Chyba każdy kraj bloku wschodniego miał swoją mocną postpunkową scenę. Łatwo to zrozumieć. O ile punk rock nadaje się do wykrzyczenia swojej złości na system, o tyle post punk jest idealny do oddania dusznej atmosfery panującej w autorytarnych systemach. I tak my mieliśmy Maanam i Republikę, ZSRR Kino, Jugosławia cała stała post punkiem z Zagrzebia, Belgradu i Sarajewa z moją ukochaną Ekatariną Veliką na czele, Idoli czy Zabranjeno Pusenje (to jak potoczyły się losy muzyków przede wszystkim sarajewskich zespołów po upadku Jugosławii zasługuje na osobne opracowanie). Słowacja, wtedy część Czechosłowacji, miała Matkovia, czy po prostu Maćków. Przewodził nim awangardowy kompozytor Martin Burlas, który nawet próbował swoich sił na Warszawskiej Jesieni. Zespół - czy może lepiej byłoby napisać projekt - istniał tylko 4 lata. Nie wyszli w tym czasie z podziemia, ich nagrania były dostępne tylko w drugim obiegu, na kopiowanych chałupniczo kasetach (choć dzięki Burlasowi i jego kontaktom nagrywali w najlepszych słowackich studiach). A teraz dzięki wspaniałej, bratysławskiej oficynie 42 far zajmującej się muzyką regionu, można posłuchać, co tam Maćkowie wysmażyli.
Więcej dowiecie się z mojego tekstu dla Bandcamp Daily. Znów okazało się, że rzeczy dla nas oczywiste, dla zachodniaków wcale takimi nie są. Tym razem musiałem tłumaczyć, jakimi kanałami docierała do bloku wschodniego kultura i muzyka zachodnia, że Żelazna Kurtyna nie zawsze i nie wszędzie była szczelna. Ot, taka ciekawostka.
