Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Portland. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Portland. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 listopada 2018

Powidoki

Utkane ze skrawków starych tureckich popowych piosenek Loopworks Koraya Kantarcioğlu są niczym powidoki w wersji dźwiękowej. Skąpane w pogłosach i efektach pętle to odbicia oryginałów. Zniekształcone, surrealistyczne, splątane jak sny zaraz po przebudzeniu.

Wszechobecne, długie echo nadaje tym sucho i technicznie nazwanym utworom mistycznego charakteru. Może to nawet nie tyle marzenia senne, co głosy z zaświatów uwięzione w taśmie (Loopworks pierwotnie ukazało się na kasecie). Szumy trzaski, rozchodzące się jak pod wodą dzięki, hipnotyzujące, stałe i zmieniające się zarazem nie wydają się stworzoną ludzką ręką.

Loopworks to także głos z przeszłości, czyli właściwie nadal z zaświatów. Mimo daleko idącej ingerencji, czasem daje się rozpoznać popowe i folkowe pochodzenie oryginałów. Dwukrotnie Kantarcioğlu układa wręcz coś na kształt piosenki, te fragmenty to 263 Loop i ATLAS, który kończy album. Wart uwagi jest szczególnie ten drugi utwór - przywołuje obraz orszaku idącego zboczem zielonego wzgórza, powoli znikającego za ukrytym we mgle horyzontem. Znikającego jak powoli zapominana przeszłość.



Podobnie “powidokowy” jest inny album przypomniany przez Discrepant Records (warto śledzić ich działalność), Make Mine, Macaw Spencera Clarka, ukrywającego się pod pseudonimem Monopoly Child Star Searchers. Tak samo to powidoki innego świata, oddalonego jednak przede wszystkim geograficznie.



Clark tworzy własną wersję tropików, w której odbijają się przede wszystkim Karaiby i Ameryka Łacińska. Na “etnicznie” brzmiących rytmach tka syntezatorową opowieść. Z jednej strony jest leniwie, rozciągliwie, z drugiej - dyskretnie tanecznie. Jeśli to sen, to lepiej zapamiętany i ustrukturyzowany. Choć nadal, jak na sen przystało, nie zawsze jasny i zrozumiały. Może to drzemka za dnia, albo sen na jawie. Przyjemny i miły.

Pięć długich utworów funduje wycieczkę do świata, pełnego psychodelicznych, ale pastelowo wyblakłych kolorów. To one łączą najmocniej Make Mine, Macaw i Loopworks.


sobota, 28 lutego 2015

Przeczesując Bandcamp #3

Niger, RPA, Portland.

Ola Kobak - Metanoia

O Oli Kobak mogliście usłyszeć i w mojej dawnej audycji, i przeczytać w Nowej Muzyce. Kiedyś  jako Fulka bawiła się folkiem, razem z mężem Jacobem Israelem eksplorowała ambientowe pejzaże pod nazwą A Hollow in the Land. A teraz pod własnym nazwiskiem tworzy elektroniczny, delikatny pop, zamyślony i rozmarzony. Ola tka swoje piosenki z elegancją i wysmakowaniem, ale stara się utrzymać ich prostotę, Osiem piosenek po prostu czaruje Szkoda tylko, że do Pretorii tak daleko. choć może Ola kiedyś odwiedzi kraj swoich przodków.



Omnivore - Rounds

Ten album podrzucił Marek Sawicki, specjalista od muzyki niepotrzebnej i popsutej. Pod tym pseudonimem - wszystkożerca - ukrywa się Glenna van Nastrand, artystka, jak podaje informacja na stronie Feeding Tube, obsesyjnie zainteresowana starymi technologiami telefonicznymi. Fakt, że swój album nagrała na telefon właśnie nie dziwi już tak bardzo. Specyficzne brzmienie głosu przetworzonego przez słuchawkę odrealnia piosenki. Zaśpiewane a capella. Omnivore towrzy warstwy nakładając na siebie kolejne zapętlone frazy. Z tego powodu wszystkie utwory mają taką samą strukturę. Powoduje to swoiste uczucie zapętlenia czasu, zmienia jego charakter z linearnego na cykliczny. Wszędzie jest początek i koniec.



Hama - Torodi

Kolejne odkrycie Chrisa Kirkleya. Sama historia poszukiwania Hamy jest wystarczającym powodem, żeby zainteresować się najnowszym wydawnictwem Sahel Sounds. Hama jest duchowym spadkobiercą Mamman Saniego. Podobnie sięga po tradycyjne melodie i przekłada je na język syntezatorów. Jednak w przeciwieństwie do Saniego, który sięgał do folkloru różnych grup etnicznych zamieszkujących Niger, młody muzyk ogranicza się tylko do Tuaregów. W tej wersji melodie są równie intrygujące, jak wtedy, gdy są wygrywane na gitarach czy wyśpiewywane. Plastikowe, sztuczne brzmienie keyboardu odrywa je od znanego kontekstu i pokazuje je z zupełnie nowej perspektywy.



Andy Islands - 1

Wracamy do RPA. Debiutancka EPka Andy'ego Islands przenosi na parkiety kapsztadzkich klubów. Młodziutki producent wyczarował 3 wciągające deep house'owe kawałki. Bez wokalu, ale dzieje się tu tyle, że jest on zupełnie niepotrzebny. Repetytywne, ale rozwijające się utwory hipnotyzuja i dosłownie zmuszają do tańca.