Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Buenos Aires. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Buenos Aires. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 maja 2017

Cyfrowy folk



Mati Zundel jeszcze kilka lat temu działał pod własnym nazwiskiem, jego Amazonico Gravitante z 2012 roku do dziś pozostaje jedną z moich ulubionych argentyńskich płyt. Zundelowi udało się na niej idealnie połączyć Andy, pampę, cumbię i elektronikę wokół świetnych piosenek.

Muzyka tworzona pod pseudonimem niewiele odbiega w zasadzie od Amazonico Gravitante. Większy nacisk Mati położył na elektronikę, ograniczył rolę wokali na rzecz większej ilustracyjności utworów, które nadal jednak zamknął w piosenkowych, kilkuminutowych formach. Zresztą La memoria del viento brzmi, jak wyciągnięta prosto z Amazonico. Jego drugi album pod szyldem Lagartijeando płynie i meandruje niczym Amazonka płynąca przez las deszczowy. Oszałamia kolorami.

Takie połączenie organicznie i ciepło brzmiącej elektroniki z ludowymi, tradycyjnymi instrumentami to wyróżnik środowiska ZZK Records, z którego wywodzi się Zundel. ZZK powstała najpierw jako cykliczna impreza, a od początku dekady wyrosła na jedno z najciekawszych i najbardziej żywotnych wytwórni działających w Argentynie. Większość katalogu ZZK (wzięli swoją nazwę od słoweńskiego filozofa Sławoja Żiżka) to świetne strzały, jak La Yegros, Chancha Via Circuito czy Frikstailers. Na ZZK patrzą też amerykańskie i europejskie wytwórnie, które co jakiś czas wyciągają co smakowitszych artystów do swoich katalogów. Tak stało się także z Lagartijeando, Zundel najnowszą płytę wydał w amerykańskim Wonderwheel Recordings.



***



ZZK Records mówią, że wydają cyfrowy folk i nie sposób temu odmówić słuszności. Niedaleko do cyfrowej cumbii w wydaniu Bomby Estereo, ale zizkowi artyści poza nią wykraczają, garściami czerpiąc z muzyki andyjskiej i nueva cancion oraz "zachodniej" alternatywy i elektroniki.

Najnowszy nabytek ZZK, Dat Garcia (wcześniej wydawała w chilijskim netlabelu Sello Regional), prezentuje bardzo miejskie podejście do tego fenomenu. Na szkielecie złożonym z bardzo oszczędnych, ale przeszywających bitów trochę rapuje, trochę śpiewa, trochę melodeklamuje akompaniując sobie na bandoneonie albo charango. Im bliżej końca Maleducada tym silniejsze są wpływy hip hopu, pojawiają się nawet echa trapu.

Właśnie ta skromność użytych środków jest tym, co mnie najbardziej przekonuje w Maleducada. Zredukowanie piosenek do niezbędnego minimum, daje im wielką siłę przyciągania uwagi. Nie sposób się od tej płyty oderwać.


poniedziałek, 19 września 2016

Historyczne graffiti


Z poprzedniego koncertu Yawning Man w Polsce pamiętam miejsce - wrocławską piwnicę Od zmierzchu do świtu - i że był to straszliwie gorący dzień. Pamiętam też, że koncert bardzo mi się podobał i to, że Mario Lalli nie dojechał do Europy. Sięgam po swoją relacją z tamtego koncertu - grali Rock formations i bas był za głośno.

Te dwie rzeczy zgadzają się z tym, co działo się w Chmurach. Też zagrali Rock formations  i też bas momentami przytłaczał wszystko. Zapamiętam jednak przede wszystkim pejzaże, jakie malowali dźwiękami. Kolorowe, jasne, pełne słońca, jak ich rodzinna pustynia. Zapamiętam, że w końcu usłyszałem przepiękny Catamaran, który najbardziej znany jest z wersji Kyussa.

***
Do Warszawy Amerykanie przyjechali promować swój najnowszy album, Historical Graffiti, będący zapisem wyjątkowej sesji. W legendarnym studiu ION w Buenos Aires do Yawning Mand dołączyli muzycy na co dzień zajmujący się tangiem. Skrzypce, bandoneon i melotron dodają nowego wymiar gitarowej muzyce tria Arce-Lalli-Stinson (które zresztą na obecnej trasie rozrosło się do kwartetu). Oczywiście, to tylko dodatki, nadal Yawning Man można rozpoznać po charakterystycznym, miękkim, rozmytym oraz po niespiesznych tempach, które podkreśla gra basu.

30 lat improwizowania wyraźnie procentuje na Historical Graffiti. Nie ma tu miejsca na nudę, a to przecież trudne zadanie, bo Yawning Man grają bardzo ilustracyjnie. Potrafią jednak utrzymać uwagę, a gdy tylko wkradają się cienie monotonii, szybko reagują wprowadzając nowe wątki w utwory. 

Najbardziej cieszą The Wind Cries Edalyn i kompozycja tytułowa, w których najbardziej słychać argentyńskich gospodarzy. W nich też najbardziej słychać, że Yawning Man mogliby grać tak bez przerwy, bez końca oddając hołd kalifornijskiej pustyni.

środa, 27 maja 2015

Przeczesując Bandcamp #4

W dzisiejszym odcinku nieregularnego przeglądu Bandcampa polecam trzy płyty. Z Tuluzy, Oakland i Buenos Aires.

Cocanha - 5 cants polifonics a dançar

Kukania jest legendarną krainą wiecznej szczęśliwości pojawiającą się w langwedockich podaniach. Od niej nazwę zespołu zaczerpnęły trzy dziewczyny z Tuluzy. Tytuł ich debiutanckiej EPki mówi właściwie wszystko - to pięć polifonicznych piosenek do tańca. Tradycyjnych, z wyjątkiem Zinga Zanga. Zaaranżowanych bez żadnych fajerwerków. Choć dużo skromniejsze i w zasadzie inne w charakterze, przypominają mi jeden z moich ukochanych albumów, Marions les Roses.


Waterstrider - Nowhere Now

Czekałem na te płytę, odkąd tylko usłyszałem Redwood. Indie rock podbity Afryką - jestem zawsze na tak. Jednak album zespołu Nate'a Salmana nie jest taki oczywisty. Tak, Afryka (Zachodnia i Kongo) to ważne odniesienie i inspiracja, ale nie jedyne. Wysublimowane melodie przywodzą na myśl Vetiver, a falsetowy wokal Josh Klingohffera. Nowhere Now w swojej"lepkości" brzmienia i słoneczności lokują się bardzo blisko Gold Codes, jednej z mojej ulubionych zeszłorocznych płyt. Zresztą Waterstrider i Gold Codes są jak dwie strony medalu. Oba zespoły łącza Afrykę z indie i psychodelią, tworząc fantastyczne, złożone piosenki. I podobnie, jak debiut Brytyjczyków, Nowhere Now jest mocnym kandydatem do mojego podsumowania. (Album został usunięty z Bandcampa)



Sobrenadar - Tres

O Pauli Garcii ukrywającej się pod pseudonimem Sobrenadar pisałem już prawie dwa lata temu. Tres zbiera jej dotychczasowe wydawnictwa oraz prezentuje zupełnie nowy materiał. Zupełnie nowy nie znaczy jakiejkolwiek rewolucji. Sobrenadar nadal gra syntezatorowy, rozmyty dream pop, który nabiera dodatkowej miękkości dzięki eterycznemu wokalowi (i hiszpańskiemu). Idealna muzyka na lato (które może w tym roku nadejdzie).