużenie, bo jego debiutancki album "Le Dernier empereur bantou" porywa od pierwszych dźwięków, mieszając Afrykę z zimną Kanadą, a Pierre swobodnie przeskakuje między angielskim, francuskim, a linga i luba (jednymi z urzędowych języków Konga).

Caroline Savoie
Na tę pochodzącą z Nowego Brunszwiku wokalistkę i gitarzystkę trafiłem dzięki BRBRTFO, świetnemu kanałowi na YouTube, który dokumentuje muzykę fankofońską poza Quebekiem. Za dwa tygodnie wychodzi jej debiutancka płyta, na razie można posłuchać singla, "Aux alentours" i nagranego dla BRBRTFO "Premiere neige".

piątek, 10 czerwca 2016

Sweet Crude - "Critters" EP


Kreole i Cajuni, odizolowani od świata przez rozległe bagna delty Missisipi. Z ich dziedzictwa korzysta Sweet Crude, liczny i fantastyczny zespół z Nowego Orleanu. Od pierwszych bierze perkusyjność, od drugich melodyjność. 

Moją uwagę przykuła ich pierwsza EPka Super Vilaine sprzed dwóch lat. Critters, druga czwórka, jeszcze świeża, bo wydana przedwczoraj zapowiada Creatures, długogrający debiut Amerykanów. I to jak zapowiada.

Podniosłe, wręcz ekstatyczne piosenki przypominają najlepsze momenty Matt and Kim, gdyby tylko mieszkali wśród aligatorów a nie na Brooklynie. Dudniące bębny (prawie każdy z członków zespołu gra na perkusji), liczne przeszkadzajki, chóralne zaśpiewy, francuski przeplatany anngielskim (w tej kolejności). Do tego odrobina elektroniki, skrzypce, klawisze. To znowu zadziałało. Jest w tej muzyce wielka radość i energia. Indiepopowy standard przekuty w majstersztyk.

Inaczej nie da się nazwać Mon Esprit, zaśpiewanego przez obdarzoną potężnym głosem Alexis Marceaux. To opowieść o nieudanym związku, z którego trzeba się wyrwać. Słychać to chociażby w marszowym rytmie, a oni jeszcze bawią się w tym kawałku w hardrock, co zaskakujące, zupełnie to nie przeszkadza (nie żartuję). Roztańczone, trochę pijackie Laisse les lazy, przywołujące odległe echa Vampire Weekend też porywa. Bardziej stonowane, ale i tak kipiące energią, wzbogacone o trąbkę La cheminee unowocześnia wiejskie potańcówki. Nic tylko zrzucić buty i wskoczyć na dechy.

Nie czekałem jakoś bardzo na debiut Sweet Crude, teraz niecierpliwie odliczam dni do premiery.