Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dreampop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dreampop. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 lutego 2015

Melancholijne lato



Prawie dokładnie rok temu zachwycałem się debiutancką czwórką Yumi Zouma i jego atmosferą wypłowiałego lata, pełnego spranych kolorów i melancholii. Na marzec Nowozelandczycy zapowiadają drugą dziesięciocalówkę z pięcioma piosenkami. Dwa udostępnione fragmenty są kontynuacją tego, co Yumi Zouma grali wcześniej. Nie są może tak błyskotliwe, jak Riquelme czy A Long Walk Home for Parted Lovers, ale można się spodziewać, że EP II ugruntuje ich status jako jednej z nadziei indie popu. Na pewno nie zrobią tego ich koncerty, bo to, co można zobaczyć choćby tutaj, sprawiło że trochę straciłem wiarę w ten zespół. Nie o tym jednak chciałem pisać.

Bardzo podobną do Yumi Zouma, jeśli chodzi o atmosferę, płytę nagrał Olivier Heim, ciągle najbardziej znany jako były gitarzysta tres.b. Po dwóch folkowych epkach zwrócił się w stronę zachodzącego słońca, ciepłego letniego brzmienia i Kalifornii.Brzmienie A Different Life klei się prawie tak bardzo, jak rozpalone teksańskim słońcem Egyptian Wrinkle Boy Friend (które zmieniły ostatnio nazwę na Veil Divide). Jednak to nie jest muzyka na martwe godziny południa, lecz wieczorny surfing, gdy upał trochę zelżeje. O cieple i melancholii rozmawiałem z Olivierem w środku polskiej zimy.

czwartek, 13 lutego 2014

Yumi Zouma - Yumi Zouma



Rzut oka na okładkę, która pojawiła się u Mariusza Hermy i już wszystko wiem. Nostalgiczne, spoglądające w polaroidowe lata 80. disco. Może delikatnie zmierzające w stronę chillwave'u. Pewnie mieści się gdzieś między drugim Toro y moi a "Contrą" Vampire Weekend.

Prawie mi się udało. Debiut rozsianych po świecie i nagrywających drogą korespondencyjną Nowozelandczyków nie ma nic wspólnego z Vampire Weekend (poza okładką), za to całkiem sporo z Toro. Delikatny, ale mniej skąpany w dreampopowej chmurze, z mocniej wyeksponowanym tanecznym pierwiastkiem. Przy tym bardzo elegancki, ale nie dostojny. Zmysłowy i kuszący niczym Class Actress, lecz zdecydowanie bardziej dziewczęcy i niewinny.

Z polairodowścią trafiłem w dziesiątkę. "Yumi Zouma" przywołuje na myśl lekko wyblakłe kolory, wypłowiałe w letnim słońcu. A może te kolory wyblakły, bo to lato już dawno minęło? Byliśmy piękni i młodzi. Pierwsze miłostki i podobne banały, które z czasem stały się synonimem lepszego (bo beztroskiego - kto się wtedy przejmował PKB?) życia. Rozjechaliśmy się po świecie, urwał się kontakt z przyjaciółmi, wtedy wydawało się, że na całe życie. Oni tez się rozproszyli. Kiedyś kumple z jednego miasta, dziś rozpięci między Nowym Jorkiem i Paryżem. To słychać w tych czterech piosenkach. Paryska elegancja i nowojorski szyk.



piątek, 7 czerwca 2013

5x7": czerwiec

Miało być  co miesiąc, trochę się spóźniłem, dlatego w czerwcu będą dwa odcinki 5x.

Boy Friend - "Love Dropper / D'Arrest"
Odprysk dreampopowego, teksaskiego Sleep ∞ Over okazał się być dużo bardziej interesujacy. Ten singel to łącznik między debiutancką, kasetową EPką ("D'Arrest") a długogrającym albumem ("Lovedropper"). Jest tu wszystko, czego można się spodziewać po dreampopie. Rozmyte wokale, plamy dźwięków, atmosfera niczym z marzeń sennych, Crista Palazzolo i Sarah Brown dodają do tego zabójcze melodie i palące słońce. Obie piosenki zostały trochę inaczej zmiksowane niż na swoich pierwotnych wydaniach.


Mdou Moctar / Brainstorm - "Anar/Vanessa"
Marzenie każdego szanującego się hipstera (dlatego mam tę siódemkę). Nieznany portlandzki zespół Brainstorm coveruje nigryjski hit autorstwa Mdou Moctara, tuareskiego gitarzysty, który nie boi się używać automatu perkusyjnego ani nadużywać auto-tune'a. Jego piosenka jest tak zła, że aż dobra. Amerykanie podchodzą do "Anar" dość zachowawczo, ale oni z kolei nie boją się zmienić tej surowej kompozycji w potencjalny hit. I na szczęście dają mniej autotune'a.




Koudede - Guitars from Agadez vol. 6
Koudede, legenda wśród tuareskich gitarzystów, nie doczekał się wydania tego singla. W dniu, kiedy Sublime Frequencies zaakceptowali próbne tłoczenie, Koudede zginął w wypadku samochodowym, wracając z koncertu do swojego rodzinnego Agadezu. Dwa utwory zarejestrowane w styczniu w stolicy Mali, Bamako to tuareski rock w najlepszym wydaniu. Nieokiełznany, dziki, nieidący na żadne kompromisy, psychodeliczny. W "Hat-iman-in" nie biorą jeńców (że pozwolę sobie na takie sformułowanie) swoimi jazgotliwymi gitarami, natomiast "Nelil-igorasan" to chwila wytchnienia.

Muzyka końca lata - "Nie ukryjesz się przede mną / Shake Banana (Bangeliz Eurodance Remix)"
Jeden z moich ulubionych zespołów porwał się na soczysty, peerelowski funk. Oryginał wykonywała Halina Frąckowiak z Grupą ABC. Wersja MKL buja równie mocno, choć dęciaki i klawisze w ich aranżu pojawiają się daleko w tle, ustępując miejsca fantastycznej linii basu i gitarom. Aż chce się tańczyć po prostu. Druga strona tego singla to dyskotekowy remiks Błażeja Króla najabsurdalniejszej piosenki MKL, do której tańczy się jeszcze lepiej.

Adesose Wallace / Simo Lagnawi - Africa
Split wydany przez Ghetto Lounge, małą londyńską wytwórnię zajmującą się, jak można się domyślić, muzyką afrykańską. Adesose Wallace zabiera się za poważne zadanie, gra piosenkę Feli (który to już cover dziś?), wychodzi mu to całkiem zgrabnie, ale brakuje ognia. Ciekawiej prezentuje się druga strona, na której rządzi Simo Lagnawi, grający gnawę na guimbri (basowej lutni). Silnie osadzoną w szamańskiej tradycji, w której łatwo się zatopić.