Szukaj na tym blogu
wtorek, 27 sierpnia 2024
Najintymniejsza podróż
wtorek, 16 sierpnia 2022
Echa wojny i ważki
"Laumžirgiai", choć wydana latem i do tego lata pozornie się odnosząca, jest najbardziej ponurą płytą litewskiej wokalistki i kompozytorki. Znikają baśniowość i fortepianowe pasaże, znika pewna teatralność, które do tej pory były jej znakiem rozpoznawczym. Jest bardzo skromnie - gitara, perkusja, głos, czasem pojawią się w tle instrumenty klawiszowe. Ta zmiana to wynik dwóch kwestii.
czwartek, 4 sierpnia 2022
Podwójne pogranicze
Pogranicze to zawsze fascynujące miejsce. Nie dzieli jak granica, ale łączy. Mieszają się w nim języki, religie, melodie, zwyczaje. Pogranicze pozwala dostrzec Innego, spotkać się z nim. To na pograniczach, na styku dzieją się rzeczy najciekawsze, wykuwa się nowa jakość. To na pograniczach gatunków działa Bastarda, na pograniczu (tym dosłownym i metaforycznym) działają Sutari. Do ich spotkania musiało kiedyś dojść. Tym bardziej, że Bastarda z podobną dezynwoltura i swobodą traktuje źródła swojej muzyki, co Sutari muzykę tradycyjną. Od Nigunów coraz odważniej szli w stronę muzyki ludowej i za każdym razem przefiltrowywali ją przez swoją wrażliwość.
Przez te pięć lat grania Bastarda tak dobrze wypracowała swój muzyczny język, że nie sposób pomylić jej z niczym innym. Tamoj zaczyna się dobrze znanymi długimi, pociągłymi, przestrzennymi frazami. Zaraz do nich dołączają głosy Kasi Kapeli i Basi Songin, razem z kanklami, skrzypcami i już wiadomo, że to dialog idealny. Podwójne pogranicze. Mickiewicza nie zostało nic, są teksty tradycyjne, teksty napisane specjalnie przez Sutari, jest sięganie po melodie ludowe i ich twórcze przetwarzanie.
Pogranicze to miejsce, które od zeszłego roku kojarzy się jednoznacznie. W lasach i na bagnach umierają ludzie, którzy dostali się w kleszcze nieludzkiej, niehumanitarnej polityki. Traktowani jak pionki i jak pionki zbywalnie, nieważni. Ten kontekst - ciągle trwającej tragedii na konkretnym, namacalnym pograniczu - był nie do uniknięcia. I Sutari, i Bastarda są zespołami, którym sprawy społeczne nie są obojętne. Osią albumu są dwa utwory - Granica / Pasienio / Hranicia i Wojenka (z bezpośrednimi odniesieniami do wojny w Ukrainie, choć wybrany jeszcze przed rosyjską inwazją), mocne również muzycznie, jazgotliwe, z echami metalu, odgrywaniem syren alarmowych, imitacjami eksplozji. Pełne niepokoju, napięcia, tego całego chaosu, który rozgrywa się obecnie na pograniczu.
Temat rozdzielenia pojawia się też w najlepszych na całym albumie Sadach. W Skuduciai nawiązują do Księżyca, ale to może po prostu podobna wrażliwość. trochę naiwna, trochę baśniowa, podszyta mrokiem. A jednak dość przekornie kończą Tamoj quasi-kołysanką Nim świt nastanie. Noc nie jest zagrożeniem, daje wytchnienie, zapomnienie od codziennej niedoli i bólu.
poniedziałek, 21 października 2019
Zgoda w niezgodzie
W tym roku Sacrum Profanum przyglądało się współczesnej muzyce litewskiej. Jak pisałem w relacji dla Dwutygodnika, brakował mi utworów dialogujacych z tamtejszą tradycją, stawiającą ją w nowym świetle. Choćby w taki sposób, jak robi to Joshua Sabin na Sutarti.
Sutartinės to wdzięczny temat. Polifoniczne pieśni występujące w tej formie tylko na Litwie, w których głosy się ze sobą ścierają, ale i zgadzają. Stąd zresztą nazwa, sutarti po litewski znaczy zgadzać się. Po sutartinės sięgali Sutari (i uczyniły z nich oś swojej muzyki), Babadag na swojej tegorocznej płycie, Zebry a Mit na zeszłorocznym Laumės (nie tak dawno ten skład przekształcił się w Zvanai, mający szersze zainteresowanie folklorem). Zabrał się za nie też Joshua Sabin, mieszkający na co dzień w Edynburgu kompozytor i artysta dźwiękowy.
Na zaproszenie Niderlandzkiego Instytu Dźwięku, Sabin pojechał do Wilna i tam przeszukiwał i przesłuchiwał archiwa Litewskiej Narodowej Akademii Muzyki i Teatru. Zainspirowany badaniami Rytisa Ambrazevičiusa, jednego z najważniejszych żyjących litewskich etnomuzykologów postanowił stworzyć kompozycje bezpośrednio z archiwalnych nagrań.
Sabin radykalnie przetwarza materiał źródłowy (wzbogacony o nagrania terenowe z litewskich lasów). Pozornie nie sposób poznać, czym były oryginały. Z sutartinės Brytyjczyk buduje ambientowe, minimalistyczne struktury, wolno ewoluujące, prawie że statyczne. Sześć kompozycji, po prostu ponumerowanych, pełnych jest duchowej zadumy, co zbliża Sabina nie tylko do austriackiego kompozytora Dino Spiluttiniego, ale też jednej z bohaterek tegorocznego Sacrum Profanum, Justė Janulytė, choć w porównaniu z tą drugą, Sabin jest duchem niespokojnym. To, co zachowuje z sutartinės to harmonie zderzające się ze sobą, przechodzą z dysonansów do całkowitej zgody, do anielskich głosów z niebios.
Tak, przypomina to Departed Glories Biosphere, jednak w porównaniu z Norwegiem, Sabin bardziej glosy przekształca, mocniej wplata je w tkaninę kompozycji. Zresztą, to nie pierwszy raz, gdy zabiera się za istniejące już nagrania. Jego debiutancki album Terminus Drift składa się z przeprocesowanych nagrań z środków masowego transportu. Choć metoda pracy w obu przypadkach jest podobna, to efekty Sutarti są znacząco inne. Poddane poważnym przekształceniom dźwięki to muzyka z natury wypływająca, bliska lasom i jeziorom Litwy, a jednocześnie tak od nich odległa.
poniedziałek, 14 września 2015
W centrum: Alina Orlova
Alina będzie chyba najbardziej znaną artystką, która pojawi się w tym cyklu. W miarę regularnie występuje w Polsce, nawet przy jednej okazji współpracowała z Julią Marcell. Alina jest tez artystką, której karierę śledzę od dawna, od samego debiutu, Laukinis šuo dingo wydanego przed siedmioma laty. Od tamtej pory Litwinka wydała Mutabor w 2010 roku i zamilkła. Co jakiś czas przypominała o sobie koncertem ale nie nic nie wskazywało na kolejny album. Aż do grudnia zeszłego roku, kiedy Alina ogłosiła, że w kwietniu ukaże się jej trzecia płyta, 88.
W muzyce Orlovej od początku urzekła mnie jej bajkowość. Krótkie piosenki były zakorzenione w tradycji poezji śpiewanej, skromnie zaaranżowane, z wiodącą rolą fortepianu po prostu wzbudzały zachwyt. Laukinis šuo dingo to szesnaście takich bardzo wschodnioeuropejskich perełek zaśpiewanych w trzech językach - litewskim, angielskim i rosyjskim. Melancholijnych, błyszczących chodnikami skąpanymi w jesiennych deszczach. Taka muzyka mogła powstać tylko tutaj. Wiosna nie będzie trwać wiecznie śpiewa Alina w Vasaris.
Na Mutabor Orlova kontynuowała ścieżkę obraną na debiucie. I jak to często w przypadku drugich płyt bywa - było bardziej. Ładniej i smutniej. Pojawiła się też nieśmiała elektronika oraz więcej angielskiego.
88 (rok urodzenia artystki) choć utrzymuje bajkowość i melancholię (a okładka tylko je podkreśla) jest zwrotem w twórczości Orlovej. Angielski króluje, co mnie osobiście smuci, w końcu litewski to bardzo ładny język. Alina postawiła na swojej trzeciej płycie na syntetyczne brzmienia. Już nie fortepian, a syntezatory są podstawą brzmienia. Orlova śmielej eksperymentuje, wplata w swoje opowieści electropop i zimną falę przefiltrowane przez lokalną wrażliwość. Po raz trzeci Alina nagrała album warty uwagi.
Na początku pisałem, że Alina w miarę regularnie bywa w Polsce. Przez kilka lat była stałym gościem festiwalu Wilno w Gdańsku. Ta udało mi się zobaczyć jej koncert w 2010 roku. W siąpiącym deszczu, czyli w aurze jej piosenek




