Pokazywanie postów oznaczonych etykietą southern rock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą southern rock. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 maja 2015

Odczarowywanie Południa

Alabama Shakes, którzy wydali właśnie fenomenalny, drugi album, na początku kariery zmienili nazwę z the Shakes, żeby nie być mylonymi z filadelfijskim zespołem o tej samej nazwie. Tamta ekipa już nie istnieje, na jej zgliszczach powstał świetny skład - Sheer Mag. Który ma więcej wspólnego z Alabama Shakes niż się wydaje. Łączy je przede wszystkim amerykańskie Południe.

Sheer Mag swoim graniem ożywiają tradycję southern rocka i przepuszczają ją przez punkową estetykę oraz psują garażowym brzmieniem. Jeszcze kilka lat temu znajdowaliby się na marginesie, dziś pisze o nich w samych superlatywach Pitchfork. Zupełnie zasłużenie, bo obie ich EPki to wybitny gitarowy pop. Pełen świetnych melodii, riffów i werwy. Jednak, gdy czytam słowa, że to jeden z kilku zespołów, które mogą zagrać nieironicznie Sweet Home Alabama do pogo, od razu przed oczami stają mi Alabama Shakes, którzy na swoim debiucie byli uosobieniem muzycznego Południa. Teraz są czymś więcej, southern rock ustępuje miejsca soulowi. I temu z Memphis, i temu z Detroit.

Alabama Shakes i Sheer Mag łączą także wokalistki. Obie pełne charyzmy mogącej poderwać tłumy. Obie pełne żaru w swych głosach. Obie pełne desperacji. Brittany Howard z Alabama Shakes wyrasta na gwiazdę światowego formatu, Arethę Franklin XXI wieku. Christina Halladay z Sheer Mag ma za sobą epizod śpiewania coverów Franklin.

Sheer Mag są trochę jak nieokrzesany, młodszy brat Alabama Shakes. Brzmią bardzo niedbale, brudno, chałupniczo w porównaniu z lśniącą Sounds and Color. Obie ekipy jednak zgodnie odczarowują Południe dla wielkomiejskiej publiczności. I obie robią to doskonale.


Jest jeszcze ktoś, kto łączy Birmingham z Filadelfią. To Katie Crutchfield, która też w tym roku wydała fantastyczny trzeci album jako Waxahatchee, o którym więcej pisałem tu.

sobota, 26 stycznia 2013

2012: miejsca 15-11

15. Circle Takes the Square - "Decompositions vol.1"
Circle Takes the Square są Gun n' Roses screamo. Przerwa między albumami nie była może tak długa, ale w ciągu tych ośmiu lat niejednokrotnie pojawiały się informacje, że już, zaraz. W końcu dwa lata temu wypuścili EPkę, którą teraz uzupełnili o kolejne pięć utworów i wypuścili jako pierwszą część większej całości, jaka ma być "Decompositions". Nie jest to dzieło na miarę "As the Roots Undo", ale płytę życia nagrywa się tylko raz. Chyba że nazywasz się Neil Young. Niemniej CTTS przez te lata nie wypadli z formy. Karkołomne partie gitar nakładają się na połamane rytmy perkusji potępieńczy krzyk przechodzi w deklamację, czy po prostu czysty śpiew. Teksty znów ocierają się o filozofię. Czyli po prostu stare, dobre Circle Take the Square. Prawie, bo ciekawy, folkowy kierunek wyznacza "North Star, Inverted".


14. Lee Fields - "Faithful Man" (recenzja)

W roku 2011 największym kozakiem był Charles Bradley, w ubiegłym jego kolega, Lee Fields.  Z oboma gra prawie ten sam skład, ale Lee jest bardziej funkowy, choć tak samo stylowy. Nieważne, czy śpiewa o miłosnych podbojach czy poważnych sprawa, pan Fields jest tak samo żarliwy, mimo 64 lat na karku.


13. Mark Lanegan - "Blues Funeral" (recenzja)

Osiem lat trzeba było też czekać na solową płytę Marka. Mimo tej przerwy, "Blues Funeral" zaczyna się tam, gdzie kończy się "Bubblegum". Lanegan odważniej sięga po elektronikę, nie zapominając przy tym, że to blues jest najważniejszy, nawet, gdy grasz disco.

12. Alabama Shakes - "Boys & Girls" (recenzja)

Zwykły zespół z niezwykłą wokalistką. Brittany Howard swoim genialnym głosem i wyczuciem wyciąga Alabama Shakes z oceanu pełnego podobnych zespołów, chcących wskrzesić klimat i ducha lat 70. Jednak to właśnie im się udaje, ponieważ panna Howard to wcielenie Janis Joplin. I nie trzeba już nic pisać.


11. Swearin' - "Swearin'" (recenzja)

Bezpretensjonalne, szczeniackie granie w tym roku silnie do mnie przemawiało. Niem, czy oznaka starzenia, czy może coś innego. Proste, krótkie piosenki (całość trwa mniej niż "Driftin' Back" Younga z "Psychedelic Pill") Swearin' zdominowały ostatnie miesiące. Lokują się gdzieś między Weezerem, Subways, Sebadoh a JPNDRDS. Szybciej nie mogli trafić do mojego serduszka. Szczeniactwo forever.