Strony

wtorek, 31 marca 2026

52 skroble dziennie

 


Na last.fm zarejestrowałem się dokładnie 20 lat temu. 30 marca 2006 roku. Namówił mnie kolega z licealnej klasy (sprawdziłem, nie skrobluje od dekady). I tak już zostałem – to społecznościówka, na której jestem najdłużej – na liczniku prawie 385 tysięcy odtworzeń.

Założyłem konto w drugiej klasie liceum, zasłuchiwałem się wtedy w Pearl Jam, Queens of the Stone Age, Red Hot Chili Peppers, muzyczny świat poza Ameryką dla mnie wtedy nie istniał. Może byłoby to widać jeszcze wyraźniej w statystykach, gdybym nie skasował swoich skrobli na początku studiów. No więc niby 20lat, ale niby nie do końca. Nie martwcie się, to nie będzie wpis o statystykach, wspaniałej ewolucji mojego gustu czy coś w tej podobie.

W czasach swojej świetności last.fm był najlepszym kalendarzem wydarzeń i miejscem do dyskusji w sieci. Oraz do odkrywania nowych artystów. Lastowy algorytm, wspomniane dyskusje, polecenia znajomych były najlepszym źródłem nowości. Które potem najczęściej ściągało się z podejrzanych linków do rapidshare czy mediafire albo z jeszcze bardziej podejrzanych torrentów. Był jeszcze soulseek, ale on już wtedy był kombatancki (choć działa do dziś). Legalny streaming czaił się dopiero w przyszłości.

Ten społecznościowy aspekt last.fm i możliwość pochwaleniu się całemu światu swoim wysublimowanym gustem, jego szerokością i rozległością albo przeciwnie – dogłębną znajomością jednego gatunku lub lokalnej sceny, leżało u podstaw sukcesu portalu. Niektóre zawarte tam znajomości trwają do dziś. Kryzys, z którego last się nie podniósł, nazywa się Facebook. Popularność giganta i jego często agresywna działalność odciągała użytkowników innych platform Z Facebookiem przegrał myspace, przegrało lokalne grono, przegrał i last.fm. Kalendarz wydarzeń to dziś Facebook, choć zgodnie z zasadą ukutą przez Cory’ego Doctorowa, ciężko tam cokolwiek znaleźć. Na Facebooka przeniosły się dyskusje i rozmowy. Last.fm nie pomogły nerwowe ruchy włodarzy – od kolejnych chłodno przyjmowanych zmian szaty graficznej portalu po zamianę przyjaciół na followersów i usunięcie grup. Do tego doszły serwisy streamingowe, przede wszystkim ten szwedzki, ze swoimi bardziej zaawansowanymi i ekstremalnie spersonalizowanymi algorytmami, które doskonale wiedzą, czego słuchasz i co ci się może spodobać. Trochę przestało mieć sens kolekcjonowanie skrobli.

A może nadal ma sens? Historię słuchania w serwisach znają tylko one, użytkownicy dostają jedynie wrapy, ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Last.fm daje możliwość dogłębnego przejrzenia historii słuchania, wygrzebania zapomnianych wykonawców i utworów. Można w nim łączyć różne źródła – i dlatego to jego podsumowanie uważam w swoim przypadku za najbardziej miarodajne. Cały czas znajduję z jego poleceń kolejnych wykonawców, kolejne płyty. Widzę, że powoli wraca społecznościowy aspekt portalu, choć nadal reklamuje się jako miejsce do budowania statystyk. Już nigdy nie będzie tak popularny, jak w latach swojej świetności, ale na razie nie grozi mu los myspace’a (millienalsi, pamiętamy [*]). I mam nadzieję, że za kolejne dwie dekady napiszę kolejny wspominkowy tekst.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz