Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stambuł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stambuł. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 marca 2021

Turecka postmoderna z Amsterdamu


Trzeci album amsterdamskiego Altın Gün powstawał podczas zeszłorocznych lockdownów i pandemicznej izolacji. Te doświadczenia bezpośrednio przełożyły się na kształt “Yol”, choć sedno ich muzyki zostało nietknięte.


O najnowszym albumie mojego ulubionego zespołu z Holandii piszę w Radiowym Centrum Kultury Ludowej.

piątek, 26 kwietnia 2019

Turcja z offu

Wiosna okazała się płodna, jeśli chodzi o muzykę turecką. Pięć premier, jedno ogłoszenie na OFF Festival. Choć cała piątka mogłaby spokojnie zagrać w Dolinie Trzech Stawów. 



Ogłoszenie na OFFie to Jakuzi, którzy na początku kwietnia wydali swoją druga płytę, Hata Payı. I o ile jestem zawsze za jak największą liczbą artystów spoza Wielkiej Brytanii i USA na festiwalach, o tyle wybór Jakuzi jest dość wątpliwy. Ot, generyczny post-punk napędzany brzmieniem klawiszy. Niczym nie wyróżnia się spośród zalewu innych zespołów. No, poza tym, że śpiewają po turecku. Są umęczeni i mroczni, momentami wręcz karykaturalnie. Hajp na nich jest, co widać po pozytywnych recenzjach i artykułach, może więc to ja się mylę w swojej pogoni za lokalnością i oryginalnością.




Lepiej wypada Dünya Günlükleri, trzeci album Adamlar, którzy są tylko odrobinę mniej mroczni od Jakuzi. Wplatają w swój rock anatolijska melodykę i nostalgię, ale zostają przy tym całkiem współcześni. Pojawiają się delikatne echa alternatywnego rocka z przełomu wieków, odwołania do grunge’u, nawet szczypta metalu i bardzo dobrze to ze sobą współgra. Żeby nie było za miło, pojawiają się też mielizny, jak nieporadne rapowanie, czy straszna, reggae’owo-juwenaliowa pulsacja w Mavi Ekran. Jednak w ogólnym rozrachunku więcej tu plusów niż minusów.



Jeszcze ciekawszą propozycją jest wspólny album Grup Ses i Ethnique Punch. Ci pierwsi to duet stambulskich diggerów i producentów, ten drugi to raper. A gdy jeszcze dodam, że wydawcą jest niezastąpione Discrepant Records, to już wiecie, że jak najbardziej warto po nią sięgnąć. Ethnique Punch jest podobnie kwadratowy, co Sokół, ma też podobnie niski głos. Oczywiście, o czym rapuje, nie mam pojęcia i dla takich osób, jak ja, którym nie do końca podoba się flow Ethnique, Deli Divan ma drugą, instrumentalną stronę. Te same czternaście miniaturek, ale bez unoszącego się nad nimi monotonnego głosu. Stają się zupełnie inną historią, na pierwszy plan wychodzi skąpany w jesiennych mgłach Stambuł. Grup Ses sklejają swoje bity z sampli ze starych tureckich nagrań, obudowują je warstwą melizmatycznych syntezatorów, rzężącego basu. Przypomina to momentami débruit & Istanbul, podobnie operują psychodelią i dźwiękowym krajobrazem Stambułu.



A skoro jesteśmy przy tureckiej psychodelii, w połowie marca swój debiutancki album wydał dla Riverboat Umut Adan. I wiem, co zaraz powiecie, że to World Music Network, że wyprane z dzikości, że wygładzone. Zwykle tak jest, ale Bahar to wyjątek w katalogu tej brytyjskiej wytwórni. Przede wszystkim to płyta otwarcie i bezwstydnie polityczna (a to z kolei wiadomo, bo tekstom towarzyszą tłumaczenia). Jasne, Adan może sobie pozwolić na tak mocne słowa częściowo dlatego, że mieszka we Włoszech, a nie w swoim rodzinnym Stambule. Brzmieniowo nie odchodzi daleko od wzorców wypracowanych przez Erkina Koraya czy Barisa Manco, ale delikatnie je unowocześnia i z tego względu to rzecz przede wszystkim dla zdeklarowanych fanów gatunku.



I wreszcie dzisiejsza premiera. Tak bardzo turecka, że aż dziw, że tylko jedna osoba z tego sześcioosobowego składu urodziła się w Turcji, a druga ma korzenie tureckie. Reszta to zbieranina Holendrów pod wodzą basisty Jaspera Verhulsta. Poprzedni album Altın Gün, On, wyszedł niecały rok temu i jest jedną z moich ulubionych płyt 2018 roku. No bo czego w nim nie lubić? Retrofuturystyczne brzmienie, przesterowany saz (trzystrunowa turecka lutnia), funkowe, bujające rytmy. Bardzo podobnie skonstruowane jest Gece.

