Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lato. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 września 2016

Maria Usbeck - "Amparo"



Amparo, debiut mieszkającej na Brooklynie Ekwadorki, Marii Usbeck jest dziennikiem podróży do tak odległych miejsc jak Wyspa Wielkanocna, Buenos Aires, Barcelona, Lizbona, Kostaryka. Z każdego z tych miejsc Maria przywoziła nie tylko piosenki, ale i same dźwięki, nagrania terenowe, które potem wykorzystała do ilustracji swoich utworów. Wplata w nie też słowa z lokalnych języków, by jeszcze wzmocnić wrażenie przebywania w tych miejscach. Wreszcie, piosenki są ułożone chronologicznie, odzwierciedlając podróże artystki.

Amparo to zmaganie się z życiem na emigracji. Dorastając w Quito, Maria była otoczona merengue, muzyką andyjską, cumbią, ale, jak sama przyznaje, bardzie wtedy interesowało ją to, co działo się w Stanach i Wielkiej Brytanii. Do Nowego Jorku przeprowadziła się w wieku 17 lat i grała tam w Selebrities, electropopowym duecie. Jednak trzy lata temu dopadła ją spóźniona tęsknota za Ekawdorem. Równiez z tej tęsknoty zrodziło się Amparo. Maria wróciła na niej do hiszpańskiego, ale przede wszystkim wróciła do muzyki, którą odrzuciła jako nastolatka. Amparo wybrzmiewa muzyka andyjską, rytmami cumbii, tropikalną dżunglą. Ogromną rolę odgrywają tradycyjne instrumenty, a przecież w pierwszych szkicach piosenki były całkowicie elektroniczne.

Sposób, w jaki Maria łączy elektronikę z tradycją jest częścią szerszego nurtu w latynoskiej muzyce alternatywnej. Prym wiedzie tutaj Kolumbia i Argentyna. To w Buenos zrodziła się przecież cyfrowa cumbia, niezwykle płodny i fascynujący gatunek właśnie będący w połowie między pampą a roztańczonymi klubami stolicy. Amparo dość blisko jest do Amazonico Gravitante Matiego Zundela, ale jednocześnie słychać, że album wydała Cascine Records (wytwórnia odpowiedzialna chociażby za sukces Yumi Zouma). Piosenki są eleganckie, trochę wycofane i dyskretnie przebojowe.

Maria Usbeck, jeżdżąc po całym świecie "wróciła" do domu i nagrała płytę stęsknioną za Ekwadorem, płytę, która zapada na długo w pamięć.


niedziela, 5 czerwca 2016

Kogo zobaczę w te wakacje


Białystok, Gdynia, Londyn, Gdynia, Katowice, Łódź, Gdańsk. Tak wygląda moja rozpiska festiwalowa.

Niektóre bardzo duże, wręcz ogromne. Inne kameralne, z jedną sceną i luźną domową atmosferą. Jeszcze inne gdzieś pomiędzy. Jedne pełne hałaśliwych gitar, inne prezentujące muzykę z całego świata. Letnie festiwale. W tym roku odwiedzę siedem z nich.

Pierwszy już za niecałe trzy tygodnie. Białostocki Halfway w tym roku (podobnie jak w poprzednich latach) swój program oparł na trzech filarach: szeroko pojętej Skandynawii, najbliższej okolicy i Stanach. Frakcja nordycka wydaje się najbardziej interesująca na tegorocznej edycji. Zagra Eivor, legenda muzyki farerskiej, czarująca Norweżka Ane Brun czy wybuchowi Islandczycy z Mammut. Będzie tez Julia Marcell, którą zawsze warto zobaczyć, Destroyer (którego leniwa muzyka powinna w Białymstoku zabrzmieć lepiej niż na OFFie) i wreszcie Wilco. Wielką zaletą Halfwayu jest miejsce, położony w samym centrum Białegostoku amfiteatr. Tu nikt się nie spieszy, nie ma biegania między scenami.

