Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dance punk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dance punk. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 stycznia 2014

Świat 2013: miejsca 20-16

20. Basia Bulat - "Tall, Tall Shadow"




Basia kazała czekać na następcę "Gold Rush" trzy lata. Mam wrażenie, że świat o niej przez ten czas trochę zapomniał i jej trzeci album przeszedł bez należnego mu echa. kanadyjka rozbudowała aranżacje, robiąc miejsce choćby na pojawiającą się tu i ówdzie sekcję dętą i bardziej taneczne podejście do grania, co chyba było efektem trasy z Arcade Fire. Szczęśliwie, nie ucierpiały na tym piosenki, uwodzące, jak zawsze.



19. Omar Souleyman - "Wenu, Wenu"




Omar Sulejman w ostatnich latach stał się na Zachodzie istnym fenomenem. Odkryty dla hipsterów przez Sublime Frequencies, najnowszy album wydał w Domino pod okiem Kierana Hebdena, czyli Four Tetea (ale nie Buriala). Brytyjczyk czuwał jedynie nad jakością brzmienia, resztę zostawiając Sulejmanowi i Rizanowi Sa'idowi, muzycznemu mózgowi całego tego przedsięwzięcia. Dzięki temu "Wenu Wenu" nie różni się zbytnio od poprzednich dokonań Syryjczyka i jest wypełnione kiczowatym, elektronicznym brzmieniem. Czerstwe to strasznie, ale tańczy się do tego lepiej niż do niejednych klubowych bangerów.



18. Jupiter & Okwess International - Hotel Univers




Grał z Albarnem, jest samozwańczym królem Kinszasy. Po latach na ulicach stolicy Konga, Jupiter został gwiazdą filmu (o sobie samym) i doczekał się debiutu. Czego można się po nim spodziewać? Wszystkiego. Przede wszystkim gitarowej radości i tanecznych rytmów z odrobiną nigeryjskiego afrobeatu.



17. Franz Ferdinand - "Right Thoughts, Right Words, Right Actions"




Są zespoły, które nie potrzebują żadnych zmian. Brytyjczycy swój styl wykrystalizowali już na debiucie sprzed dziesięciu lat. Funkujący rytm, przycinane ostro gitary, reżim rytmiczny, elegancja. Niczego nowego nowego poza ukrytymi smaczkami, jak chociażby delikatne brzmienia sitaru i więcej odniesień do Bitelsów, nie dodają. Bo i po co? Fantastyczne piosenki już mają.



16. Les soeurs Boulay - "Les poids de confettis"




Debiut kanadyjskich sióstr jest najbardziej niepozorną płytą w całym zestawieniu. Rzadko pojawia się coś więcej niż głos, gitara i ukulele. Stephanie i Melanie przy pomocy tych skromnych środków wyczarowują przepiękną, bezpretensjonalną muzykę. Skromne, folkowe piosenki i już nie trzeba więcej pisać.



środa, 23 grudnia 2009

Hockey - "Mind Chaos"


Dzisiaj wpis z cyklu "miałem o tym napisać, ale mi się zapomniało".

No to jedziemy. Hockey to taki indie zespolik z Portland w Oregonie (tam też siedzi Luke Wyland, o którym w przyszłości). Grają razem od 2007 roku, czyli bardzo niedługo, jednak płytę mają. Gdy pierwszy raz posłuchałem tej płyty, to się zdziwiłem, no bo jak takie granie może mi się spodobać. Jak się dowiedziałem kilka minut później, owszem, może. Nawet bardzo może.

Wokalista ma w sobie coś z Casablancasa, a zespół gra, jak połączenie The Strokes z jakimś dance punkowym zespołem, ale nie The Rapture czy Franz Ferdinand, takim bardziej popowym. Ładunek melodii wystarczy na przynajmniej dwie płyty, ale oni zmieścili to w jednej. Oby się to nie zemściło, przy, jakże ważnej dla wszystkich indie zespołów, drugiej płycie. Na razie tym się nie martwię.

Oprócz melodii i taneczności chłopaki przemycają trochę tradycji. "Preacher" to Bruce Springsteen, który urodził się w 1980 a nie 1949. Klawisze identyczne, motoryka też, no może trochę bardziej taneczna. "Four Holy Photos" nie bardzo pasuje do reszty, bo to folkowy kawałek, przypominający Vampire Weekend. "Song Away" to chyba największy hicior z płyty.

Idealna pozycja przedświąteczna, szczególnie przy takiej, dość wkurzającej aurze. Pogoda chyba zwariowała, najpierw minus pierdyliard, a teraz wszytko topnieje. Mogłaby się zdecydować. W każdym razie, "Mind Chaos" pozwoli o tym zapomnieć.