Słychać, że dwa lata wspólnego grania i ponad 200 koncertów zrobiły swoje. Altın Gün brzmią jak solidnie naoliwiona, psychodeliczna maszyna. Bardzo dobrą decyzją było oddanie większego pola Merve Daşdemir, która jest lepszą wokalistką niż Erdinç Ecevit, a on dzięki temu może bardziej popisywać się na syntezatorach, które odgrywają dużo większą rolę niż na On. Na więcej chaosu pozwalają sobie tylko w Şoför Bey, jedynym kawałku napisanym (czy może lepiej byłoby napisać wyimprowizowanym) przez zespół, a nie będący interpretacją tureckiego klasyka. Właśnie, to trzeba podkreślić - Altın Gün to swego rodzaju cover band, odświeżający anatolijskie przeboje, przedstawiający je zachodniej publiczności i przypominający je Turkom (w końcu trzy koncertu z rzędu w Stambule nie wzięły się znikąd). Coś jak Baaba, Gabriela i Michał ze swoją jedyną EPką, czy Mitche odgrzebujący debiut Wodeckiego, Warszawska Orkiestra Rozrywkowa grająca Brazilian Octopus tylko że na bardziej globalną skalę.

Gece to świetny album, spokojnie zaspokajający rozbudowane oczekiwania po On. W ogóle nie słychać, że nie grają swoich piosenek, czują się w nich doskonale, każda interpretacja jest przemyślana od początku do końca. Czekam tylko, aż się odważą na więcej własnych piosenek.










czwartek, 1 grudnia 2016

Między Bosforem a kosmosem

fot. Moyan Brenn

Bizancjum, Konstantynopol, Stambuł. Miasto leżące na styku dwóch kontynentów od momentu założenia jest łącznikiem między Wschodem a Zachodem. Przeplatały się w jego historii wpływy greckie, arabskie, anatolijskie, ormiańskie, żydowskie. 



Doskonale to oddaje nie tylko architektura miasta, ale tez muzyka, która powstaje nad Bosforem. 15 dni w Stambule spędził Xavier Thomas, bardziej znany jako débruit, francuski producent muzyki elektronicznej z zacięciem do wycieczek w stronę niezachu. Nad Złotym Rogiem spotkał się z wybitnymi postaciami stambulskiej muzyki. Taka współpraca to dla niego nie nowość, trzy lata temu nagrał fenomenalny album z Alsarah, który przenosił muzykę sudańską w kosmos.

Stambuł w jego wizji jest także zawieszony między przeszłością a przyszłością, tradycją nowoczesnością. Poszatkowana, retrofuturystyczna elektronika Francuza zderza się z psychodelią miasta, bliskowschodnimi tradycjami, ale też z turecka alternatywą (która jest bardzo prężna i interesująca). débruit współpracuje zarówno z muzykami młodszego pokolenia, jak zjawiskowe wokalistki Gaye Su Akyol (o której więcej poniżej) i Melike Şahin, są też legendy jak Murat Ertel, lider niezwykle wpływowego zespołu Baba Zula (w którym śpiewa też Melike), Okay Temiz - perkusista mający na koncie współpracę z Donem Cherrym, fenomenalny klarnecista Cüneyt Sepetçi, i wreszcie Mustafa Özkent, człowiek, który tworzył współczesne tureckie brzmienie.

Débruit ma na tyle charakterystyczny styl i pomysł na muzykę, że nie daje się przytłoczyć gościom. Bardzo wyraźnie słychać, że to jego płyta, oparta na jego patentach. Z talentów gości korzysta nie tyle oszczędnie, co umiejętnie wpisując ich w swoje utwory. Ich obecność sprawia, że wizja Thomasa nabiera kolorów i tego charakterystycznego, dekadenckiego posmaku Stambułu.

débruit & Istanbul to świetny wstęp do tureckiego niezalu (bo przecież niezach też ma swoje niezale) i kolejna bardzo dobra pozycja w katalogu Xaviera Thomasa.



***


Skojarzenia z eksploracją kosmosu i odległych światów budzi już sama okładka Hologram İmparatorluğu, drugiego albumu Gaye Su Akyol. Sugeruje, że ona także będzie przenosić muzykę
turecką w nowy wymiar. I tak rzeczywiście jest, choć Gaye robi to zupełnie innymi środkami niż débruit.

Akyol swoją muzykę bardziej opiera na lokalnej, anatolijskiej tradycji. Łączy ją z gitarami w duchu psychodelicznego, anatolijskiego rocka. Dużo tu surfu, kwaśnych klawiszy, ale też tradycyjnych instrumentów, choć pojawiają się rzadziej niż na debiutanckiej Develerle Yaşıyorum. Hologram İmparatorluğu jest dużo odważniejszy od swojej poprzedniczki, Gaye nie obawia się dźwiękowych eksperymentów i radykalnych pomysłów. Wyróżnia się także bardziej narkotyczny klimat całości. Rozmyte, zamglone dźwięki wydają się unurzane w haszyszu i raki.

Gaye ponownie czaruje swoim głębokim, aksamitnym głosem. Gdybym miał wybrać tylko jeden element, który najbardziej świadczy o wyjątkowości Turczynki, byłby to właśnie jej wokal. Opatula jak ciepły kocyk, ale potrafi być niepokojący. Hipnotyzuje i kusi.

Choć Gaye na Hologram İmparatorluğu spogląda w kosmos, trzyma się twardo rzeczywistości. Najbardziej narkotyczny utwór Nargile to jednoznaczna krytyka Erdoğana (bo Turcja pod jego rządami przechodzi bad trip). Większość utworów opiera się na wielowiekowej tradycji klasycznej i tradycyjnej muzyki tureckiej, a Gaye przenosi je na nowy poziom. Zdecydowanie jedna z najlepszych płyt roku.