Tak samo jest na gdyńskiej Globaltice. Tu też od lat artyści występują na jednej scenie w parku Kolibki, rzut kamieniem (i to dosłownie) od morza. Czas płynie tak samo powoli, ale muzyka jest zupełnie inna. W tym roku najbiedziej cieszy mnie obecność Fanfare Ciocarlia, jednej z najpopularniejszych rumuńskich orkiestr dętych, Monsieur Doumani, szalonych Cypryjczyków dających drugi życie wyspiarskim piosenkom oraz Cigdem Aslan i Tahir Palali, którzy wspólnie sięgają po muzykę tureckich alewitów.

Zupełnie inaczej wygląda inny gdyński festiwal – Open'er. Cztery sceny, hektary terenu festiwalowego do przemierzania i największe gwiazdy. W tym roku program zapowiada się wyjątkowo imponująco – PJ Harvey, At the Drive-In, Red Hot Chili Peppers, Beirut, Savages, Shy Albatross, Zbig z Mitchami. Szkoda tylko, że to kolejny rok bez sceny World, na której kiedyś grali Tinariwen, Buraka Som Sistema czy Matisyahu.

Na szczęście OFF Festival w tym roku znów oddaje jeden dzień na scenie eksperymentalnej muzykom „niezachodniej”. Na jej deskach zabrzmią dźwięki Ata Kak, ghańskiego wokalisty i instrumentalisty, odkrytego niedawno przez Briana Shimkovitza z Awesome Tapes from Africa czy Orlando Juliusa, legendy afrobeatu. A to nie wszystko, na innych scenach też będzie się działo, zagrają Marokańczycy z Master Musicians of Jajouka, Basia Bulat, Anohni i mój chyba tegoroczny faworyt katowickiego festiwalu – egipski magik keyboardu Islam Chipsy i jego trio E.E.K., którzy przyspieszają chaabi do granic możliwości. Jak to brzmi? Wyobraźcie sobie naspidowanego Rizana Sa'ida i będziecie mieli przybliżoną odpowiedź.

Sa'id w wakacje wróci do Polski, oczywiście w towarzystwie Omara Souleymana. Po dwóch bardzo udanych wiosennych koncertach w Warszawie i Gdańsku, królowie syryjskiego disco wystąpią na łódzkim Domoffonie. Warto tam pojechać nie tylko ze względu na szykujące się bliskowschodnie szaleństwo. Nie ogłosili jeszcze pełnego lineupu, a już mogą konkurować z OFFem – Wire, U.S. Girls, No Joy, Zola Jesus. Wszystko w przestrzeni Off Piotrkowska.

Gitary zawładną Gdańskiem na początku września. Cieszy bardzo silna polska reprezentacja na Soundrive'ie – Daniel Spaleniak, Henry David's Gun, Pictorial Candi. Zagrają też przebojowe i skromne dziewczyny z Hinds, łączący Afrykę z głośnymi gitarami Petite Noir, przywołujący lata 90. Kanadyjczycy z Dilly Dally, psychodeliczni Sunflower Bean. Poza nimi dużo nowości z Wysp Brytyjskich i bliskiej zagranicy. Znów dużym atutem jest lokalizacja, centrum Gdańska, na postoczniowych terenach w klubie B90.

I jest jeszcze jeden festiwal-niefestiwal. British Summer Time w Londynie. To właściwie bardziej cykl jednodniowych imprez odbywających się na początku lipca w Hyde Parku. Każda z nich ma program częściowo ułożony przez wybraną gwiazdę. Ja zobaczę, kogo wybrali Mumford and Sons. Brytyjczycy zaprosili nie tylko artystów, którymi pracowali nad najnowszą Epką – Baaba Maala, The Very Best i Beatenberg, ale też Alabama Shakes, Kurta Vile'a, Wolf Alice i Baio.


I tak to mniej więcej wygląda w tym roku.